możliwy scenariusz

„Jak wielki będzie smutek Boga, gdy kiedyś powie nam, że naprawdę bardzo pragnął, byśmy byli szczęśliwi, a my uwierzyliśmy w coś innego” (ks. Rafał Chruśliński, Instytut Świętej Rodziny, konferencja w czasie spotkania rodzin we Wrocławiu).

Sędzia, dozorca, obserwator, porzucający, odbierający, pilnujący, powściągliwy, niezadowolony, odległy. Na Pana Boga łatwo wyprojektować wszystko, co w ciągu życia poskładało się na negatywne wyobrażenie o Nim. A przecież On próbuje, przecież walczy, przecież ma nadzieję z którejś strony dotrzeć. Od momentu, gdy czyni kolejny dzień, w razie gdyby poprzedniemu coś się stało: gdyby się zgubił, zepsuł, zmarnował.

Ojciec, Przyjaciel, Przewodnik, Brat. Może ma tak wiele imion dlatego właśnie, by choć przez któreś z nich, najbardziej możliwe do przyjęcia, znaleźć wyłom w naszym lęku, niewierze, zamknięciu. Zbawiciel uzdrawiający nasze ciemności. Obrońca – nie tylko z urzędu – by nas bronić przed oskarżeniem. Dawca; bliski, wierny, współczujący, dzielący każdą radość. Kibic każdego wysiłku w stronę dobra.

Tobie i mnie życie dał właśnie po to, byśmy poznali jego prawdziwy blask.

M

P.S. A we Wrocławiu już wiosna.

światło

Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi. (Mk 5, 15)

A przecież nie chodzi o jakieś „świecenie przykładem”, o nachalną dydaktykę, o zbiór nawet może jakiś socjotechnik, o wydanie się innym, lepszym, niż się jest.

Jakiekolwiek światło mogłoby się z nas wydobywać, może pochodzić jedynie z wnętrza, do którego wpuszczamy Jego światło. Będzie świecić wtedy, gdy sami Jemu pozwolimy się zagarnąć, przemieniać, kochać; zawsze i nieskończenie jako biorcy, bo w słabości jest jeszcze bliżej nas, by nas dźwigać. I prowadzić za rękę po wodzie codziennych wyborów.

Niech to konieczne do życia światło wypełni nasze domy – potem samo udzieli się dalej.

natural-scenery-morning-sunbeams-beautiful-hq-for-pc-205801

M

modlitewnik

Szukam modlitewnika. Tego od Pierwszej Komunii, a jakże, to ostatni posiadany. Przypominam sobie słowa, że rozwój wiary może się zatrzymać na katechezie w szkole podstawowej, i że mówił kolega, iż nabył sobie książeczkę dla dorosłych. Rozważam przez chwilę. Ale potem myślę, że słów takich nie napisano jeszcze, że musiałby zbiór taki wyjść spod pióra kobiety, choć dobrze, by emocjonalnie bliżej skandynawskiego opanowania. W tym stopniu spersonalizowania musiałabym stworzyć go sama.

Pamiętam stary modlitewnik Babci, że pewnie miał swoją nieznaną nikomu historię okoliczności używania go. I tak się z Babcią po ostatnie jej dni zrósł. I mój niech będzie jeden, podpisany panieńskim nazwiskiem. Litanie w nim pachną kadzidłem nabożeństw majowych i szturchaniem się ze znajomymi w ławce. A przecież wypełniła je potem dorosła, osobowa i osobista treść.

Pamiętam też modlitewnik pierwszy i najstarszy, maleńki, z datą druku 1956, dla dzieci, od drugiej Babci. Otwierałam go, mając kilka lat, na jednym tylko obrazku. Parę lat temu wycięłam go stamtąd i trafił do ulubionych w Piśmie Świętym. Tyle czasu minęło i wyraża to samo pragnienie: ciszy, bezpieczeństwa, zaufania. Sznurki słów w książeczkowych Litaniach, powtarzane w szczególnych potrzebach. Też są ścieżkami pokoju.

Jezus ucisza burzę

Ciekawe, jaką historię opowiada Twoja książeczka.

M

skarby i świnie

A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic. (Mk 5,16)

Nasze rozmaite skarby. I wolność serca. Podzielił się ze mną serdeczny kolega, który wszedł z żoną właśnie na Drogę neokatechumenalną, że nie potrafiłby jeszcze zostawić domu, miasta i jechać na misje. Rozmawialiśmy.

Mam za sobą już tak bardzo radykalne decyzje zostawiania wszystkiego. Coraz bardziej jednak doświadczam, że Pan Bóg nie jest siłą odbierającą, ale obdarowującą. I mam wrażenie, że obchodzi się On bardzo delikatnie ze sprawami nam drogimi – właśnie dlatego, że są drogie. Poza sytuacjami grzechu, z którym – jak ze świniami z dzisiejszej Ewangelii – najlepiej się rozstać w trybie pilnym, ofiarowywanie Mu naszych skarbów może się dokonywać w wielkim zaufaniu.

Jeśli będzie potrzeba coś przewartościować, w pewnym sensie – „stracić” – to tylko dlatego, by to otrzymać w nowej postaci. Bo zbyt absorbowało, bo skarb był za dużym balastem w drodze, bo obchodziliśmy się z nim w raniący dla nas samych sposób. A przecież i ja, i Ty – to dla Niego największy skarb. Ofiarując Mu siebie i wszystko, co nasze, składamy depozyt w najbezpieczniejsze miejsce. „Kładę się, zasypiam i znowu się budzę, ponieważ Pan mnie wspomaga” (Ps 3,5).  Nosi nas w sercu.

M

rana

*Była na studiach, gdy zaczęła słyszeć głosy. Zdiagnozowano schizofrenię. Dopiero po wielu latach koszmaru choroba okazała się reakcją psychiki na traumę z dzieciństwa.

**Stracili dziecko. Lekarze poinformowali, że przyczyn pierwszego poronienia się nie diagonozuje. Uparli się. Szukali. Poronienie było wynikiem niedoboru progesteronu. Traciliby kolejne dzieci.

***Urodziła dziecko z zespołem Downa. Wszyscy stukali się w czoło.

Ale.

*Kobieta ze schizofrenią skończyła studia po dziesięciu latach. Jako najlepsza w historii uczelni. Rozpracowała chorobę. Dziś pomaga milionom ludzi na świecie, poprzez organizację Intervoice.

**Zostali rodzicami kolejnego dziecka, przyszło zdrowe na świat. Rozpowszechnili NaProTechnologię w naszym mieście w skali, w jakiej nikomu by się nie śniło. Walczą o monitorowanie poziomu progesteronu podczas ciąży.

***Prowadzi kampanię społeczną. Wystąpiła w Sejmie, gdzie ją wyśmiano, ale ona przypomina ludziom, że życia się nie wartościuje, ale kocha.

Twoja największa rana. Twoje przekleństwo, z którym się zmagasz od lat. Twój największy charyzmat. Cierpliwości.

M

*Eleanor Longden, można obejrzeć na TED TALKS tu.

**Autorzy strony naprotechnologia.wroclaw.pl

***Kaja Godek, Fundacja Pro.

nie chce być sam

„Któż jest moją matką i którzy są braćmi?” (Mk 3, 33)

Dlaczego Bóg szuka wzrokiem rodziny? Czy sam w sobie nie jest szczęśliwy, pełny? Wydawałoby się, że nie ma bardziej samowystarczalnego bytu.

Rozglądamy się nieraz wokół siebie w podobny sposób, może zwłaszcza w momentach, gdy wydaje się nam, że nasze dłonie łapią powietrze szukając oparcia. Potrzebujemy do życia więzi, poza wyjątkowymi przypadkami głębokiej socjopatii. Ale nawet serialowy Dr House miał swojego Wilsona. Potrzebujemy silnej więzi małżeńskiej na dobre i na złe. Potrzebujemy dobrych relacji z dziećmi. Potrzebujemy przyjaciół, powierników, przewodników. Nawet „dzień dobry” w sklepie otwiera nas na drugą osobę, z jej kłopotem znalezienia właściwego guzika na kasie fiskalnej. Pragniemy więcej niż tylko „załatwiać sprawy”.

Zdumiewa, że i On pragnie więzi. Więzi ze mną. Sam przyszedł to pokrewieństwo mi podarować, kosztowało Go przecież drogo, ale tak bardzo chciał zbliżyć się do mnie. Po to przyszedł na świat. I jeszcze podpowiedź, jak tę więź umacniać: szukając woli Ojca, za nią podążając. Nieważne, że przez wywrotki. Przez moje „tak, chcę być Twoją siostrą/bratem, zabierz mnie ‚do siebie’, spraw we mnie to, czego jeszcze nie potrafię”.

To zawsze nowy początek wielkiej przygody.

M

sobota

– ziemia nasza obiecana, im bliżej końca tygodnia. Im bliżej końca zrywania się z budzikiem, pędzenia, walki z żywiołem. Ona będzie jak teledysk, jak reklama drogiej pasty do zębów, gdzie wszyscy się uśmiechają, a potem razem jedzą tofifi. Posłuchamy ulubionej muzyki, poczytamy książki, spędzimy razem czas.

Gdy nadchodzi w końcu, klatka po klatce rozwija się deja vu. Dzieci wstają znacznie wcześniej niż zwykle (bo może też już czekały 😉 ) i pełne głośnych pomysłów, do wcielenia od razu. Nie wszyscy wstają jednak zdrowi, więc smarkanie Rurociągu Przyjaźń w chusteczki. Ulubiona muzyka dla każdego okazuje się inna i z łazienki już poznaję, kto pierwszy dotarł do wieży marki Unitra. Ktoś wstaje głodny i marzy tylko o śniadaniu, ktoś wstaje głodny tylko kawy – i marzy o pisaniu. Bo pusta Przystań czeka. Jak w Wielkim Zderzaczu Hadronów, wisi nad nami groźba kolizji marzeń, potrzeb i rytuałów. I efekt uboczny: powstanie ciemnej materii.

I wtedy wybieram kubek na dzisiaj. W dowolnym przekładzie: „Zachowaj spokój i rób, co trzeba”. Gdzie „co trzeba” znaczy cudowną elastyczność i gotowość na „inność” innych. Nie w imię tego, by jakoś dotrwać i może za to „niedziela będzie dla nas”. Przemawia do mnie ta korona nad napisem. Korona łagodności, którą tak promuje ks. Kapitan, nie tylko w Programach. Reakcja o sekundę późniejsza niż natura. Reakcja, jakiej dla siebie chcielibyśmy od innych sami. Żeby na koniec dnia mieć powód do radości – i trochę też dumy, jak członek Royal Family. 🙂

IMG_8558

M

ocalić życie

„Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?” (Mk 3, 4).

On po stronie życia. Wyrywający z rąk faryzeuszy prawo do decydowania o losie człowieka. Jakby musiał się z nimi kłócić, sam będąc Panem życia. A jednak tamci mają problem, czy człowiekowi z uschłą ręką należy pomóc. Z powodu dnia wolnego. „Dnia Pana”.

Ostatnio słuchałam Gianny Jensen, pewnie bardzo znanej. Przeżyła własną aborcję. W ósmym miesiącu życia płodowego podano jej roztwór kwasu solnego. Mimo że urodziła się żywa (ku zdziwieniu wszystkich), mózg doznał niedotlenienia i ta piękna kobieta nosi w sobie pamiątkę tych zdarzeń w postaci lekkiego porażenia. Kuleje. Choć zapewne okoliczności przyjścia na świat zraniły ją o wiele głębiej. I opowiada o absurdzie nastawania na ludzkie życie. O pogwałceniu jej praw. Bo „wolno zabić”.

I gdy rozmyślam, ile jej zajęło wynegocjowanie ze światem prawa do życia, ona wypowiada akurat do słuchającego jej gremium te słowa: „Jestem dziewczyną Pana Boga. Z nimi się nie zadziera. Mam na czole znamię, które mówi: ‚Lepiej bądź dla mnie miły, bo mój Ojciec rządzi światem’.”*

Większy od litery Prawa. Większy od cierpienia i zlekceważenia. Większy od śmierci.

*Źródło: TU.

bez sęsu*

Na kazaniu dla dzieci w czasie Mszy Św. ksiądz Proboszcz pyta, dlaczego nie byłoby rodziny bez mamy i taty. Nasz siedmioletni syn, niezaznajomiony jeszcze z kwestią „skąd się biorą dzieci”, a także niespecjalnie nią póki co zainteresowany, odpowiada do mikrofonu z ogromną pewnością w głosie: „No bo wtedy by nas nie było i to byłoby bez sęsu*”.

Wzrusza nas to jakoś ogromnie. Że on już wie, że byłoby bez sensu, gdybyśmy się nie spotkali, albo gdyby zabrakło jednego z nas. I że byłoby bez sensu, gdyby go nie było. Jego własny byt zanurzony jest w bezpieczeństwie naszego „razem”.

Mniej szczęścia mają dzieci niechciane, porzucone, opuszczone. Zajmie im trochę, a niektórym schodzi całe życie, na ustalenie z Panem Bogiem, jaki w ogóle tego sens, że są. Bowiem psychika dziecka od najwcześniejszych momentów jego istnienia bierze na siebie skrypt rodzicielskich myśli i uczuć na swój własny temat. Jest on potem źródłem potężnej mocy albo wielkiego cierpienia.

Zaczynając nowy tydzień po nieprzespanej nocy, pocieszam się myślą, że i przy monotonii codziennych obowiązków (gdzie słowo „niespodzianka” często oznacza nagłe perturbacje i nowe wyzwania) zanurzeni we wzajemnych relacjach, mamy sens. Dobrego startu.

M

*brzmienie oryginalne

opowie Ci

Nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi, ale otworzyłeś mi uszy. (Ps 40, 7)

Jak ogromny w tym szacunek dla człowieka. Bóg, który wyjmuje z rąk ofiary, skrupulatne zadośćuczynienia, daniny. Wszystko to, co najemnik mógłby przygotować, żeby jakoś przekonać chłodny, zdystansowany Los.

Bóg w geście „otwarcia uszu” – otwiera na rozmowę z Nim. Gdzie On będzie tłumaczył, prowadził, pomagał, przekonywał i wspierał. I można przyjść o każdej porze, więcej: pora zależy tylko od nas, mimo że spotykamy się z Kimś od nas większym. Jakby nie interesowało Go, jak wiele dla Niego zrobimy, ale bardziej stan naszego serca. Stan ducha. Gdzie zwyczajowe „jak leci?” szuka szczerej odpowiedzi, o nią się troszczy, tam chce wejść ze swoim światłem. Bo z pustego strąka serca i Salomon nie naleje. Niekochani, nie przyniesiemy owocu.

Więc zależy Mu, żeby Ci opowiedzieć o wszystkim. Ile dla Niego znaczysz. Co jest ważne i dobre. „Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J 15,15). Jesteś Jego przyjacielem, synem, córką, bratem i siostrą. Nieodzowną częścią.

M