wyrzutnia uczuć

W pewnym miejscu globalnej sieci natrafiłem na cytat: „Nigdy nie pozwolę kierować się uczuciem, czy sercem, ale rozumem i sumieniem”1. Dwa dni później zdanie : „to nie uczucie ma kierować myślą, ale świadoma myśl ma być wyrzutnią uczuć”, znalezione w otwartej bez większego celu książce utwierdziło mnie w przekonaniu, że to nie przypadek. Choć temat dla mnie nie nowy, zastanowiłem się ponownie. Dlaczego tak trudno utrzymać kierowniczą rolę woli? Woli kierowanej rozumem oświeconym wiarą dodam. Przecież każdy z nas doświadcza tych chwil, gdy uczucia, zwłaszcza gwałtowne, narzucają się jako najważniejsze, jako punkt odniesienia do oceny tego co dobre, co złe, co należy zrobić. Ja już nie raz jednak doświadczyłem także,  jak bywają mylne gdy nie podda się ich chwili refleksji. Oczywiście nie wolno ich bagatelizować, co gorsza tłumić. Są ważne, o czymś nas informują, mają otworzyć nam oczy na jakąś prawdę, która często jeszcze nie została przez nas całkowicie odkryta, zrozumiana. Lecz bez refleksji bywają zwodnicze. A „refleksja ma przewagę nad tym „co się nam myśli”. Modlitwa przetwarza to, „co się nam myśli” w refleksję i równocześnie ją przewyższa”3 Trudna ta mowa, można by rzec. Jednak „to  co jest naprawdę coś warte, to drogo kosztuje.”4

Michał

  1. Św. Teresa od Jezusa z Los Andes
  2. Bł. Jan Paweł II w: Beskidzkie rekolekcje, W. Półtawska
  3. tamże, str. 56
  4. tamże , str. 49
Reklamy

Pójdź za Mną

Nowy rok już w trakcie. Już trochę nawet nie nowy, a po prostu „ten rok”. Kilka dni temu czytaliśmy Ewangelię o powołaniu apostołów. Bardzo lubię ten fragment, od kiedy odkryłem coś, czego wcześniej nie zauważałem. Jezus nie poszedł do synagogi, nie stanął na podwyższeniu i nie powiedział: ty, ty i ty pójdźcie za mną. Pomijam, że w ogóle nie zwrócił się z powołaniem do kapłanów i uczonych w piśmie. Zwrócił się do „zwykłych” ludzi i to nie w świątyni. Poszedł ich szukać tam, gdzie pracują. A po zmartwychwstaniu gdzie Pan znalazł swych uczniów? Na brzegu jeziora, bo łowili ryby.

Mówił kiedyś Kapitan pewnej Przystani 🙂 :  jeśli przeżywasz trudny czas, nagle nie wiesz gdzie się znajdujesz, czujesz jakbyś stracił kontakt z Bogiem, wróć do tego, co robiłeś wcześniej gdy „było dobrze”, gdy byłeś blisko Niego,  tam On cię znajdzie pośród twojego normalnego życia. Nie wpadaj w rozpacz, nie szukaj na siłę po omacku, nie próbuj nowych ścieżek. Wróć tam, gdzie ostatnio spotkałeś Pana. On tam na pewno się zjawi. On się nie zgubił, nie zrezygnował z ciebie.

Rok zapowiada się … normalny, czyli pełen trudu, niepewności, choć  zapewne i z chwilami radości, chwilami w których czuje się Boże błogosławieństwo. Gdy będzie trudno, to tym bardziej będę trzymał Go za rękę, a gdy jej już nie będę czuł, gdy ją wypuszczę z mojej własnej dłoni, to szybko wrócę tam gdzie ostatnio się widzieliśmy. Będę mocno nasłuchiwał (modlitwa), będę wchodził na wzniesienia (spowiedź święta, Eucharystia) i wyglądał Jego sylwetki, bo wiem, że mnie znajdzie, wróci po mnie, na nowo uchwyci moją dłoń, by mnie poprowadzić.

Michał

Wybór

Całkowicie przez przypadek i bez celu wszedłem do małego sklepiku z pamiątkami. Ładnie, miło, mnogość towaru. Ogólnie wrażenie pozytywne. W szczególe? Wśród różnych kubków, kubeczków, figurek, także takie, według których jedynym sposobem świętowania uroczystości jest chyba „zalanie” radości alkoholem. Różne ładne, nawet pobożne życzenia, ale są i takie, z których wnioskuję, że największym wrogiem męża jest … żona. Można nabyć pięknego anioła lub piersi na drucikach (wersja męska stoi obok).

Tak sobie myślę, niby o’key. Do niczego nie namawiamy. Kup co tobie odpowiada. Przecież świat to też taka wielka półka jak w markecie. Wybieraj jak chcesz żyć i pozwól innym wybierać.

Ta swoboda wyboru przeniosła mi się automatycznie na nadchodzące święta i zastanowiłem się adwentowo – na co czekam? Na jaką „wersję” świąt?  Na wreszcie trochę dni wolnych od pracy? Może na miłą rodzinną atmosferę okraszoną ofiarowywaniem prezentów? Albo na kolejne święto kościelne przyozdobione pójściem na mszę św., może nawet i spowiedzią, lecz po którym moje życie będzie wyglądać jak poprzednio? Na Boże Narodzenie?

Śpieszę odpowiedzieć Czytelnikowi, że ja „nie czekam na Boże Narodzenie”. Ono się już dokonało. I zmieniło całkowicie bieg historii. Zmieniło także i moje życie. W te kolejne dla mnie święta pragnę jeszcze raz się nad tym faktem zatrzymać. Odświeżyć świadomość tego, co narodziny Chrystusa wniosły i wnoszą w moje życie. Odnaleźć kolejne cząstki mego życia, których jeszcze nie oddałem Zbawicielowi świata. I tak po prostu zadumać się nad tym, że do takiej bliskości z Bogiem, jakiej doświadczyli choćby pastuszkowie, czy mędrcy jest mi jeszcze bardzo daleko. A Ty na jakie święta czekasz?

Michał

 

Super niania

Czasem prośba wypowiedziana przez rodziców nie za bardzo chętnie jest akceptowana przez naszego syna. To samo polecenie wypowiedziane przez automat z Tłumacza Google działa od razu. Takiego efektu oraz pomocy wychowawczej nie przewidzieli zapewne autorzy projektu. Póki co korzystamy tylko z języka ojczystego, ale w perspektywie pozostaje ich kilkadziesiąt. Zobaczymy. 🙂

To jeszcze nie wszystko. W drugą stronę automatyczna sekretarka także może pomóc. Oto informacja przekazana przez 4,5 letniego syna:

„mamo       tfuj     pokuj     bedze    pospszontany      bo     ja       go pospszontamja  jarek”

I jak tu nie być dumnym z syna 🙂

Michał

P.S.

Jak myślicie. Jakieś tantiemy za reklamę tłumacza mi się należą :)?

Modlitwa głębokiej wiary

Kiedyś usłyszałem stwierdzenie, że modlitwa rodzinna jest modlitwą głębokiej wiary. Bowiem trzeba bardzo wierzyć, że to jeszcze jest modlitwa :). Przypomniałem sobie o tym w trakcie obserwacji naszej dziatwy podczas modlitwy wieczornej. Wiele w tej modlitwie ruchu, przemieszczania się, często zajmowania się bardziej najmłodszym Juniorem niż samą modlitwą. Czasem wręcz trochę chaosu. Jak w życiu.

Zetknąłem się też ze stwierdzeniem, że rodzicielstwo stale konfrontuje nas z tym, jak wielki bałagan i nieprzewidywalność jesteśmy w stanie znieść :).

A Bóg przenika wszystko. I nasze bałagany, i chaos w trakcie modlitwy. Nie wiem czy mam prawo, ale tak sobie myślę, że dla Niego ład modlitwy z dziećmi jest sprawą drugorzędną. Głównie cieszy się z tego, że  jednak znajdujemy  czas, który chcemy poświęcić Jemu. I dlatego warto z tego czasu nie rezygnować. Także dlatego, by uczyć dzieci, że modlitwa nie musi mieć miejsca tylko wtedy, gdy cisza i spokój na to pozwala. Dialog z Nim warto prowadzić pośród naszego, czasem tak trudnego i zabieganego życia. Do czego praktykowania bardzo zachęcam.

Michał

rzeczywistość

Z rozmowy z pewną kobietą na temat rodzicielstwa: „Po urodzeniu pierwszego dziecka zwolniono mnie z pracy. Po urodzeniu drugiego tak uprzykrzano życie, że zwolniłam się sama. Trzeciego dziecka nie planuję…” W domyśle –  ponieważ zależy mi na obecnej pracy, a mam dwójkę dzieci. Bardzo to trudne, jednak jak bardzo prawdziwe. Pozytywnym w rozmowie było to, iż gdyby się nowe życie pojawiło, to pani jak najbardziej je przyjmie, jedynie dzieli się tym, jaki wpływ ma szeroko pojęte środowisko zewnętrzne na jej postawę. „Mam znajome, które pracując w wielkich korporacjach idą z dzieckiem do pracy, zostawiają je w żłobku lub przedszkolu na terenie zakładu pracy, a w przerwie mogą do swoich dzieci zejść, przytulić, nakarmić” – dzieli się dalej ta sama kobieta.

Więc to jednak nie „świat” jest taki zły. To ludzie go takim czynią. To jest dla mnie jak najbardziej informacja pozytywna. Bo to znaczy, że mam wpływ na rzeczywistość . Oczywiście nie całą, lecz tam gdzie jestem w danej chwili. I tak sobie myślę, że warto nawet z tego najmniejszego wpływu nie rezygnować. „Najmniejszego” w cudzysłowie, ponieważ nie raz się przekonałem, że według ofiarodawcy niewiele znaczący mały gest, działanie, dla drugiego człowieka miał bardzo duże, czasem życiowe znaczenie.

Michał

Sąsiedztwo

Większość  małżeństw przeżywa rytuał  odwiedzania rodziców swojej „drugiej połowy”. Jedni  czynią to spacerkiem idąc dwie ulice dalej, inni jadą do sąsiedniej miejscowości. My musimy  przejechać pół Polski. I tak raz czy też dwa razy w roku by odwiedzić teściów jedziemy na piękną ziemię lubuską. Na stałej, dobrze znanej mi trasie już od wielu lat przykuwa moją uwagę jedno miejsce.

Przejeżdżając przez miejscowość Mostki można tuż przy drodze zauważyć kościół. Nieduży, otoczony murem. Nic w tym nadzwyczajnego, gdyby nie sąsiedztwo. Tuż obok, płot w płot stoi budynek, eufemistycznie agencją towarzyską zwany.

Gdy pierwszy raz zobaczyłem to miejsce, nie potrafiłem się zgodzić na taki stan rzeczy. Po wielu latach myślę sobie jednak, że to obraz rzeczywistości, w której żyjemy. W sensie makro: stale doświadczam tak działania Boga, jak i szatana w świecie, który mnie otacza. W skali mikro: moje serce jest takim miejscem, w którym miesza się sacrum i profanum. Lecz Miłość przyzywa, zawsze gotowa przyjąć, nie zamyka się, nic nie ukrywa. Pozwala zajrzeć do siebie przez tyle „okien” napotykanych w życiu….

Michał