Pani Jasnogórska

Choć inaczej wyglądają Jej wizerunki na całym świecie, jest zawsze tą samą Matką, i całą sobą pomaga nam odnaleźć drogę do Syna Bożego. Jest z nami na każdej drodze naszego życia. Kościół rozpisał Jej życie różnymi tajemnicami, od radosnych do chwalebnych, pokrywając każdy wymiar, żeby nie zabrakło nam Jej obecności w żadnym wydarzeniu. Po rocznej nieobocności w naszej Ojczyźnie to była pierwsza okazja, żeby odwiedzić Ją na Jasnej Górze. Jak dobrze było uklęknąć przy ołtarzu z Jej wizerunkiem i popatrzeć na Nią z bliska. Opowiedzieć o wszystkich osobach noszonych w sercu, o bliskich i potrzebujących pomocy, o poznanych w innych krajach i o nowych zadaniach, jakie niespodziewanie doszły.

Tak wielu spośród nas zaprosiło Ją do swoich domów i doświadcza, jak pomalutku i z ogromnym szacunkiem dla naszych ograniczeń pomaga nam wzrastać, widząc w nas nade wszystko umiłowane dzieci Ojca.

Byliście na Jasnej Górze razem ze mną.

ks. Jarosław

zdjęcie zrobione na klęczkach 🙂

Pani Jasongórska

Reklamy

Meksyk – czas pożegnania

Od kilku dni jestem praktycznie codziennie u Matki Bożej z Guadalupe. Lub w Jej sprawach. A to dzięki Rosikoń Press – wydawnictwu, które szykuje książkę o Matce Bożej z Guadalupe. Ja mogę im towarzyszyć i przyglądać się ich pracy oraz uczestniczyć we wszystkich spotkaniach poświęconych Matce Bożej. Jest to także znakomita okazja do codziennego wstawiania się za wszystkich bliskich, do których to w sposób szczególny zalicza się grono naszych kochanych Czytelników „Przystani”.

Chciałbym się podzielić jedną historią usłyszaną w czasie tych spotkań. Jak pewnie większość naszych Czytelników wie, Matka Boża zażyczyła sobie, żeby wybudować w miejscu przez Nią wskazanym kaplicę, gdzie będzie wysłuchiwać naszych próśb: “Chcę mieć świątynię w miejscu, w którym okażę współczucie twemu ludowi i wszystkim ludziom, którzy szczerze proszą mnie o pomoc w swojej pracy i w swoich smutkach. Tutaj zobaczę ich łzy. Ale uspokoję ich i pocieszę”. Gdy tylko ksiądz biskup otrzymał znak, o jaki prosił Juan Diego, udał się następnego dnia, żeby zobaczyć to miejsce, gdzie się Matka Boża ukazała i gdzie ma stanąć świątynia. Powstała w dwa tygodnie.

I tu owa historia. Matka Boża powiedziała: “tutaj zobaczę ich łzy…”, ale miejsce bardzo szybko okazało się za małe. Rozbudowywane wiele razy – ciągle było za małe. Podjęto więc decyzję o budowie nowego kościoła. Ale Matka Boża powiedziała: “tutaj”. Wskazała na to właśnie miejsce, a nie, że gdzieś tu, na tym terenie. Ale już się nie mieścimy. Jak wybrnąć z tego dylematu? Zrobiono więc tak: w miejscu, gdzie planowano postawić nową świątynię, zbudowano drewniane rusztowanie, gdzie przeniesiono Matkę Bożą. Jeśli się Matce Bożej nie spodoba, to… coś zrobi. Kiedy Matka Boża przez osiem dni nie okazała, że jej to nie odpowiada, odniesiono Jej wizerunek do poprzedniego miejsca i rozpoczęto budowę świątyni.

Strasznie mi się ta historia spodobała. To jest prawdziwa wiara. I taki Meksyk spotkałem. Ludzi, którzy Matkę Bożą traktują bardzo na serio. Ona tu mieszka. Do Niej się przychodzi w odwiedziny, Jej się przynosi noworodki, żeby uprosić dla nich błogosławieństwo, do Niej się idzie przed operacją i po operacji. Do Niej się po prostu przychodzi.

Cieszę się więc bardzo, że mogłem być u Niej tak często, jak się tylko dało. Bo przecież też zawsze była to wizyta pełna modlitwy za Was wszystkich.

Z modlitwą,

W ostatni dzień w Meksyku (w czasie tego przyjazdu, oczywiście, bo tu trzeba wracać)

Więc jeszcze

Padre J.

 

 

nowości na Przystani

Drodzy Czytelnicy,

Wraz z podróżą misyjną ks. Jarka przybył nam nowy tryb pisania na Przystani: codziennie możecie czytać jego homilię w języku angielskim (w zakładce EN). Do tej pory publikowane były tam wpisy tłumaczone na język angielski przez Agnieszkę Buczkowską lub przeze mnie, dla Czytelników nieznających polskiego. W tej chwili, niezależnie od tego, co publikujemy na stronie polskiej, ks. Jarek pisze po angielsku swój komentarz do Słowa-z-dnia. Znajdziemy w tych refleksjach to, z czego znaliśmy go na naszej półkuli – poszukiwania dobra, zachęty, zawierzenia, bliskiego odniesienia do życia. Dzielimy się więc tą informacją, by nie pozostawała wiadoma tylko Redakcji.

Nie, żebym była monotematyczna, ale skoro wersji polskiej na ogół nie mamy, chyba że na specjalną prośbę – może to kolejna szansa, by doskonalić znajomość języków obcych. 😉 Tym bardziej, że w Zespole powitaliśmy tłumacza homilii na język hiszpański (ES) – jest nim Roberto Garza Castillon Cantú, wykładowca Universidad Panamericana, który ubogaca nas także swą wielką pogodą ducha i serdecznością.

„Przystań” – od początku zawierzona Matce Bożej przez Basię i Michała, a potem wiele razy przez cały Zespół, doczekała się niedawno swojego zawierzenia także Matce Bożej z Guadalupe. I gdy ks. Jarek po angielsku właśnie Matce Bożej oddaje cały nadchodzący rok, Jej powierzamy nasze pisanie, a przede wszystkim Czytelników, bez których pisanie nie ma sensu.

Dziękujemy za Waszą obecność z nami – w czytaniu, dialogu i modlitwie,

Małgosia w imieniu Zespołu Przystani

czekam na Ciebie

Przypomniała mi się taka tradycja. Na szczęście jeszcze w Adwencie, na szczęście jeszcze jest chwila. Tradycja Karmelu Dzieciątka Jezus. Że się spędza dzień lub nawet kilka czekając z Maryją, ale z pomocą pewnego rekwizytu, który czekanie unaocznia. Figurka Dzieciątka, w koszyczku, ale za woalką, bo przecież jeszcze po tamtej stronie brzucha swojej Mamy.

IMG_8501

Każdy członek rodziny będzie miał u siebie w pokoju. Pokój trzeba więc nieco ogarnąć, by było gdzie podziać. Wieczorem gasimy wszystkie światła i ruszamy w maleńkiej procesji przez nasze M. Skakanka niesie świeczkę, bo starsza, Grzybek koszyczek, a ja staram się nie martwić, że huśta nim z namaszczeniem tak, iż grozi „przedwczesnym rozwiązaniem”. My, rodzice, z tyłu. Idziemy zanieść, gdzie trzeba. Śpiewając nasze: „Czekam na Ciebie, Jezu mój mały, ciche błagania ku Niebu ślę…”

Póki co – koszyczek u mnie w domowym biurze. Matka Boża czekająca pomoże, żeby z pracą zdążyć na spokojne przygotowania do Świąt. Ale już dziś wieczorem zaniesiemy ze światełkiem do córki. Jeszcze przecież kilka dni zostało do podziału czekania dla wszystkich…

M

dwadzieścia osiem lat *

Ani to dwadzieścia pięć, ani trzydzieści lat, ale jak mawia mój przyjaciel matematyk – wszystkie liczby są piękne.

Pierwszy raz spędzam rocznicę poza Polską. Zwykle bywałem na naszych rocznicowych spotkaniach ze współbraćmi z mojego roku. W ten sposób odwiedzaliśmy siebie, goszczeni co roku przez innego kolegę. Tylko raz, z okazji 25-lecia, wybraliśmy się na pielgrzymkę –  do Ziemi Świętej. Było to przeżycie niezwykłe. Na 30. rocznicę plany są różne: Fatima albo Guadalupe. Jakby to drugie miejsce miało dojść do skutku, to będę już w stanie posłużyć jako przewodnik. 🙂

Pierwszy raz poza Ojczyzną i pierwszy raz w parafii, jako gość, a przecież przyjęty tak niezwykle serdecznie. W czasie każdej Mszy św. zostałem obśpiewany, wyściskany i nawet obdarowany – od jednej dziewczynki dostałem kawałek ciastka z truskawkami. 🙂

Umówiłem się z Matką Bożą, że przyjadę podziękować za ten niezwykły i cudowny dar do Jej kaplicy, do Cerrito na wzgórzu Tepeyac we wtorek. To pierwsza wolna chwila.

Wiem, że ciągle do tego wracam, ale słowa Matki Bożej skierowane do św. Juan Diego, za każdym razem przejmują mnie prawdziwym wzruszeniem: “Wiedz, najdroższy synu, że jestem Świętą Maryją, Przeczystą zawsze Dziewicą, Matką prawdziwego Boga, Twórcy życia, który wszystko stworzył i podtrzymuje w istnieniu, Pana nieba i ziemi.

Bardzo chcę, gorąco pragnę, aby w tym miejscu zbudowano mi świątynię, gdzie będę jawnie głosić i okazywać tę moją miłość i dobroć, gdzie będę ofiarowywać pomoc i obronę, ponieważ jestem naprawdę waszą łaskawą Matką; tak twoją, jak i was wszystkich, którzy na tej ziemi będziecie się razem gromadzić, oraz wszystkich innych, którzy pobożnie i ufnie będą mnie wzywać.

Tu wysłucham ich żalów i łez, w kłopotach wyświadczę dobrodziejstwo, a w każdym ucisku przyniosę ratunek. Aby zaś moje życzenie mogło się spełnić, idź do Meksyku do pałacu biskupa. Powiesz mu, że ja cię przysyłam, abyś go powiadomił, jak bardzo chcę, by mi wybudowano tu dom, aby mi tu, na tym wzgórzu, wzniesiono świątynię”. (podkr. moje)

I jak tu nie jechać do tego miejsca, skoro tyle intencji, tyle żalów i łez, kłopotów, ucisków, które nieustannie trafiają do uszu i serc kapłanów na całym świecie.

Być kapłanem – to także zgodzić się na tę niezwykłą rolę pośrednika. Ludzie, którzy do nas trafiają, nie zawsze liczą na gotową radę czy rozwiązanie, choć dobrze, jak możemy i tym posłużyć, ale na pewno liczą, że to, co do nas przynieśli, trafi “wyżej”. Ciągnie mnie więc do tamtego miejsca tak bardzo. Mam świadomość, że choć jestem daleko fizycznie, to przecież jeszcze bardziej mogę wspierać i pomagać, bo za to bliżej tego miejsca, “gdzie będę jawnie głosić i okazywać tę miłość moją i dobroć…”

Dziękuję Wam, kochani, za każde dobre słowo, za każdą modlitwę, za pamięć, za wszelkie przejawy Waszej przyjaźni, troski i serdeczności. Wiele z nich trafiło aż tutaj, za ocean. Ważniejsze, że trafiły “wyżej”. To dzięki temu możemy być pomocni. Jak napisał jeden z Was: „Niech Pan, Który rozpoczął w nim dobre dzieło – sam go dokona”.

Wasz dłużnik nieskończony

z modlitwą i błogosławieństwem dziś szczególnym

ks. Jarosław

* Wyjątkowo dokładnie, bo było to w III Niedzielę Adwentu, niedzielę Gaudete i 15 grudnia.

Cerrito de Tepeyac

Miejsce najzupełniej wyjątkowe. To właśnie tu doszło do spotkania św. Juan Diego z Matką Bożą. Tu mu się objawiła i to tu zapragnęła mieć swoją kaplicę, żeby wszyscy, którzy są w potrzebie, mogli się u Niej schronić. Tu, gdy tylko mam możliwość odwiedzić Jej sanktuarium, najczęściej odprawiam Mszę św. lub po prostu przychodzę się pomodlić. Jej obraz jest w Bazylice. Ale to miejsce sobie wybrała. To jest Jej kaplica. Tę pierwszą wybudowano w dwa tygodnie. Tak się wszystkim spieszyło, żeby odpowiedzieć na Jej wezwanie, gdy tylko ks. biskup wyraził zgodę.

Mimo przestróg Tubylców, że to szaleństwo, bo tłok straszny i nie da się dojechać na miejsce, tylko trzeba dużo wcześniej zaparkować i potem iść, wybrałem się z pielgrzymką do Matki Bożej. Trudno bowiem byłoby Jej nie odwiedzić w tym właśnie dniu. Bardzo pomogły też liczne intencje na facebookowej stronie, gdy zamieściłem informację, że się do Matki Bożej wybieram. Stąd wizyta nie tylko w przeddzień, ale i w dniu Jej święta.

zd 3

Najpierw była wizyta w Bazylice, na krótkie przywitanie, potem wspinaczka na górę Tepeyac, do Jej kaplicy, na dłuższe spotkanie. Wszystkich Was, kochani, tam Jej zostawiłem. A wspólnie z Przyjaciółmi, którzy mnie tu przywieźli, odmówiliśmy Różaniec. A potem była Msza św. z Padre Sylwestro, rektorem Kaplicy.

zd 4

zd 2

Po Mszy św. w prezbiterium tonącym w różach, które tak bardzo związały się z tym miejscem (kiedy św. Juan Diego przekazał Matce Bożej prośbę od ks. biskupa o dowód, że to Matka Boża prosi, posłała go na szczyt góry, żeby przyniósł kwiaty. Juan Diego się jakoś nawet specjalnie nie zdziwił, że ani to pora na kwiaty – zima, ani że to róże, które wtedy tu nie rosły, tylko je przyniósł Matce Bożej tak jak prosiła), długo je rozdawaliśmy wszystkim pielgrzymom.

zd 6

zd 5

Po blisko trzech godzinach spędzonych u Niej powrót przez plac przed Bazyliką, gdzie tradycyjnie wypowiadają swoją radość liczni pielgrzymi Indianie tańcząc na Jej chwałę. Trudno było opuścić to miejsce.

zd 9

zd 8

zd 7

Tego dnia w każdej parafii księża odprawiają Mszę św. we wszystkich najmniejszych nawet kapliczkach Jej poświęconych. U “mnie” w parafii Mszy św. było dwanaście. Łącznie z tą na postoju taksówek, gdzie jest ołtarzyk Jej poświęcony. I tak będzie aż do niedzieli, bo się nie da jednego dnia odwiedzić wszystkich miejsc. I to mnie też tak szczególnie uderza, że reakcją na Jej święto jest pragnienie Eucharystii. Każdy chce Mszy św. tam, gdzie jest Jej miejsce. To cała ONA – prowadzi wszystkich do Swojego Syna, Zbawiciela.

Nie umiem wyrazić radości, z tego, że dane mi było być w tym właśnie dniu u Matki Najświętszej. Żeby było sprawiedliwie, cały czas modliłem się za Was i w Waszych intencjach. Mater habebit curam, perfectam.

Padre J.

zd1

Uroczystość Matki Bożej z Guadalupe

Największe święto Meksyku i całego kontynentu Ameryki. Od wielu już dni ludzie są w drodze, żeby przybyć na dzisiejsze święto. Szacuje się, że w tym czasie przybywa do Sanktuarium ok. 2-3 milionów pielgrzymów. Już wczoraj wokół Bazyliki pozamykano ulice, żeby ułatwić pielgrzymom dotarcie do Matki Bożej.

Od wejścia trzy potężne kolejki: na miejsce, gdzie można zostawić zapaloną świecę (we wszystkich możliwych intencjach); na szczyt góry Tepeyac, gdzie się objawiła Matka Boża św. Juanowi Diego; i wreszcie przed obraz Matki Bożej w Bazylice.

Cały plac ludzi. Wszystkie mury wewnętrzne “hotelem”. Przed konfesjonałami niekończące się kolejki. Na placu tańce i śpiewy.

IMG_1330

 

IMG_1335IMG_1332IMG_1334

Przychodzą wszyscy, choć najbardziej rzucają się w oczy i wydaje się, że jest ich najwięcej to ubodzy. Twarze i ręce utrudzone pracą. Przychodzą do swojej Matki. Ona przyszła do nich, o nich się upomnieć. Przemówiła w ich języku i pociągnęła do miłości do swojego Syna i do Kościoła miliony Indian. Dziś jest patronką całej Ameryki. Patronką i pokazuje Ameryce czym ma być. Jak przypomniał Papież Franciszek: „Kiedy objawiła się św. Juanowi Diego, miała oblicze kobiety metyskiej, a Jej szaty obfitowały w emblematy miejscowej kultury. Tak jak Jezus, Maryja jest blisko swych dzieci. Jak czuła matka, która towarzyszy im w drodze, dzieli radości i nadzieje, cierpienia i troski Ludu Bożego, złożonego z ludzi wszystkich ras i narodów. Objawienie się wizerunku Maryi Panny na płaszczu Juana Diego było profetycznym znakiem otwarcia Maryi na wszystkich mieszkańców rozległych amerykańskich ziem – tych, którzy już tam mieszkali, i tych, którzy mieli tam dopiero przybyć. To otwarcie Maryi wskazało drogę, która zawsze była właściwa dla całej Ameryki, będącej ziemią, na której mogą żyć razem różne ludy, ziemią potrafiącą szanować ludzkie życie we wszystkich jego fazach, od łona matki aż do starości, ziemią przyjmującą zawsze migrantów, ubogich i wyłączonych. Jest to hojna ziemia. Takie jest przesłanie Matki Bożej z Guadalupe. Takie jest również moje przesłanie, przesłanie Kościoła. Proszę wszystkich mieszkańców Ameryk, aby tak jak Maryja Panna szeroko otworzyli ramiona z miłością i czułością”

(Tekst pochodzi ze strony strony Radia Watykańskiego).

Gdy się dzisiaj modlę do Matki Bożej z Guadalupe, pragnę uprosić dla nas wszystkich dar widzenia w każdym człowieku dziecka, które ona całym swym sercem miłuje. I żebym umiał czerpać z Jej miłości.

Może to dlatego tak bardzo kochają tu bł. Jana Pawła II, bo dostrzegli w jego oczach nie tylko wielką miłość do Matki Bożej, ale i to, że jest w miłości do każdego człowieka tak bardzo do niej podobny.

Padre J.