modlitewnik

Szukam modlitewnika. Tego od Pierwszej Komunii, a jakże, to ostatni posiadany. Przypominam sobie słowa, że rozwój wiary może się zatrzymać na katechezie w szkole podstawowej, i że mówił kolega, iż nabył sobie książeczkę dla dorosłych. Rozważam przez chwilę. Ale potem myślę, że słów takich nie napisano jeszcze, że musiałby zbiór taki wyjść spod pióra kobiety, choć dobrze, by emocjonalnie bliżej skandynawskiego opanowania. W tym stopniu spersonalizowania musiałabym stworzyć go sama.

Pamiętam stary modlitewnik Babci, że pewnie miał swoją nieznaną nikomu historię okoliczności używania go. I tak się z Babcią po ostatnie jej dni zrósł. I mój niech będzie jeden, podpisany panieńskim nazwiskiem. Litanie w nim pachną kadzidłem nabożeństw majowych i szturchaniem się ze znajomymi w ławce. A przecież wypełniła je potem dorosła, osobowa i osobista treść.

Pamiętam też modlitewnik pierwszy i najstarszy, maleńki, z datą druku 1956, dla dzieci, od drugiej Babci. Otwierałam go, mając kilka lat, na jednym tylko obrazku. Parę lat temu wycięłam go stamtąd i trafił do ulubionych w Piśmie Świętym. Tyle czasu minęło i wyraża to samo pragnienie: ciszy, bezpieczeństwa, zaufania. Sznurki słów w książeczkowych Litaniach, powtarzane w szczególnych potrzebach. Też są ścieżkami pokoju.

Jezus ucisza burzę

Ciekawe, jaką historię opowiada Twoja książeczka.

M

Reklamy

opowie Ci

Nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi, ale otworzyłeś mi uszy. (Ps 40, 7)

Jak ogromny w tym szacunek dla człowieka. Bóg, który wyjmuje z rąk ofiary, skrupulatne zadośćuczynienia, daniny. Wszystko to, co najemnik mógłby przygotować, żeby jakoś przekonać chłodny, zdystansowany Los.

Bóg w geście „otwarcia uszu” – otwiera na rozmowę z Nim. Gdzie On będzie tłumaczył, prowadził, pomagał, przekonywał i wspierał. I można przyjść o każdej porze, więcej: pora zależy tylko od nas, mimo że spotykamy się z Kimś od nas większym. Jakby nie interesowało Go, jak wiele dla Niego zrobimy, ale bardziej stan naszego serca. Stan ducha. Gdzie zwyczajowe „jak leci?” szuka szczerej odpowiedzi, o nią się troszczy, tam chce wejść ze swoim światłem. Bo z pustego strąka serca i Salomon nie naleje. Niekochani, nie przyniesiemy owocu.

Więc zależy Mu, żeby Ci opowiedzieć o wszystkim. Ile dla Niego znaczysz. Co jest ważne i dobre. „Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J 15,15). Jesteś Jego przyjacielem, synem, córką, bratem i siostrą. Nieodzowną częścią.

M

 

 

szkoła modlitwy

Anna, przyszła matka proroka Samuela, uczy nas dzisiaj modlitwy.

Bo chociaż jej życie wypełnione było troskami, dotknięte bezpłodnością, rywalizacją (konkurencją) z drugą żoną, która nią pogardzała, nie zaniedbała modlitwy. Modlitwy życia, modlitwy mocno powiązanej z życiem.

Anna zaś mówiła tylko w głębi swego serca (…)
„Wylałam tylko duszę moją przed Panem.” (…)
I poszła sobie ta kobieta: jadła i nie miała już twarzy tak [smutnej] jak przedtem.
(…) a Pan wspomniał na nią. (1 Sm 1,9-19)

Jakże bliska jest mi taka modlitwa. Często, oprócz swojej rozpaczy, bezradności, zmęczenia nie mam nic więcej do powiedzenia Panu.

Dzięki Annie wiem, że dla Niego i taka modlitwa jest miła i ważna.

Cokolwiek by się działo, oddanie spraw z ufnością w dobre ręce Boga ma ogromne znaczenie. Już samo zawierzenie, samo otwarcie się przed Panem daje ukojenie i pokój.

Dorota

Dotyk miłości

„Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Jezus wyciągnął rękę i dotknął go, mówiąc: „Chcę, bądź oczyszczony”. I natychmiast trąd z niego ustąpił.” (Łk 5, 13)

Wczoraj razem z innymi zgromadzonymi w synagodze w Nazarecie przysłuchiwałem “się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego” (Łk 4, 22). Dzisiaj przyglądam się, jak Jezus objawia miłość przez dotyk. Nie był to zwykły dotyk. To był dotyk miłości wobec człowieka chorego na trąd, a więc nieczystego, którego się nie dotyka. A On wyciągnął rękę i dotknął go. “I natychmiast trąd z niego ustąpił”.

I ja dzisiaj przychodzę Go prosić, by mnie dotknął swoją miłością. Wiem, że Jemu nie przeszkadza mój brak doskonałości niemalże w każdej dziedzinie życia. Ani moje braki w łagodności czy szacunku wobec innych, ani to, że mój dar z siebie ciągle pozostawia wiele do życzenia i jest daleko od  tego, co sam otrzymuję od innych. Przychodzę Go prosić o ten uzdrawiający dotyk. A On nie tylko mnie dotyka, ale i przytula, i mocno trzyma w swoich ramionach.

Dotknij mnie, Panie, proszę o to całym sercem, swoim dotykiem pełnym miłości. I uzdrów mnie z mojego trądu, uczyń mnie czystym. Będzie to dar nie tylko dla mnie, ale i dla moich sióstr i braci, z którymi pragnę się nim podzielić. I niech stanie się to “na świadectwo dla nich” (Łk 5, 14).

Dziś w Meksyku, po raz pierwszy w Ameryce, Program 2: MY+RODZINA. Dla tych, którzy w zeszłym roku zrobili już Program 1. Jak miło się ponownie zobaczyć. Jaka to radość, że małżonkom zależy, że chcą się zmieniać dla siebie nawzajem. Proszę Was o wsparcie, żeby to był dla nich taki czas szczególnego doświadczenia Bożej miłości, która pragnie każdego dotknąć i uzdrowić.

z serdeczną pamięcią

Padre J.

Przychodzę do Ciebie pusty

“odszedł na górę, aby się modlić.” (Mk 6, 46)

Czy mam swoją “górę”? Gdzie jest moja „góra”? W mojej sypialni, gabinecie, ulubionym fotelu czy na kanapie, może przy biurku? Czy mam zwyczaj udawać się tam systematycznie? Pan Jezus “kiedy … nasycił pięć tysięcy mężczyzn, zaraz … odszedł na górę, aby się modlić.” (MK 6, 45-46). Modlitwa była dla Niego tak naturalna. Normalna część rzeczywistości. Naturalna reakcja na wydarzenia. Podstawa wszelkiego rodzaju aktywności. 

My ciężko pracujemy, jesteśmy potem zmęczeni, potrzebujemy więc odpoczynku, a dopiero potem, jeśli mamy jeszcze siły, prawdopodobnie – pomodlimy się.

Czy zdarzyło Ci się modlić dlatego, że byłeś/byłaś zmęczona? Czy pomodliłeś/pomodliłaś się kiedyś w taki sposób:

“Pozwól mi pobyć ze sobą, Panie Jezu. Jestem taki zmęczony / taka zmęczona, bo ‚wiatr był mi przeciwny’ (por. Mk 6, 48). Przychodzę do Ciebie pusty, bez ‚dobrej’ czy ‚ładnej’ modlitwy. Po prostu chcę pobyć z Tobą.” A wtedy może i nas spotka to, co spotkało dziś Apostołów: “I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył” (Mk 6, 51).

Czasem jest o wiele ważniejsze po prostu z Nim być, bez żadnej wielkiej duchowej aktywności czy też słów. Po prostu być. Miłująca obecność w ciszy jest także modlitwą.

Z pamięcią o Was wszystkich, Kochani

od Niej, z Cerrito del Tepeyac

Padre J. 

“Ofiarowali Mu dary…”

Dali to, co mieli najlepszego. Tradycja mówi, że złoto było dla uczczenia w Nim Króla, kadzidło dla Boga, a mirra – jako zwiastun męki Pana Jezusa. Ale też można spotkać i taką interpretację, że złoto reprezentuje naszą miłość, kadzidło naszą modlitwę, a mirra nasze cierpienie.

A ja sobie myślę o moich darach. Jak często to są resztki. Resztki mojego czasu, resztki mojego dnia. Zasypianie nad Liturgią Godzin, zasypianie w czasie rozmyślania. I to nie ze złej woli, tylko … z utrudzenia w Jego służbie.

Dzisiejsze święto na nowo mi uświadamia, jak bardzo ważne jest spotkanie z Nim na początku każdego dnia, zanim zacznie się praca nad budowaniem Królestwa Bożego. Służba jest miarą miłości, a miłość to zawsze najpierw spotkanie osób.

Najpierw odwiedziny, potem dary. Dary były konsekwencją spotkania. Owocność mojego dnia – jak bardzo zależy od tego spotkania.

IMG_1359

Święto Trzech Króli ma swoją bogatą tradycję w Meksyku. Przywędrowało razem z Hiszpanami i na trwałe zagościło. W przeddzień każdego dziecko pisze swój list do Trzech Króli z listą życzeń i wysyła kartkę balonem do nieba.  Rano, kiedy się obudzą pędzą zobaczyć, co dostali.

Rodzice muszą starać się więc dwukrotnie – w Boże Narodzenie i w Trzech Króli. Co prawda my też, w św. Mikołaja i w Wigilię. Wychodzi więc na to samo. 🙂

Z pamięcią serdeczną

Padre J.

P.S. Bardzo dziękuję za niespodziankę. Poczta z Przystani była niezwykła. Szynka… znakomita. Choć meksykańskie jedzenie jest jednym z najlepszych na świecie, to przecież trochę brakuje naszych pierogów, gołąbków, zrazów (zwanych roladami), kapusty (także tej modrej), itp. Kulinarny element poczty był więc bardzo trafiony. Dziękuję.

Urodziny to niezwykły moment, bo przecież rozpoczyna się największa podróż życia, która już nie będzie miała końca. Dziękuję za życzenia, za pamięć, za tyle serdeczności, za dobre słowa i ukryte w nich porządne wymagania 🙂  Dobrze, że jesteście.

Z ogromną wdzięcznością

ks. Jarosław 

 

Cudowny medalik

Dzisiaj wspominamy rocznicę pierwszego objawienia Cudownego Medalika, 27 listopada 1830 roku. Matka Boża obiecała św. Katarzynie Laboure: “wszyscy, którzy go będą nosili, dostąpią wielkich łask, szczególnie jeśli go będą nosili na szyi. Tych, którzy we mnie ufają, wieloma łaskami obdarzę.”

Jak bardzo w to wierzył św. Maksymilian, który był wielkim propagatorem Medalika i rozdawał go komu i kiedy tylko mógł. Radził także, by jeśli ktoś już od dawna nie chodzi do spowiedzi, do kościoła, nie modli się, to … dyskretnie wszyć do ubrania i modlić się, a Matka Boża pokaże, co potrafi.

Tyle nosimy różnych osób w naszych sercach. Tyle z różnych stron doświadczamy trudności. Tyle łask potrzeba, żeby przeżyć uczciwie choćby jeden dzień. Na palcach Matki Bożej jest 30 pierścieni. Różnej wielkości. Po trzy na każdym palcu. Wszystkie niezwykłej piękności, choć nie wszystkie jednakowo jaśnieją. To kwestia naszej ufności, z jaką o nie prosimy.

Wiem, że czasem trudno na naszych szyjach pomieścić całą naszą pobożność. Od wielu lat noszę szkaplerz i “solidny” krzyż z wtopionym medalikiem św. Benedykta, ale dziś dopinam medalik, który jest zawsze ze mną. De Maria, nunquam satis – O Maryi nigdy dość, mówił św. Bernard. Jak więc dziś nie wykorzystać okazji, żeby sobie nie tylko przypomnieć historię Cudownego Medalika, ale może i warto wrócić do starych praktyk?

trzymając Was blisko w sercu

Padre J.