nie chce być sam

„Któż jest moją matką i którzy są braćmi?” (Mk 3, 33)

Dlaczego Bóg szuka wzrokiem rodziny? Czy sam w sobie nie jest szczęśliwy, pełny? Wydawałoby się, że nie ma bardziej samowystarczalnego bytu.

Rozglądamy się nieraz wokół siebie w podobny sposób, może zwłaszcza w momentach, gdy wydaje się nam, że nasze dłonie łapią powietrze szukając oparcia. Potrzebujemy do życia więzi, poza wyjątkowymi przypadkami głębokiej socjopatii. Ale nawet serialowy Dr House miał swojego Wilsona. Potrzebujemy silnej więzi małżeńskiej na dobre i na złe. Potrzebujemy dobrych relacji z dziećmi. Potrzebujemy przyjaciół, powierników, przewodników. Nawet „dzień dobry” w sklepie otwiera nas na drugą osobę, z jej kłopotem znalezienia właściwego guzika na kasie fiskalnej. Pragniemy więcej niż tylko „załatwiać sprawy”.

Zdumiewa, że i On pragnie więzi. Więzi ze mną. Sam przyszedł to pokrewieństwo mi podarować, kosztowało Go przecież drogo, ale tak bardzo chciał zbliżyć się do mnie. Po to przyszedł na świat. I jeszcze podpowiedź, jak tę więź umacniać: szukając woli Ojca, za nią podążając. Nieważne, że przez wywrotki. Przez moje „tak, chcę być Twoją siostrą/bratem, zabierz mnie ‚do siebie’, spraw we mnie to, czego jeszcze nie potrafię”.

To zawsze nowy początek wielkiej przygody.

M

Reklamy

Duch Święty

wspomniany dziś w Ewangelii. Tak bardzo obecny w naszym życiu. Wzywany w czasie sprawowania Euchrystii i w czasie sprawowania Sakramentu Małżeństwa. Bez Niego nie było by rozgrzeszenia grzechów w Sakramencie Pojednania. A jednocześnie, choć tak ważny, tak dyskretny, że można Go nie zauważyć. Jak na naszej ikonie Rodziny Świętej. To wielkie zielone koło to On. Nikogo sobą nie przesłania. Obecny w każdym słowie i czynie Pana Jezusa. Miłość Ojca.

Bł. Maria, Mała Arabka, prosiła kapłanów, by w każdym miesiącu odprawili Mszę św. wotywną do Ducha Świętego. Tak bardzo potrzeba Go w naszych rodzinach.

Ale o tym niech już opowie ona sama: “Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, ktokolwiek będzie wzywał Ducha Świętego, będzie Mnie szukał i Mnie znajdzie, znajdzie Mnie przez Niego. Jego świadomość będzie delikatna jak polny kwiat. I jeżeli będzie to ojciec lub matka, pokój będzie w jego rodzinie. I pokój będzie w jego sercu zarówno w tym, jak i w przyszłym, świecie. Nie umrze w ciemności, ale w pokoju.

Żarliwie pragnę, byś powiedziała, że wszyscy kapłani, którzy odprawią Mszę św. raz w miesiącu do Ducha Świętego, uczczą mnie. A ktokolwiek Mnie uczci i będzie uczestniczył w tej Mszy św., będzie uczczony przez samego Ducha Świętego; i będzie miał w sobie światło; w głębi jego duszy będzie pokój. To On przyjdzie uleczyć chorych i obudzić tych, którzy śpią. A na dowód tego, ci wszyscy, którzy będą odprawiać tę Mszę św., albo będą w niej uczestniczyć, i którzy będą wzywać Ducha Świętego, nie wyjdą z tej Mszy św. nie doznawszy tego pokoju w głębi swej duszy. I nie umrą w ciemnościach”. [Za:] Bienheureuse Marie de Jésus Crucifié, Pensées, Editions du Serviteur, 1993, s. 85.

Niech Duch Święty nam od poniedziałku towarzyszy. Z Nim będzie łatwiej przeżyć ten tydzień tak, żeby nasze rodziny były piękniejsze.

Z pamięcią

Fr. Jay

niedziela będzie dla nas

Przygotowana dzięki Małgosi na to, że ziemia obiecana w postaci soboty, może niekoniecznie wyglądać tak, jak sobie wymarzyłam, mocno sobie wzięłam do serca  zdanie: „Reakcja o sekundę późniejsza niż natura” i … było jakby nieco lżej. Rzeczywiście podziałało!

Skoro w sobotę było dobrze, to może i w niedzielę się uda. I ta niedziela też będzie dla nas! Czynimy więc plany: niespieszne śniadanie, wspólna Msza Święta, obiad, odwiedziny znajomych. Taka niedziela zwykła.

Tymczasem:
„Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.” (Mt 4, 18-20)

Taka niedziela zwykła, a Jezus dzisiaj powołuje, przy normalnych codziennych czynnościach. I co ciekawe: powołuje również mnie i mojego Męża. Kilkanaście lat temu powołał nas do małżeństwa, a dzisiaj, w tę niedzielę zwykłą, do tego, abyśmy modlitwą, w naszym codziennym życiu, wspierali tych, którzy tę piękną propozycję współpracy z Nim otrzymali, aby przyjęli ją bez wahania i poszli za Nim oraz tych, którzy z ufnością odpowiedzieli na Jego zaproszenie, aby zawsze Mu towarzyszyli.

No i wiem, że ta „niedziela będzie dla nas” ale tylko z Nim i we współpracy z Nim.

Dorota

sobota

– ziemia nasza obiecana, im bliżej końca tygodnia. Im bliżej końca zrywania się z budzikiem, pędzenia, walki z żywiołem. Ona będzie jak teledysk, jak reklama drogiej pasty do zębów, gdzie wszyscy się uśmiechają, a potem razem jedzą tofifi. Posłuchamy ulubionej muzyki, poczytamy książki, spędzimy razem czas.

Gdy nadchodzi w końcu, klatka po klatce rozwija się deja vu. Dzieci wstają znacznie wcześniej niż zwykle (bo może też już czekały 😉 ) i pełne głośnych pomysłów, do wcielenia od razu. Nie wszyscy wstają jednak zdrowi, więc smarkanie Rurociągu Przyjaźń w chusteczki. Ulubiona muzyka dla każdego okazuje się inna i z łazienki już poznaję, kto pierwszy dotarł do wieży marki Unitra. Ktoś wstaje głodny i marzy tylko o śniadaniu, ktoś wstaje głodny tylko kawy – i marzy o pisaniu. Bo pusta Przystań czeka. Jak w Wielkim Zderzaczu Hadronów, wisi nad nami groźba kolizji marzeń, potrzeb i rytuałów. I efekt uboczny: powstanie ciemnej materii.

I wtedy wybieram kubek na dzisiaj. W dowolnym przekładzie: „Zachowaj spokój i rób, co trzeba”. Gdzie „co trzeba” znaczy cudowną elastyczność i gotowość na „inność” innych. Nie w imię tego, by jakoś dotrwać i może za to „niedziela będzie dla nas”. Przemawia do mnie ta korona nad napisem. Korona łagodności, którą tak promuje ks. Kapitan, nie tylko w Programach. Reakcja o sekundę późniejsza niż natura. Reakcja, jakiej dla siebie chcielibyśmy od innych sami. Żeby na koniec dnia mieć powód do radości – i trochę też dumy, jak członek Royal Family. 🙂

IMG_8558

M

Pójdź za Mną

Nowy rok już w trakcie. Już trochę nawet nie nowy, a po prostu „ten rok”. Kilka dni temu czytaliśmy Ewangelię o powołaniu apostołów. Bardzo lubię ten fragment, od kiedy odkryłem coś, czego wcześniej nie zauważałem. Jezus nie poszedł do synagogi, nie stanął na podwyższeniu i nie powiedział: ty, ty i ty pójdźcie za mną. Pomijam, że w ogóle nie zwrócił się z powołaniem do kapłanów i uczonych w piśmie. Zwrócił się do „zwykłych” ludzi i to nie w świątyni. Poszedł ich szukać tam, gdzie pracują. A po zmartwychwstaniu gdzie Pan znalazł swych uczniów? Na brzegu jeziora, bo łowili ryby.

Mówił kiedyś Kapitan pewnej Przystani 🙂 :  jeśli przeżywasz trudny czas, nagle nie wiesz gdzie się znajdujesz, czujesz jakbyś stracił kontakt z Bogiem, wróć do tego, co robiłeś wcześniej gdy „było dobrze”, gdy byłeś blisko Niego,  tam On cię znajdzie pośród twojego normalnego życia. Nie wpadaj w rozpacz, nie szukaj na siłę po omacku, nie próbuj nowych ścieżek. Wróć tam, gdzie ostatnio spotkałeś Pana. On tam na pewno się zjawi. On się nie zgubił, nie zrezygnował z ciebie.

Rok zapowiada się … normalny, czyli pełen trudu, niepewności, choć  zapewne i z chwilami radości, chwilami w których czuje się Boże błogosławieństwo. Gdy będzie trudno, to tym bardziej będę trzymał Go za rękę, a gdy jej już nie będę czuł, gdy ją wypuszczę z mojej własnej dłoni, to szybko wrócę tam gdzie ostatnio się widzieliśmy. Będę mocno nasłuchiwał (modlitwa), będę wchodził na wzniesienia (spowiedź święta, Eucharystia) i wyglądał Jego sylwetki, bo wiem, że mnie znajdzie, wróci po mnie, na nowo uchwyci moją dłoń, by mnie poprowadzić.

Michał

szkoła modlitwy

Anna, przyszła matka proroka Samuela, uczy nas dzisiaj modlitwy.

Bo chociaż jej życie wypełnione było troskami, dotknięte bezpłodnością, rywalizacją (konkurencją) z drugą żoną, która nią pogardzała, nie zaniedbała modlitwy. Modlitwy życia, modlitwy mocno powiązanej z życiem.

Anna zaś mówiła tylko w głębi swego serca (…)
„Wylałam tylko duszę moją przed Panem.” (…)
I poszła sobie ta kobieta: jadła i nie miała już twarzy tak [smutnej] jak przedtem.
(…) a Pan wspomniał na nią. (1 Sm 1,9-19)

Jakże bliska jest mi taka modlitwa. Często, oprócz swojej rozpaczy, bezradności, zmęczenia nie mam nic więcej do powiedzenia Panu.

Dzięki Annie wiem, że dla Niego i taka modlitwa jest miła i ważna.

Cokolwiek by się działo, oddanie spraw z ufnością w dobre ręce Boga ma ogromne znaczenie. Już samo zawierzenie, samo otwarcie się przed Panem daje ukojenie i pokój.

Dorota

na ucho

„A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących (…), a On ich uzdrawiał.” (Mt 4, 24)

Przekaz informacji nie jest dzisiaj niczym nadzwyczajnym. Sms-y , e-maile, telefony, telewizja, radio. Co tam chcemy. Nawet odległość nie stanowi większego problemu. Wszystko sprawnie, szybko i krótko.

Jezus rozpoczął nauczanie w Galilei graniczącej z Syrią. I to właśnie po Syrii ta wieść o Nim się rozeszła. Bez tych wszystkich udogodnień  technicznych. Ludzie ze sobą o Nim po prostu rozmawiali. Przekazywali sobie te informacje ustnie. I to dość szybko.

Może warto wspomnieć dzisiaj komuś „na ucho” o Miłości, która uzdrawia, pociesza, przemienia i umacnia. Może ktoś czeka na tę wiadomość.

Spróbuję nie przegapić takiej okazji. 🙂

Dorota