kocham moje auto

To dziś pojedziemy cytatem z książki Gary’ego L.Thomasa Cenniejsza niż perły, której lektura swego czasu kosztowała mnie naprawdę wiele. Niektóre z jej tez nadal są dla mnie trudne do przyjęcia 😉 Ale może Kolega redakcyjny Michał kiedyś nawiąże.

„Samochód zawozi mnie tam, dokąd chcę, i nie pyta, jak się czuję. Samochód pozwala mi krzyczeć na innych kierowców, nie mówiąc: ‚Dlaczego się tak denerwujesz?’ Samochód pozawala mi słuchać programów sportowych w radiu, nie pytając, na jaki kolor chciałbym pomalować kuchnię. Mój samochód jeszcze nigdy – ani razu – nie zapytał, czy coś jest nie tak, ani nie wypowiedział tych dwóch słynnych słów: ‚musimy porozmawiać’. I na dodatek mój samochód ma jasno określone potrzeby. Wiem, czy bak jest napełniony, czy tylko w połowie pełny lub prawie pusty. Na pytanie, ile jeszcze zostało benzyny, mój samochód nigdy nie odpowie: ‚Zgadnij’ albo ‚Powinieneś znać mnie na tyle, by wiedzieć bez pytania.’

Krótko mówiąc, mój samochód pozwala mojemu mózgowi odpoczywać. Mam o 15% mniejszy dopływ krwi do mózgu [niż kobiety] (…). Mój samochód to rozumie, mój samochód to szanuje.

Dlatego go kocham.” *

* ‚U mężczyzn istnieje biologiczna tendencja do poszukiwania obiektów troski, które pozwalają mózgowi wypocząć (…) bez stymulacji konwersacji nacechowanej emocjami.’ (M. Gurian What Could He Be Thinking?)

Reklamy

Poruszyć kapłańskie serce

można na wiele sposobów. Jesteśmy powiernikami tak wielu ludzkich tajemnic, które nieraz dotykają naszych serc. Chciałbym się z Wami podzielić przeżyciem z ostatniego czasu.

Opatrzność Boża posłała mnie do parafii Niepokalanego Poczęcia, gdzie pomagam, na ile pozostałe moje obowiązki pozwalają. Ogranicza się to w gruncie rzeczy do sprawowania Mszy św. w kościele parafialnym i w kaplicy Domu Zakonnnego Sióstr Pasjonistek. Oczywiście z kazaniem. Powiedzmy sobie szczerze – bardzo krótkim. 🙂 Ale za to zgodnie z wytycznymi “Lumen Fidei”. Parafia bardzo skromna, w bardzo ubogiej części miasta Meksyk. Na porannej Mszy św. nie ma zbyt wielu osób i podobnie jak u nas w wielu parafiach, są to osoby, które już nie muszą się spieszyć do pracy. Są więc tu, żeby się za swoje rodziny i swoją parafię modlić.

Zdarzyło mi się w niedzielę, że zostałem poproszony przez ks. Proboszcza, żeby po udzieleniu komunii św. pójść jeszcze z na chór. Wyruszyłem więc z Panem Jezusem przez kościół i oniemiałem ze zdumienia. Wszyscy w ławkach powstali, bo przechodził Pan Jezus. To samo stało się, kiedy wracałem. To nie był owoc formacji liturgicznej. To płynęło z serca. I bardzo poruszyło moje serce. Podobnie jak poranne Msze św. gdzie nikt nie jest anonimowy. W Meksyku nie da się przywitać zdawkowym „Hola”, czy „¡buenos días!” Panowie – uścisk dłoni i poklepanie po plecach, panie – obowiązkowo pocałunek w policzek. Tak też witają panie panowie. Tu się każdy musi dotknąć, przywitać, pozdrowić.

Popatrzylibyście na Jutrznię. O 7.30, pół godziny przed Mszą św. Jak tylko mogę to w niej uczenistniczę. Średnia wieku pod 70-kę. Szukanie stron zawsze zajmuje sporo czasu. Indywidualne instrukcje w czasie odmawiania brewiarza są na porządku dziennym. Chóry się często przenikają a recytacja unisono sporo odbiega od standardów wspólnie odmawianej Liturgii Godzin. Ale nic nie zastąpi tych mocno naznaczonych życiem głosów, które w tej wyjątkowej formie modlą się codziennie w intencjach Kościoła.

Powiecie pewnie, że Amerykę odkrywam. Z parafią nie miałem wiele do czynienia, odkąd zostałem księdzem. Więc nawet jeśli odkrywam Amerykę, to takiej życzę każdemu księdzu. A ciepła doświadczanego w kościele – każdej i każdemu z Was.

Trzymając Was blisko w sercu

Padre J.

ratuje i uwalnia

„On ratuje i uwalnia, dokonuje znaków i cudów na niebie i na ziemi. On uratował Daniela z mocy lwów”. (Dn 6, 28)

Na kilka dni przed tym, gdy okazało się, że począł się nasz najmłodszy synek, przeszłam pewien chirurgiczny zabieg. Jak to przy zabiegu bywa, podano mi również sporą dawkę znieczulenia. Po zabiegu przyjmowałam antybiotyk, który jest absolutnie przeciwwskazany w okresie ciąży. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że Michałek już jest. Jego początkom z nami towarzyszył więc lęk o jego zdrowie i życie. Tym usilniej zawierzaliśmy go Bogu. Na ten czas została mi (za)dana historia trzech młodzieńców, których Nabuchodonozor rozkazał wrzucić do rozpalonego pieca i którzy doznali cudownej Bożej interwencji: „ anioł Pański zstąpił do pieca (…) i usunął płomień ognia z pieca, sprowadzając jakby orzeźwiający powiew wiatru, tak że ogień nie dosięgnął ich wcale, nie sprawił im bólu ani nie wyrządził krzywdy ” (Dn 3, 49-50). Uchwyciłam się mocno tej historii, prosząc, by Pan i do naszego Maleństwa posłał anioła, który go ocali.

Nasz Michaś niedawno skończył 9 miesięcy. Jest zdrowy, bardzo radosny i pięknie się rozwija. A pierwszym słowem, które towarzyszyło jego narodzinom było słowo Anioł, gdyż urodził się dokładnie o 12.00, gdy zaczynały bić dzwony na Anioł Pański.

„ Bo nie ma innego Boga, który by mógł zapewnić ratunek, jak Ten.” (Dn 3, 96)

Basia

Cudowny medalik

Dzisiaj wspominamy rocznicę pierwszego objawienia Cudownego Medalika, 27 listopada 1830 roku. Matka Boża obiecała św. Katarzynie Laboure: “wszyscy, którzy go będą nosili, dostąpią wielkich łask, szczególnie jeśli go będą nosili na szyi. Tych, którzy we mnie ufają, wieloma łaskami obdarzę.”

Jak bardzo w to wierzył św. Maksymilian, który był wielkim propagatorem Medalika i rozdawał go komu i kiedy tylko mógł. Radził także, by jeśli ktoś już od dawna nie chodzi do spowiedzi, do kościoła, nie modli się, to … dyskretnie wszyć do ubrania i modlić się, a Matka Boża pokaże, co potrafi.

Tyle nosimy różnych osób w naszych sercach. Tyle z różnych stron doświadczamy trudności. Tyle łask potrzeba, żeby przeżyć uczciwie choćby jeden dzień. Na palcach Matki Bożej jest 30 pierścieni. Różnej wielkości. Po trzy na każdym palcu. Wszystkie niezwykłej piękności, choć nie wszystkie jednakowo jaśnieją. To kwestia naszej ufności, z jaką o nie prosimy.

Wiem, że czasem trudno na naszych szyjach pomieścić całą naszą pobożność. Od wielu lat noszę szkaplerz i “solidny” krzyż z wtopionym medalikiem św. Benedykta, ale dziś dopinam medalik, który jest zawsze ze mną. De Maria, nunquam satis – O Maryi nigdy dość, mówił św. Bernard. Jak więc dziś nie wykorzystać okazji, żeby sobie nie tylko przypomnieć historię Cudownego Medalika, ale może i warto wrócić do starych praktyk?

trzymając Was blisko w sercu

Padre J.

WE RUN – Mexico

Pierwszy raz w życiu uczestniczyłem w biegu ulicznym, w którym uczestniczyło 20.000 uczestników. Mój największy do tej pory to był bieg w którym uczestniczyło 12.000. Doświadczenie niezwykłe. Najpierw trzeba dotrzeć na miejsce, co nie jest łatwe, bo ulice już pozamykane. Ostatni odcinek już pokonuję biegiem, żeby zdążyć na start. A tu jeszcze trzeba się dostać na do wąskiej przestrzeni wydzielonej ustawionymi barierkami, które pozwalają opanować ten ogrom biegaczy. Po iluś tam metrach, gdy końca nie widać, decyzja – przeciskam się między szczeblami i dołączam do startujących.

Widok niesamowity. Wszyscy w czerwonych koszulkach. Jeden długi korowód. Słyszymy przez głośniki start. Punktualnie o 7.00 ruszyli pierwsi zawodnicy. Na nas przyszedł czas 18 minut później. Trasa tak była ułożona, że kilka razy widzieliśmy się w czasie biegu, tzn. ja, gdy wbiegałem w jedną ulicę to widziałem zawodników, którzy ją opuszczali, ale też i to samo mnie się przydarzyło. Najszybszy zawodnik przebiegł trasę w 31:03, co prawdopodobnie było tuż po wyruszeniu w trasę ostatniego zawodnika.

Ukończyłem bieg w czasie netto 57:23, co dało mi 504. miejsce w mojej kategorii, 2 512. w generalnej męskiej  i 3 624. w całkowitej. Jak się do tego jeszcze doda wysokość 2 240 m n.p.m. – to już się czuję zupełnie wyjątkowo. 

Co jest wyjątkowego w tym biegu? To nie tylko ilość biegaczy. Najciekawszy jest pomysł – rywalizacja pomiędzy poszczególnymi dzielnicami Meksyku. Każdy zawodnik może startować, żeby zbierać punkty dla swojej dzielnicy. Wygrywają więc nie tylko indywidualni zawodnicy, ale też i dzielnice miasta. Stąd też wielu zawodników miało “zindywidualizowane” koszulki, gdzie można było zaznaczyć swoją dzielnicę i ile wcześniej przebiegniętych km chcę im przekazać. Ponieważ moja dzielnica (Łomianki Fabryczna) nie startowała w tym biegu, więc utożsamiłem się z tą, w której chwilowo mieszkam i podarowałem swój biegowy dorobek.

1465280_708466535832677_1992458229_n

WE RUN jest inicjatywą Nike, i w tym roku obchodzi swoje pięciolecie. 26 miast, 350 000 uczestników i 3 000 000 km przebiegniętych. Dystans od 5 K do maratonu.

W Warszawie ten bieg odbył się 6.10. i wzięło w nim udział 15.000 zawodników. Też na 10 K. Zachęcam do zaglądania na ich stronę, żeby zobaczyć kiedy będzie kolejny bieg. I już powoli się do niego szykować. Przeżycie jest niezwykłe. A 10 K to jest dystans dla każdego do opanowania. I ważne jest w tego rodzaju biegach, że każdy może wygrać. Bo w biegu rzeczą najważniejszą jest bieg… ukończyć. Czas jest rzeczą wtórną. Miłą, gdy jesteśmy szybsi od siebie, ale niekonieczną. Jak mawia mój kolega, gdy nie pobił swojego rekordu: wyniku nie ma, ale wstydu też nie ma. A wręcz przeciwnie – zawalczyć ze swoją słabością, zmusić się do treningu, narzucić sobie reżim… to zawsze przynosi owoce. Nie tylko w bieganiu.

1470118_708695172476480_1851137301_n

Z pamięcią o Was na wszystkich biegowych trasach

Padre J.

0817380001

błogosławcie Pana

Błogosławcie Pana, wszystkie dzieła Pańskie,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki.
Błogosławcie Pana aniołowie Pańscy,
błogosławcie Pana niebiosa.

Błogosławcie Pana, wszystkie wody pod niebem,
błogosławcie Pana, wszystkie potęgi.
błogosławcie Pana, słońce i księżycu,
błogosławcie Pana, gwiazdy niebieskie. (Dn 3,57-63a)

zobaczył

Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki

(Łk 21,2)

Wypatrzył ją bez trudu, znalazł ją wzrokiem serca. Jego serce wybiegło ku niej i rozpoznało ją od razu w tym, co najważniejsze, a co niewidoczne dla oczu. Mimo że św. Łukasz znajduje dla niej słowo „jakaś”, czyli jedna z wielu, dla Jezusa nie była anonimowa. Nie była także uboga. Zachwycił się nią jak perłą.

Tak zaskakujące jest Jego spojrzenie, tak bardzo w poprzek trendom. To dobra wiadomość dla nas. Nawet jeśli bywa, że czujemy się pominięci, sami, może nawet lekceważeni i na marginesie „światowej wagi” spraw, Jego pełen pokoju wzrok spoczywa na nas. I dostrzega każdy odruch serca, każdy okruch miłości – także wtedy, gdy zdaje się nam, że w ubóstwie swoim mamy tak niewiele do zaofiarowania.

M