radosne dziecko

Długi przedpokój w naszym domu służy nam za boisko. Na jednym końcu drzwi wejściowe jako bramka, na drugim – wejście do drugiego pokoju.

Tym razem mecz rozgrywa nasza córka przeciwko … mnie.

Reguły ustala głównie ona, i nie chodzi o gole, ale o to, aby się kiwać. Wiec się kiwamy (nie sądzę, żeby jakiś trener był zainteresowany włączeniem którejś z nas do kadry), lecz chyba więcej jest z tego śmiechu niż gry 😉 Punkty liczone są w dwojaki sposób: za skuteczne wykiwanie i za gole. Przyznam szczerze, ze trochę się w tym gubię, ale przyjmuję reguły. Bawimy się, śmiejąc się do rozpuku.

A w uszach dźwięczą mi słowa x. Rafała z ostatniej konferencji na Dniu Skupienia, aby nie zabić w sobie dziecka, aby nie dokonać duchowej aborcji. Aby pamiętać, że dzieci dobrze się czują w towarzystwie dzieci, i że gdy będziemy tylko rodzicami dla własnych dzieci, to może zdarzyć się tak, ze dzieci od nas uciekną. A przecież nawet Jezus pozwala sobie być dzieckiem, wiec dlaczego ja mam nim nie być?

Jak dobrze, ze usłyszałam te słowa i że ten mecz rozegrałam, bo nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jakie radosne dziecko jest we mnie!

Reklamy

możliwy scenariusz

„Jak wielki będzie smutek Boga, gdy kiedyś powie nam, że naprawdę bardzo pragnął, byśmy byli szczęśliwi, a my uwierzyliśmy w coś innego” (ks. Rafał Chruśliński, Instytut Świętej Rodziny, konferencja w czasie spotkania rodzin we Wrocławiu).

Sędzia, dozorca, obserwator, porzucający, odbierający, pilnujący, powściągliwy, niezadowolony, odległy. Na Pana Boga łatwo wyprojektować wszystko, co w ciągu życia poskładało się na negatywne wyobrażenie o Nim. A przecież On próbuje, przecież walczy, przecież ma nadzieję z którejś strony dotrzeć. Od momentu, gdy czyni kolejny dzień, w razie gdyby poprzedniemu coś się stało: gdyby się zgubił, zepsuł, zmarnował.

Ojciec, Przyjaciel, Przewodnik, Brat. Może ma tak wiele imion dlatego właśnie, by choć przez któreś z nich, najbardziej możliwe do przyjęcia, znaleźć wyłom w naszym lęku, niewierze, zamknięciu. Zbawiciel uzdrawiający nasze ciemności. Obrońca – nie tylko z urzędu – by nas bronić przed oskarżeniem. Dawca; bliski, wierny, współczujący, dzielący każdą radość. Kibic każdego wysiłku w stronę dobra.

Tobie i mnie życie dał właśnie po to, byśmy poznali jego prawdziwy blask.

M

P.S. A we Wrocławiu już wiosna.

chce ci spojrzeć w oczy

„A Jezus natychmiast uświadomił sobie że moc wyszła z Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła.” (Mk 5,30-32)

Ile to razy wydawało mi się, że nie jestem godna czegoś, więc od razu rezygnowałam. Wiele razy też, nie wierząc we własne siły, umniejszając swoją własną wartość, swoje możliwości – odsuwałam się na bok.
Ileż to razy nie chciałam Panu „zawracać głowy” swoimi kłopotami i zmartwieniami, gdyż wydawało mi się, że są one nieistotne w obliczu spraw wielu innych osób. A jeśli już coś miałoby istotne znaczenie, żeby Panu przedstawić, to hamowało mnie to, że pewnie nie zrobiłabym tego tak dobrze jak inne osoby, które są bliżej Niego i na co dzień z Nim.

A jednak, mimo że i tak On wszytko wie, chce każdemu, kto z wiarą pragnie choćby frędzla u Jego płaszcza się dotknąć, spojrzeć w oczy. Bo Jego łaska przecież spływa na każdego. Gdy z wiarą przyjdziemy do Niego, będzie to na pewno wyjątkowe spotkanie, które wszystko uzdrowi.

Dorota

skarby i świnie

A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic. (Mk 5,16)

Nasze rozmaite skarby. I wolność serca. Podzielił się ze mną serdeczny kolega, który wszedł z żoną właśnie na Drogę neokatechumenalną, że nie potrafiłby jeszcze zostawić domu, miasta i jechać na misje. Rozmawialiśmy.

Mam za sobą już tak bardzo radykalne decyzje zostawiania wszystkiego. Coraz bardziej jednak doświadczam, że Pan Bóg nie jest siłą odbierającą, ale obdarowującą. I mam wrażenie, że obchodzi się On bardzo delikatnie ze sprawami nam drogimi – właśnie dlatego, że są drogie. Poza sytuacjami grzechu, z którym – jak ze świniami z dzisiejszej Ewangelii – najlepiej się rozstać w trybie pilnym, ofiarowywanie Mu naszych skarbów może się dokonywać w wielkim zaufaniu.

Jeśli będzie potrzeba coś przewartościować, w pewnym sensie – „stracić” – to tylko dlatego, by to otrzymać w nowej postaci. Bo zbyt absorbowało, bo skarb był za dużym balastem w drodze, bo obchodziliśmy się z nim w raniący dla nas samych sposób. A przecież i ja, i Ty – to dla Niego największy skarb. Ofiarując Mu siebie i wszystko, co nasze, składamy depozyt w najbezpieczniejsze miejsce. „Kładę się, zasypiam i znowu się budzę, ponieważ Pan mnie wspomaga” (Ps 3,5).  Nosi nas w sercu.

M

Boży dom

Czy ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie?” (2 Sm 7, 5)

To pytanie do mnie – żony i mamy. Tak, jakby Pan tęsknił  za zamieszkaniem w rodzinie, jak kiedyś. I chce być członkiem mojej rodziny. Jaki dom Mu buduję? Czy Jezus odnajduje w niej ślady Świętej Rodziny- tej najdroższej i najbliższej Jemu?

Jego domem jest również moje serce. Stało się nim w momencie chrztu św. Staje się nim w szczególny sposób, gdy przyjmuję Jego Ciało i Krew.

Młodziutka karmelitanka bł. Elżbieta od Trójcy Świętej tak pisała: „W moim wnętrzu istnieje pustelnia, w której przebywa Chrystus, i nikt nie jest w stanie mnie jej pozbawić”. Spotkanie z Nim we własnym sercu – źródło równowagi, mocy i radości.

Basia

nie chce być sam

„Któż jest moją matką i którzy są braćmi?” (Mk 3, 33)

Dlaczego Bóg szuka wzrokiem rodziny? Czy sam w sobie nie jest szczęśliwy, pełny? Wydawałoby się, że nie ma bardziej samowystarczalnego bytu.

Rozglądamy się nieraz wokół siebie w podobny sposób, może zwłaszcza w momentach, gdy wydaje się nam, że nasze dłonie łapią powietrze szukając oparcia. Potrzebujemy do życia więzi, poza wyjątkowymi przypadkami głębokiej socjopatii. Ale nawet serialowy Dr House miał swojego Wilsona. Potrzebujemy silnej więzi małżeńskiej na dobre i na złe. Potrzebujemy dobrych relacji z dziećmi. Potrzebujemy przyjaciół, powierników, przewodników. Nawet „dzień dobry” w sklepie otwiera nas na drugą osobę, z jej kłopotem znalezienia właściwego guzika na kasie fiskalnej. Pragniemy więcej niż tylko „załatwiać sprawy”.

Zdumiewa, że i On pragnie więzi. Więzi ze mną. Sam przyszedł to pokrewieństwo mi podarować, kosztowało Go przecież drogo, ale tak bardzo chciał zbliżyć się do mnie. Po to przyszedł na świat. I jeszcze podpowiedź, jak tę więź umacniać: szukając woli Ojca, za nią podążając. Nieważne, że przez wywrotki. Przez moje „tak, chcę być Twoją siostrą/bratem, zabierz mnie ‚do siebie’, spraw we mnie to, czego jeszcze nie potrafię”.

To zawsze nowy początek wielkiej przygody.

M

Duch Święty

wspomniany dziś w Ewangelii. Tak bardzo obecny w naszym życiu. Wzywany w czasie sprawowania Euchrystii i w czasie sprawowania Sakramentu Małżeństwa. Bez Niego nie było by rozgrzeszenia grzechów w Sakramencie Pojednania. A jednocześnie, choć tak ważny, tak dyskretny, że można Go nie zauważyć. Jak na naszej ikonie Rodziny Świętej. To wielkie zielone koło to On. Nikogo sobą nie przesłania. Obecny w każdym słowie i czynie Pana Jezusa. Miłość Ojca.

Bł. Maria, Mała Arabka, prosiła kapłanów, by w każdym miesiącu odprawili Mszę św. wotywną do Ducha Świętego. Tak bardzo potrzeba Go w naszych rodzinach.

Ale o tym niech już opowie ona sama: “Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, ktokolwiek będzie wzywał Ducha Świętego, będzie Mnie szukał i Mnie znajdzie, znajdzie Mnie przez Niego. Jego świadomość będzie delikatna jak polny kwiat. I jeżeli będzie to ojciec lub matka, pokój będzie w jego rodzinie. I pokój będzie w jego sercu zarówno w tym, jak i w przyszłym, świecie. Nie umrze w ciemności, ale w pokoju.

Żarliwie pragnę, byś powiedziała, że wszyscy kapłani, którzy odprawią Mszę św. raz w miesiącu do Ducha Świętego, uczczą mnie. A ktokolwiek Mnie uczci i będzie uczestniczył w tej Mszy św., będzie uczczony przez samego Ducha Świętego; i będzie miał w sobie światło; w głębi jego duszy będzie pokój. To On przyjdzie uleczyć chorych i obudzić tych, którzy śpią. A na dowód tego, ci wszyscy, którzy będą odprawiać tę Mszę św., albo będą w niej uczestniczyć, i którzy będą wzywać Ducha Świętego, nie wyjdą z tej Mszy św. nie doznawszy tego pokoju w głębi swej duszy. I nie umrą w ciemnościach”. [Za:] Bienheureuse Marie de Jésus Crucifié, Pensées, Editions du Serviteur, 1993, s. 85.

Niech Duch Święty nam od poniedziałku towarzyszy. Z Nim będzie łatwiej przeżyć ten tydzień tak, żeby nasze rodziny były piękniejsze.

Z pamięcią

Fr. Jay