stół

Nie umiem napisać, co powraca na widok tych zielonych pól buraków, połaci kukurydzy, hektarów złotego zboża ciągnących się kilometrami. Pośród nich wysepki gospodarstw, przecież pamiętam dobrze ich geografię, choć mój wewnętrzny GPS ma tak wielkie problemy z lokalizacją przestrzenną. Wiem, że Pomorze i że blisko Toruń.

I wiem, że ta zieleń buraków nikomu nie powie nic z tego, co widzę ja patrząc na nie. Widzę rozmowy przy kolacji, gdy jako dzieciaki niemal spadaliśmy pod stół ze śmiechu. Pod ten stół, przy którym nigdy nie brakło miejsca, nawet gdy dom Cioci pękał w szwach. Stół nakrywany z kuzynką, stół, od którego wstawałam do swojego zadania bycia „Julcią od chleba”, żeby chleb dokrawać, gdy go brakło. Stół, przy którym do ziemniaków podawano sos z niekończących się dowcipów, potoków dobrego humoru. Tym obfitszych, im więcej ciężkiej pracy i im prostsze potrawy do wykarmienia tak wielu, gdy czasy były ciężkie.

I chciało się rodzinie bliskiej i dalekiej gromadzić przy stole o stałych porach, pięć razy dziennie. Tak, właśnie pięć. Przy wczesnym śniadaniu, na kawie, na obiedzie, na kawie i przy kolacji.

Nikt nie jadał sam. Stół nie służył do jedzenia.

Jak dobrze znowu tu być, mimo że kuzynostwo dorosło i każde z nich ma teraz własny stół. Tak samo otwarty na wszelkie dobro. Przez te dni to sprawdzamy. Jak dobrze być wśród drogich sercu ludzi.

Małgosia

Reklamy

dorobić się

Żył pewien bogaty człowiek, który całe życie ciężko pracował – i bardzo oszczędzał. Pracowitość to piękna cecha, ale gdy idzie w parze z chciwością, zamyka serce na cztery spusty wraz ze zgromadzonym bogactwem.

Człowiek ów szczycił się swoją zapobiegliwością. Także tym, że nauczył się omijać szerokim łukiem tych niezaradnych, którzy prosili o pomoc.

I opowiadał często, że tylko jeden raz w życiu oddał coś za darmo – a była to koszula, z której odciął guziki (bo mogą się przydać) i wrzucił do kontenera PCK.

Pewnej nocy przyśnił mu się Pan Jezus. Przyszedł do niego w tej właśnie śmierdzącej, przepoconej, starej koszuli. Bez guzików (bo mogły się przydać).

Człowiek ten doznał tak wielkiego przerażenia, że zmarł tej samej nocy. *

Cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. Mt 25,40

*Serdecznie dziękuję ks. Proboszczowi parafii Grzegorz koło Chełmży za tę historię. A także za sposób, w jaki ją opowiedział i skomentował.

Małgosia


					

nie do nadrobienia

Tak. Harce z dzieciakami w Bałtyku już za nami, wycieranie i rozgrzewanie także. Wygląda na to, że po raz pierwszy w historii tegorocznego urlopu uda się zająć miejsce na kocu i pozwolić, by potrudziło się trochę słońce. Przecież wspomnienia procedur z dawnych czasów jeszcze gdzieś się tlą w pamięci: książka, ręcznik na głowie, woda wylewająca się w końcu z zatkanych uszu, leżenie.

„Mamooo, chce mi się siku”. To synek. Niemal zdążyłam rozprostować kończyny. Więc idziemy szukać stosownego miejsca. Wracam i zajmuję miejsce z poczuciem spełnionej misji.

„Mamooo, jestem głodny. Strasznie głodny” (dzięki Ci, Panie, że nareszcie JEST GŁODNY!). Prowiant wyczerpany. Generalnie pora obiadu. I dnie płyną w rytm „Mamooo…” . „Przytul”, „poczytaj”, „chodź, zobacz”. A przecież trzeba podać, zmyć, zmieść, wyprać.

Albo nie. Może nie trzeba. Może da się urządzić zawody z dziećmi w szalonym zamiataniu. Karaoke z miotłą i sprawdzanie echa w wytartych przez dzieci kubkach. A potem przytulić i poczytać. Bo te prośby będą mieć tylko przez kilka lat. Później to my będziemy prosić: „przytul”, „poczytaj”, „chodź, zobacz”. Ale dzieci, wyrosłe z dziecięctwa, będą miały ważniejsze sprawy.

Małgosia

zamki na piasku

Budowla z piasku, usypywana, budowana, strojona kamykami i koniecznie wyłowionymi z morza piórkami i piórami rozpada się na pół. Spodziewam się zaraz wielkiej rozpaczy ze strony dzieci, ale ku memu zaskoczeniu słyszę: nie szkodzi, jutro zbudujemy nową.

Są rzeczy, których nie żal, gdy się rozpadną, zwłaszcza, gdy istnieje możliwość ich szybkiego naprawienia. Często nawet jest wtedy perspektywa zrobienia czegoś jeszcze raz, ciesząc się ze wspólnej zabawy. I są to z reguły rzeczy namacalne, realne.

Ale są też takie, o które trzeba walczyć, troszczyć się, pielęgnować. Których nie widać, są kruche, a od których tak wiele zależy. To dobre relacje i uczucia. Łatwo je zepsuć, zranić, zwłaszcza gdy się zapatrzy na „swoje racje”, niekoniecznie właściwe.
Dosia

dzień dobry!

Zachwyciła mnie tym Jola, żona Piotra, mama dwóch chłopców. Mieszkaliśmy we Francji u tej zaprzyjaźnionej rodziny przez dwa tygodnie lata. Przyjechaliśmy właściwie na tydzień, ale… Ciężko było wyjechać.

Jola witała nas tym swoim „dzień dobry” co dzień. Zamykaliśmy okiennice, więc spało się dobrze i dłużej niż zazwyczaj. Niekiedy my już byliśmy pozbierani, a Pani Domu, nieco zmachana goszczeniem nas, schodziła na dół trochę później. I wtedy też zaczynała od „dzień dobry”!

A kiedy wstawałyśmy na TGV, żeby zobaczyć Paryż (trzeba się było zerwać o 4 rano, a do drugiej w nocy prasowałyśmy sukienki na tę okazję!), Jola także witała mnie swoim „dzień dobry!”.

Z tym uśmiechem, z tym spojrzeniem, z tą intonacją, która mówi: jak miło Cię widzieć, co tam słychać, to będzie dobry dzień! I człowiek się czuł jak jedyny na świecie.

Jeśli słyszeliście już moje „dzień dobry” – poznajcie dziś mojego Mistrza. Zawsze, gdy Was witam, pamiętam o tym, jak sama byłam cudownie witana. I polecam. Metoda pomaga zacząć dzień od uśmiechu, nawet gdy wydaje się, że naprawdę nie ma powodów do radości.

Małgosia

jak On chce

 „A najbardziej Panu Bogu chodzi o to, abyśmy na Niego spojrzeli tak, jak On tego chce.

Abyśmy na Niego patrząc, próbowali Go poznać takiego, jak On chce, abyśmy Go poznali. Nie takiego, jakiego my na co dzień możemy poznawać, bo nasze możliwości są słabe.

(…) Pan Bóg nam objawia Siebie, ale  jednocześnie woła, krzyczy wręcz: „Spróbuj spojrzeć na Mnie tak, jak Ja chcę byś spojrzał, niejako Moimi oczami, według Mojego Słowa. To jest jedna z najbardziej kluczowych szans w naszym życiu. I to jest początek wielkiej przygody. I to jest początek wielkiego światła i początek wielkiej siły w życiu wielkich ludzi”. (ks. abp A. Dzięga, Homilia podczas inauguracji 35 roku akademickiego w ISNR)

Serdecznie zapraszamy TU  – Dobra nowina o Bogu Ojcu.

Basia i Michał

obraz i podobieństwo

Nosisz go w sobie. Obraz Boga.

Jest ogromnym ekranem, który zapełniają najpierw Twoi rodzice. Niekoniecznie przez to, co mówią, bardziej przez to, jacy są, jaka jest ich bliskość i miłość – na miarę ich ludzkich ograniczeń.

Potem wyświetlasz na tym ekranie wiele własnych wyobrażeń, na miarę Twoich zranień i ograniczeń. Może w tym obrazie być więcej z policjanta, sędziego, biegłego rewidenta, niegroźnego dziadka czy obojętnego inżyniera materii.

Życie z takim bogiem może być nie do wytrzymania, nie musi być przecież jednak Twoim losem. Możesz poprosić Go, by powiedział Ci coś sam o sobie. Jeśli będziesz Go naprawdę pytał – On odpowie Ci w sposób nie pozostawiający wątpliwości. Możesz poznawać, jaki był naprawdę, czytając Jego autobiografię: Jego słowa miłości do Ciebie w najpiękniejszej z ksiąg. Znajdziesz tam wiele listów do Ciebie. Byłeś w Jego planach, gdy powstawała. Możesz także szukać odpowiedzi u tych, którzy jak apostoł Jan, są Mu bliscy.

Byłoby naprawdę głupio dopiero na koniec życia się dowiedzieć, że czas nam zleciał w towarzystwie wyobrażenia, które nie było do Niego podobne.

Małgosia