Pani Jasnogórska

Choć inaczej wyglądają Jej wizerunki na całym świecie, jest zawsze tą samą Matką, i całą sobą pomaga nam odnaleźć drogę do Syna Bożego. Jest z nami na każdej drodze naszego życia. Kościół rozpisał Jej życie różnymi tajemnicami, od radosnych do chwalebnych, pokrywając każdy wymiar, żeby nie zabrakło nam Jej obecności w żadnym wydarzeniu. Po rocznej nieobocności w naszej Ojczyźnie to była pierwsza okazja, żeby odwiedzić Ją na Jasnej Górze. Jak dobrze było uklęknąć przy ołtarzu z Jej wizerunkiem i popatrzeć na Nią z bliska. Opowiedzieć o wszystkich osobach noszonych w sercu, o bliskich i potrzebujących pomocy, o poznanych w innych krajach i o nowych zadaniach, jakie niespodziewanie doszły.

Tak wielu spośród nas zaprosiło Ją do swoich domów i doświadcza, jak pomalutku i z ogromnym szacunkiem dla naszych ograniczeń pomaga nam wzrastać, widząc w nas nade wszystko umiłowane dzieci Ojca.

Byliście na Jasnej Górze razem ze mną.

ks. Jarosław

zdjęcie zrobione na klęczkach🙂

Pani Jasongórska

Przeprowadzka

Drodzy Czytelnicy,

Niebawem obchody dwóch lat Przystani – i z tej okazji postanowiliśmy się uwolnić od reklam, jakie pod wpisami serwował nam darmowy WordPress. Potrzebna więc była przeprowadzka na serwer Fundacji Pomoc Rodzinie. Wyglądamy zupełnie tak samo, piszemy nadal specjalnie dla Was, za dnia i nocą, na czym jest pod ręką. Zmienia się jedynie adres:

http://blog.fpr.pl/

Nie bylibyśmy w stanie tego ogarnąć sami, z naszą szczupłą wiedzą techniczną. Dziękujemy za pomoc Piotrowi Krajewskiemu, wolontariuszowi i filarowi Fundacji Evangelium Vitae we Wrocławiu, gdzie wraz z żoną zajmują się promocją NaProTechnologii i wielu innych dzieł na rzecz rodziny.

Zostańcie z nami. A właściwie: chodźcie z nami na nową witrynę.

Zespół „Przystani”

P.S. Osoby, które miały subskrypcję wpisów przez e-mail, będą musiały dokonać jej jeszcze raz na przeniesionej stronie. Przepraszamy za utrudnienia.

miłość i odpowiedzialność

Odpowiedzialność za własne uczucia. Jakie to trudne. Bo tak łatwo jest powiedzieć: „Przez ciebie jestem wściekła.  Zdenerwowałeś mnie. Rozczarowałaś mnie. Sprawiłeś mi ból”.  Jednak obwinianie nigdy nie idzie w parze z miłością. Z miłością idzie w parze odpowiedzialność. Przede wszystkim za siebie, własne wybory, uczucia, myśli. Bo moje uczucia „nie biorą się” z tego, jak zachowuje się drugi człowiek.

„Zamiast obwiniać innych, bierzemy odpowiedzialność za nasze uczucia, uznając, że ich źródłem są nasze własne potrzeby, pragnienia, oczekiwania, wyznawane przez nas wartości czy nasze myśli.” (M. Rosenberg, Porozumienie bez przemocy. O języku serca,  Warszawa 2012, s. 65)

Odkryłam, że jeśli borę na siebie odpowiedzialność za własne uczucia, to przeżywam mniej złości* (na samą siebie jakoś trudniej :-)). Im mniej obwiniam innych, tym łatwiej jest mi zachować spokój. Gdy obwiniam, mijam się bardzo z łagodnością. A bez niej tak trudno o prawdziwy pokój serca i radość w relacjach.

Basia

* Pomoc dotyczącą radzenia sobie ze złością znalazłam w książce „Kiedy twoja złość krzywdzi dziecko. Poradnik dla rodziców.”

Spotkania z Polonią

są praktycznie wszędzie. Bo i “nasi” są wszędzie. Czy to we Francji, czy w Belgii, czy w USA i w Meksyku, czy teraz spotkani w Nowej Zelandii. Czasem potrafią zaskoczyć wiedzą o tym, co się dzieje w Ojczyźnie, bo elektroniczne media pozwalają być na bieżąco z sytuacją w kraju.

Tu spotykam się z tęsknotą za posługą księży. Polskich kapłanów jest tylko dwóch. Jeden w Auckland i drugi w Wellington (to miasta na wyspie północnej). A Polacy, w mniejszych czy większych grupach, są przecież jeszcze i gdzie indziej, jak na przykład w Christchurch. Do nich duszpasterze docierają bardzo rzadko. Gdy się więc pojawia nowy kapłan z Polski, to jest “zagospodarowany” całkowicie. Dla wielu jest to wreszcie okazja do spowiedzi po polsku, do porozmawiania o swoich trudnościach i duchowych potrzebach, nawet do zwykłego nacieszenia się osobą. Już nie mówiąc o możliwości pomodlenia się w czasie Mszy św. “jak Pan Bóg przykazał”. Choć do rekolekcji jeszcze jeden dzień (zaczynamy w czwartek), już teraz jest dość rekolekcyjnie.

Polecając się bardzo Waszej pamięci i modlitwie

Fr. Jay

radosne dziecko

Długi przedpokój w naszym domu służy nam za boisko. Na jednym końcu drzwi wejściowe jako bramka, na drugim – wejście do drugiego pokoju.

Tym razem mecz rozgrywa nasza córka przeciwko … mnie.

Reguły ustala głównie ona, i nie chodzi o gole, ale o to, aby się kiwać. Wiec się kiwamy (nie sądzę, żeby jakiś trener był zainteresowany włączeniem którejś z nas do kadry), lecz chyba więcej jest z tego śmiechu niż gry😉 Punkty liczone są w dwojaki sposób: za skuteczne wykiwanie i za gole. Przyznam szczerze, ze trochę się w tym gubię, ale przyjmuję reguły. Bawimy się, śmiejąc się do rozpuku.

A w uszach dźwięczą mi słowa x. Rafała z ostatniej konferencji na Dniu Skupienia, aby nie zabić w sobie dziecka, aby nie dokonać duchowej aborcji. Aby pamiętać, że dzieci dobrze się czują w towarzystwie dzieci, i że gdy będziemy tylko rodzicami dla własnych dzieci, to może zdarzyć się tak, ze dzieci od nas uciekną. A przecież nawet Jezus pozwala sobie być dzieckiem, wiec dlaczego ja mam nim nie być?

Jak dobrze, ze usłyszałam te słowa i że ten mecz rozegrałam, bo nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jakie radosne dziecko jest we mnie!

możliwy scenariusz

„Jak wielki będzie smutek Boga, gdy kiedyś powie nam, że naprawdę bardzo pragnął, byśmy byli szczęśliwi, a my uwierzyliśmy w coś innego” (ks. Rafał Chruśliński, Instytut Świętej Rodziny, konferencja w czasie spotkania rodzin we Wrocławiu).

Sędzia, dozorca, obserwator, porzucający, odbierający, pilnujący, powściągliwy, niezadowolony, odległy. Na Pana Boga łatwo wyprojektować wszystko, co w ciągu życia poskładało się na negatywne wyobrażenie o Nim. A przecież On próbuje, przecież walczy, przecież ma nadzieję z którejś strony dotrzeć. Od momentu, gdy czyni kolejny dzień, w razie gdyby poprzedniemu coś się stało: gdyby się zgubił, zepsuł, zmarnował.

Ojciec, Przyjaciel, Przewodnik, Brat. Może ma tak wiele imion dlatego właśnie, by choć przez któreś z nich, najbardziej możliwe do przyjęcia, znaleźć wyłom w naszym lęku, niewierze, zamknięciu. Zbawiciel uzdrawiający nasze ciemności. Obrońca – nie tylko z urzędu – by nas bronić przed oskarżeniem. Dawca; bliski, wierny, współczujący, dzielący każdą radość. Kibic każdego wysiłku w stronę dobra.

Tobie i mnie życie dał właśnie po to, byśmy poznali jego prawdziwy blask.

M

P.S. A we Wrocławiu już wiosna.

światło

Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi. (Mk 5, 15)

A przecież nie chodzi o jakieś „świecenie przykładem”, o nachalną dydaktykę, o zbiór nawet może jakiś socjotechnik, o wydanie się innym, lepszym, niż się jest.

Jakiekolwiek światło mogłoby się z nas wydobywać, może pochodzić jedynie z wnętrza, do którego wpuszczamy Jego światło. Będzie świecić wtedy, gdy sami Jemu pozwolimy się zagarnąć, przemieniać, kochać; zawsze i nieskończenie jako biorcy, bo w słabości jest jeszcze bliżej nas, by nas dźwigać. I prowadzić za rękę po wodzie codziennych wyborów.

Niech to konieczne do życia światło wypełni nasze domy – potem samo udzieli się dalej.

natural-scenery-morning-sunbeams-beautiful-hq-for-pc-205801

M