ja jestem, ja czuję

„… On uniesie się weselem nad Tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości” (So 3, 17)

„Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie” (Łk 1,39-41)

Tak, każdy nowy człowiek, chociaż maleńki jeszcze jak ziarenko, zasługuje na okrzyki radości. Nawet jeśli jest zaskoczeniem dla rodziców, nawet jeśli zastaje swoją mamę niegotową – bycie przyjętym wyraża jego najgłębszą i pierwszą potrzebę. Niezaspokojenie tej potrzeby, jak uczy doświadczenie wielu, to bolesne pęknięcie na całe życie.

Można powiedzieć: czasem to jest zbyt trudne, pozdrawianie nowego życia w sobie. Bo wydaje się, że przychodzi w najgorszym momencie, przy braku wsparcia czy wręcz doświadczeniu przemocy ze strony bliskich. A jednak mały człowiek całym sobą błaga o miłość. By go nie odrzucać. Bo odrzucenie przeżywa boleśnie; napełnia go ono przerażeniem.

I tak wiele zależy od ojców: poczucie bezpieczeństwa kobiety, która staje się matką ich dzieci. Kochana i otoczona opieką będzie ogłaszać światu, że staje się nowy człowiek.

A gdy jest sama jak palec, może pamiętać, że w obronę bierze ją sam Bóg – pierwszy, który czuje z jej bólem opuszczenia, pierwszy, który zachwyca się jej macierzyństwem. I wszystko poukłada.

Małgosia i Dosia

Reklamy

ideał bliskości

„Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne są też rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich”(1 Kor 12,4-6)

Kiedyś byłam przekonana o tym, że ideałem bliskości jest nieróżnienie się – taka jedność pod tytułem „im mniej różnic, tym lepiej”.

Zrozumiałam jednak, że dzięki tym, którzy różnią się ode mnie sposobem myślenia, odczuwania czy działania, mam szansę na  poszerzanie własnej (i często ciasnej) perspektywy, na wzrastanie w otwartości, wzbogacanie swojego świata. I na ciągłe przekraczanie siebie – tak, by coraz bardziej starać się rozumieć i coraz głębiej szanować odmienności różniącej się ode mnie osoby.

Bo przecież jakiekolwiek różnice nie muszą z nas czynić walczących stron, uparcie okopujących się na własnych pozycjach. O ile ciekawiej będzie, gdy potraktuję je jako wezwanie do budowania jedności – w bogactwie różnorodności.

Basia

WCF VI, Madrid, last day

Zakończyło się jeszcze później niż wczoraj, co oznacza, że bardzo wcześnie nad ranem. ;(

Nikt nie chciał się pożegnać. W końcu następny kongres dopiero 15 maja 2013 roku. Czy uda się tam zobaczyć? Coraz bardziej stają się te kongresowe spotkania „rozmowami niedokończonymi”, które każą czekać na zakończenie dopiero w wieczności. Ten właśnie się skończył.

Czas więc na podsumowanie. Choćby w suchych faktach. 3000 zarejestrowanych uczestników, 7000 wejść na stronę, która transmitowała wszystkie plenarne wykłady, 125 prelegentów z 69 krajów, 16 sesji panelowych, 300 wolontariuszy, 18 tłumaczy, 45 stoisk wystawowych, 150 akredytowanych dziennikarzy, 6 programów telewizyjnych transmitowanych z sali kongresowej, 12 wydarzeń kulturalnych (wraz z projekcja filmu „Cristiada,” pierwszy raz w Europie), 90 parlamentarzystów z 22 krajów. Wszystko to nawet z suchego opisu wygląda na bardzo poważny kongres. I taki był.

Udało się zaprosić ludzi, którzy wiedzieli o czym mówią. Choć straszne limity czasowe ciągle nas pozostawiały w stanie niedosytu. Co oczywiście jest bardzo dobre, bo zdrowszy jest niedosyt, niż przejedzenie.

Wnioski? To, co robisz, rób najlepiej jak potrafisz. Jeśli tylko możesz, stań się ekspertem od tego. Wtedy mając 10 minut nie zmarnujesz go mówiąc im, jak mają robić, to co ty robisz, tylko albo ich zapalisz, żeby im się chciało, tak samo jak tobie, chcieć dobra dla innych, albo… zaproszą do siebie, i dadzą Ci tyle czasu, ile potrzebujesz, żebyś zrobił dla nich to, w czym jesteś najlepszy.

Więc: w czym jesteś dobry? Z czego chciałbyś słynąć?  🙂

X Jarosław

Madryt, WCF VI, dzień trzeci, Zesłanie Ducha Świętego

Dni się coraz bardziej wydłużają, a to przez nieustanne skracanie się nocy. Świadomość, że  za chwilę spotkanie się skończy i zobaczymy się ponownie może dopiero za rok, na następnym Kongresie powoduje, że na czas wszystkich przerw – a zwłaszcza na zakończenie dnia – lądujemy w lobby, by jeszcze rozmawiać, dzielić się doświadczeniem, planami, po prostu sobą.

Tu nie ma barier językowych, narodowych, wyznaniowych. Doświadczamy mówienia jednym językiem, tego samego Tchnienia, które kazało nam opuścić swoje dobrze znane miejsca i zaryzykować spotkaniem z „nowym” – wyzwaniem, zadaniem czy wręcz: człowiekiem.

Wczorajsza Msza św. Wigilii Zesłania Ducha Świętego, odprawiana przez argentyńskiego biskupa, w towarzystwie dwóch kapłanów, po hiszpańsku, z tłumaczeniem homilii na angielski, w tej tak wielobarwnej  narodowo wspólnocie, uświadomiła mi na nowo potęgę jedności budowanej w oparciu o Jego działanie. Tylko On nas może wyrwać z naszych rozmaitych niszy i postawić wobec „pobożnych… wszystkich narodów na ziemi” i głosić z mocą Boże prawo do rodziny i prawo rodziny do spotkania Boga.

Pozwólmy się prowadzić Duchowi Świętemu.

Co to może oznaczać dla Ciebie dziś, w konkrecie Twojego życia?

X Jarosław

WCF VI, dzień drugi

Wczoraj było bardzo uroczyście. Od oficjalnych przemówień w przepięknej Sali Kongresowej Palacio del Congreso (budowla na planie prostokąta, na którym rozmieszczone zostały jego sale) po uroczysty koncert na zakończenie dnia z długą owacją na stojąco na koniec i oczywiście znakomitym bisem.

Przed południem sesje plenarne, po południu panelowe, równolegle w 5 salach. Co z jednej strony pozwala na pokazanie wielu tematów omawianych przez specjalistów dosłownie z całego świata, a z drugiej każe dokonywać trudnego wyboru, bo nie można być równocześnie wszędzie.

Przerwy to nieustanne spotkania z ludźmi. Tymi znanymi już z poprzednich kongresów (co u Ciebie?, jak sytuacja rodziny w Twoim kraju?) i całkiem nowymi z wymienianiem się wizytówkami (których plik rośnie i przypomina mi, że trzeba wreszcie pomyśleć o swoich własnych), zapraszaniem do odwiedzenia lub już z konkretnymi zamówieniami na udział w ich różnych przedsięwzięciach.

I duża dyscyplina czasowa, oprócz drobnego opóźnienia na początku, zrozumiałego samego z siebie, już nie mówiąc o tym, że przecież jesteśmy w Hiszpanii 😉

Dyscyplina, która pozwala mówcom na przemawianie przez 10 minut, a potem jest sygnał, który jednoznacznie uświadamia, że właśnie przekroczyłeś czas. Dyscyplina, która wczoraj/dzisiaj spędziła mi sen z powiek, bo do późna w nocy ćwiczyłem swoje dzisiejsze wystąpienie usiłując skrócić swój tekst o 2 min. Na chwilę obecną wybrałem szybsze mówienie, co wyjdzie, zobaczymy. W każdym razie proszę dziś o wsparcie. Polak w Madrycie, ksiądz, o niepłodności, po angielsku, wobec 3.000 uczestników. Nie wiem, czy zwykłe westchnienie wystarczy 🙂

Hasta mañana.

X Jarosław

Od Redakcji: Wystąpienie będzie można oglądać dziś na żywo w ramach sesji 11:00-12:00 (ok. 11:20) na oficjalnej stronie Kongresu.

Program na dziś: TU

World Congress of Families in Madrid

Dziwna organizacja. Organizuje kongersy w wielu krajach i dla tysięcy osób. A  na początku była idea jedego człowieka – Allana Carlsona.

Dziś jest tylko jeden menadżer – Larry Jacobs, a spotkania, które odbywały się do tej pory co kilka lat, zaczynają nabierać coraz większego tempa. Ich regionalne odsłony (Londyn, Nigeria, Łotwa i Moskwa) zaczynają powielać inne miasta i też nabierają cyklicznego wymiaru.

Była Praga, Genewa, Meksyk, Warszawa, Amsterdam, dziś Madryt, jutro Sydney, pojutrze Moskwa….

Jest to możliwe, bo temat łączy wszystkich, którym na sercu leży dobro rodziny. Wszystkie te kongresy to praca wielu wolontariuszy z wielu organizacji.

Dziś początek. Zarejestrowało się blisko 3000 uczestników. Przybędą liderzy organizacji zajmujących się pracą z rodzinami, ludzie czynu i nauki, politycy i parlamentarzyści by dzielić się informacjami i ideami, by łączyć się i planować strategie. Ludzie różnych wyznań, z różnych krajów, kultur, których łączy jedno – troska o stan rodziny w świecie współczesnym.

Bez rodziny nie ma przyszłości ani świat, ani Kościół. Każdy nasz wysiłek, by jej pomóc być sobą, to budowanie przyszłości dla nas.

Nie ma Ciebie dziś w Madrycie. Ale masz swoją rodzinę lub gdzieś niedaleko Ciebie. Połącz się z nami i zrób coś konkretnego dla rodziny. Razem możemy zawojować świat.

X Jarosław