miłość i odpowiedzialność

Odpowiedzialność za własne uczucia. Jakie to trudne. Bo tak łatwo jest powiedzieć: „Przez ciebie jestem wściekła.  Zdenerwowałeś mnie. Rozczarowałaś mnie. Sprawiłeś mi ból”.  Jednak obwinianie nigdy nie idzie w parze z miłością. Z miłością idzie w parze odpowiedzialność. Przede wszystkim za siebie, własne wybory, uczucia, myśli. Bo moje uczucia „nie biorą się” z tego, jak zachowuje się drugi człowiek.

„Zamiast obwiniać innych, bierzemy odpowiedzialność za nasze uczucia, uznając, że ich źródłem są nasze własne potrzeby, pragnienia, oczekiwania, wyznawane przez nas wartości czy nasze myśli.” (M. Rosenberg, Porozumienie bez przemocy. O języku serca,  Warszawa 2012, s. 65)

Odkryłam, że jeśli borę na siebie odpowiedzialność za własne uczucia, to przeżywam mniej złości* (na samą siebie jakoś trudniej :-)). Im mniej obwiniam innych, tym łatwiej jest mi zachować spokój. Gdy obwiniam, mijam się bardzo z łagodnością. A bez niej tak trudno o prawdziwy pokój serca i radość w relacjach.

Basia

* Pomoc dotyczącą radzenia sobie ze złością znalazłam w książce „Kiedy twoja złość krzywdzi dziecko. Poradnik dla rodziców.”

Rangitoto

600 lat temu jeden z 50 wulkanów w okolicy Auckland wybuchł i pojawiła się wulkaniczna wyspa. Czysta wulkaniczna lawa wystająca na pond 260 metrów ponad poziom morza, z potężnym kraterem. Lokalna atrakcja przyciągająca wielu turystów. Można się tam dostać promem, który dwa razy w ciągu dnia zawozi turystów pragnących zobaczyć to niezwykłe zjawisko.

Dziś to oaza zieleni, która pokrywa prawie całą wyspę. Najpierw pojawiły się mchy, potem przyniesione przez wiatry i ptaki nasiona, które stopniowo zaczęły zajmować to kompletnie niegościnne dla życia miejsce. Obumierając zostawiały miejsce dla następnych i następnych, by stać się środowiskiem dla coraz większy roślin. Gdy dziś patrzy się na wyspę z zewnątrz, trudno dać wiarę, że jeszcze tak niedawno, z geologicznego punktu widzenia nie było tu nic poza wulkaniczną skałą. Niezapomniany widok tworzą wulkaniczne jaskinie. Spotykamy turystów z tak wielu miejsc na świecie. Młode małżeństwo z Austrii, doktorantów z Chin, młodych Szwedów i Anglików.

Podziwiam siłę życia. Trudno sobie wyobrazić bardziej niegościnne dla życia miejsce niż wulkaniczna lawa. I gdyby nie wizyta na miejscu, byłbym przekonany, że to nic innego jak kolejna piękna wyspa.

A ja w tym miejscu myślę o małżeństwach, które przez rozmaite kataklizmy stały się miejscami, w których wydawało się, że już życie nie zagości. A jednak. Gdyby małżeństwo było naszym pomysłem, to pewnie by tak było, ale ponieważ jest darem i dziełem Pana Boga, ma w sobie ciągle siłę do wzbudzenia życia na nowo. Potrafi ono powstać na nowo nawet i z popiołów. Tak jak ta wyspa. Czasem potrzeba kogoś, kto jak ptaki przyniesie ziarno nowego życia przez modlitwę, dobre słowo, przykład. Wymaga czasu, ale jeśli tylko na to pozwolimy, prędzej czy później wyda dobre owoce.

Bo życie jest silniejsze niż śmierć.

Fr. Jay

Rangitoto 2

Rangitoto

Rangitoto 3

 

Rangitoto Panorama

Duch Święty

wspomniany dziś w Ewangelii. Tak bardzo obecny w naszym życiu. Wzywany w czasie sprawowania Euchrystii i w czasie sprawowania Sakramentu Małżeństwa. Bez Niego nie było by rozgrzeszenia grzechów w Sakramencie Pojednania. A jednocześnie, choć tak ważny, tak dyskretny, że można Go nie zauważyć. Jak na naszej ikonie Rodziny Świętej. To wielkie zielone koło to On. Nikogo sobą nie przesłania. Obecny w każdym słowie i czynie Pana Jezusa. Miłość Ojca.

Bł. Maria, Mała Arabka, prosiła kapłanów, by w każdym miesiącu odprawili Mszę św. wotywną do Ducha Świętego. Tak bardzo potrzeba Go w naszych rodzinach.

Ale o tym niech już opowie ona sama: “Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, ktokolwiek będzie wzywał Ducha Świętego, będzie Mnie szukał i Mnie znajdzie, znajdzie Mnie przez Niego. Jego świadomość będzie delikatna jak polny kwiat. I jeżeli będzie to ojciec lub matka, pokój będzie w jego rodzinie. I pokój będzie w jego sercu zarówno w tym, jak i w przyszłym, świecie. Nie umrze w ciemności, ale w pokoju.

Żarliwie pragnę, byś powiedziała, że wszyscy kapłani, którzy odprawią Mszę św. raz w miesiącu do Ducha Świętego, uczczą mnie. A ktokolwiek Mnie uczci i będzie uczestniczył w tej Mszy św., będzie uczczony przez samego Ducha Świętego; i będzie miał w sobie światło; w głębi jego duszy będzie pokój. To On przyjdzie uleczyć chorych i obudzić tych, którzy śpią. A na dowód tego, ci wszyscy, którzy będą odprawiać tę Mszę św., albo będą w niej uczestniczyć, i którzy będą wzywać Ducha Świętego, nie wyjdą z tej Mszy św. nie doznawszy tego pokoju w głębi swej duszy. I nie umrą w ciemnościach”. [Za:] Bienheureuse Marie de Jésus Crucifié, Pensées, Editions du Serviteur, 1993, s. 85.

Niech Duch Święty nam od poniedziałku towarzyszy. Z Nim będzie łatwiej przeżyć ten tydzień tak, żeby nasze rodziny były piękniejsze.

Z pamięcią

Fr. Jay

sobota

– ziemia nasza obiecana, im bliżej końca tygodnia. Im bliżej końca zrywania się z budzikiem, pędzenia, walki z żywiołem. Ona będzie jak teledysk, jak reklama drogiej pasty do zębów, gdzie wszyscy się uśmiechają, a potem razem jedzą tofifi. Posłuchamy ulubionej muzyki, poczytamy książki, spędzimy razem czas.

Gdy nadchodzi w końcu, klatka po klatce rozwija się deja vu. Dzieci wstają znacznie wcześniej niż zwykle (bo może też już czekały 😉 ) i pełne głośnych pomysłów, do wcielenia od razu. Nie wszyscy wstają jednak zdrowi, więc smarkanie Rurociągu Przyjaźń w chusteczki. Ulubiona muzyka dla każdego okazuje się inna i z łazienki już poznaję, kto pierwszy dotarł do wieży marki Unitra. Ktoś wstaje głodny i marzy tylko o śniadaniu, ktoś wstaje głodny tylko kawy – i marzy o pisaniu. Bo pusta Przystań czeka. Jak w Wielkim Zderzaczu Hadronów, wisi nad nami groźba kolizji marzeń, potrzeb i rytuałów. I efekt uboczny: powstanie ciemnej materii.

I wtedy wybieram kubek na dzisiaj. W dowolnym przekładzie: „Zachowaj spokój i rób, co trzeba”. Gdzie „co trzeba” znaczy cudowną elastyczność i gotowość na „inność” innych. Nie w imię tego, by jakoś dotrwać i może za to „niedziela będzie dla nas”. Przemawia do mnie ta korona nad napisem. Korona łagodności, którą tak promuje ks. Kapitan, nie tylko w Programach. Reakcja o sekundę późniejsza niż natura. Reakcja, jakiej dla siebie chcielibyśmy od innych sami. Żeby na koniec dnia mieć powód do radości – i trochę też dumy, jak członek Royal Family. 🙂

IMG_8558

M

Dziękczynienie

Jest za co dziękować.16 par uczestniczyło w Programie 1.  Razem z edycją majową – to już 32 pary. I doszły dwie nowe pary trenerskie. I od początku do końca uczestniczyli siostra zakonna i ksiądz. I myślą o tym, żeby się włączyć. I każdy w czasie warsztatów chętnie się angażował. I choć troszkę przeszkadzało słynne “un minutito”, to przecież wszystkie godziny małżeńskie były rzeczywiście godzinne.

A na zakończenie jakież to szczęście przysłuchiwać się świadectwom uczestników. O przywróconej nadziei, o nowych pomysłach, o odnalezieniu się na nowo…

Wiecie dobrze wszyscy, którzy uczestniczyliście w Programach, że to Team Work, że każdy jest niezastąpiony i dopiero razem możemy czegoś dokonać. Ale to nie tylko praca tych, których widać. To także ogromne dzieło modlitwy i wsparcia, które, choć niewidzialne, sprawia tak cudowne widoczne skutki.

Dziękuję Wam. Za modlitwę, za pamięć, za posłane w nasze strony te różne duchowe “drobiazgi”, za “lajki” na FB i wszystko to, co dopiero zobaczymy w Niebie.

Jak dobrze, że jesteście.

z wdzięcznością

Padre J.

 

bez sęsu*

Na kazaniu dla dzieci w czasie Mszy Św. ksiądz Proboszcz pyta, dlaczego nie byłoby rodziny bez mamy i taty. Nasz siedmioletni syn, niezaznajomiony jeszcze z kwestią „skąd się biorą dzieci”, a także niespecjalnie nią póki co zainteresowany, odpowiada do mikrofonu z ogromną pewnością w głosie: „No bo wtedy by nas nie było i to byłoby bez sęsu*”.

Wzrusza nas to jakoś ogromnie. Że on już wie, że byłoby bez sensu, gdybyśmy się nie spotkali, albo gdyby zabrakło jednego z nas. I że byłoby bez sensu, gdyby go nie było. Jego własny byt zanurzony jest w bezpieczeństwie naszego „razem”.

Mniej szczęścia mają dzieci niechciane, porzucone, opuszczone. Zajmie im trochę, a niektórym schodzi całe życie, na ustalenie z Panem Bogiem, jaki w ogóle tego sens, że są. Bowiem psychika dziecka od najwcześniejszych momentów jego istnienia bierze na siebie skrypt rodzicielskich myśli i uczuć na swój własny temat. Jest on potem źródłem potężnej mocy albo wielkiego cierpienia.

Zaczynając nowy tydzień po nieprzespanej nocy, pocieszam się myślą, że i przy monotonii codziennych obowiązków (gdzie słowo „niespodzianka” często oznacza nagłe perturbacje i nowe wyzwania) zanurzeni we wzajemnych relacjach, mamy sens. Dobrego startu.

M

*brzmienie oryginalne

Czwarta “Jedynka” w Meksyku

Wygląda na to, że ta ma szanse mieć po raz pierwszy cztery pary trenerskie. Wszyscy więc dziś w stanie wyjątkowego skupienia. I ci, co po raz pierwszy, i ci, którzy ich do tego przygotowywali. Już nie mówiąc o uczestnikach.

Powierzamy więc Matce Bożej opiekę nad całością i św. Juanowi Diego oddajemy każdego z uczestników. Niech ten czas zaowocuje w sercach i wyda wspaniałe plony.

A wszystkich, którzy już w Programie uczestniczyli, jak zawsze proszę o serdeczne wsparcie dla nas.

Z modlitwą

Padre J.

Niedziela Chrztu Pańskiego

“Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On z mocą ogłosi Prawo, nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy.” (Iz 42, 2-4)

Prawdziwy mocarz. Nie będzie wołał, nie będzie podnosił głosu, nie poleci do kolegów szukać poparcia dla swojej wersji wydarzeń, ani nie zamanifestuje, tak żeby usłyszeli sąsiedzi, “kto tu rządzi”. Nie zniechęci się ani nie załamie, nawet jeśli wszystko się sypie. I mimo braku tych wszystkich “dowodów siły”, wszystko zostanie wykonane. Nie przez przemoc i nie dlatego, że tak musi być, bo ja mam rację, ale “dlatego że Bóg był z Nim” (Dz 10, 38).

Bóg, który jest Stwórcą tego świata i ma nad nim wszelką władzę, z nami postępuje kierując się tylko miłością. Gdybyśmy poszli za tym przykładem, jak bardzo zmieniłby się nasz świat, a szczególnie nasze rodziny. Zapanowałaby w nich miłość, współczucie, szacunek, uprzejmość, dar z siebie (zawsze wolny, twórczy i radosny) i troska o dobro współmałżonki czy współmałżonka.

Dzisiejszy świat bardzo potrzebuje takich silnych mężczyzn. Bardzo, ale to bardzo silnych. Ale nie siłą z siłowni (przynajmniej nie tylko), nie silnych przez dominację, ale przez miłość i to taką, jaką nas Bóg umiłował. A więc nie przez przemoc, a przez delikatność. I pielęgnujących w sobie świadomość, gdzie jest prawdziwe źródło tej mocy: “ponieważ Bóg był z Nim” (Dz 10,38).

Kiedy dziś przeżywamy święto Chrztu Pańskiego, możemy odnowić nasze przyrzeczenia chrzcielne i zaczerpnąć z Jego miłości. By stać się podobnym do Niego.

“Wszechmogący, wieczny Boże… spraw, aby Twoje przybrane dzieci, odrodzone z wody i Ducha Świętego, * zawsze żyły w Twojej miłości.” (z Kolekty)

Z serdeczną modlitwą,

Padre J.

„Programowy” styczeń w Meksyku

Wczoraj zaczęliśmy z Irminą i Krzysztofem z Warszawy indywidualny program szkoleniowy dla lokalnych par trenerskich Programu 1. Trzy osoby prowadzą szkolenie dla czterech. Szaleństwo. Ale nie narzekamy, bo i pogoda, i okolica piękna. W poniedziałek zaczynamy indywidualne przygotowanie do prowadzenia Programu 2. Podobnie: trzy osoby dla czterech.

Dobrze, że tym razem nie jestem sam, bo na jednego to trochę za dużo. Ale za to będziemy mieli lokalne pary trenerskie na oba Programy. W drugi weakend stycznia będzie Program 2, a w trzeci weekend – JA+TY=MY, czyli „jedynka”. Otwartą pozostaje jeszcze kwestia, czy uda się zaprosić księży, którzy chcieliby się nauczyć naszego Programu. 

To już kolejny raz, kiedy prowadzę Program dla bardzo kameralnej grupy. I także tę wersję bardzo lubię. Jest więcej okazji do dyskusji, do częstszych interakcji. Taki też jest sens spotkań poprogramowych w mniejszym gronie, np. swojej grupy z Programu. Kto był, to wie, że w czasie takiego spotkania można się powymieniać sprawdzonymi pomysłami, zainspirować na nowo do tego niełatwego przecież dobra, jakim jest troska o swoje małżeństwo. No bo przecież jak jest dobrze, to nic nie trzeba robić, a jak źle, to … może samo minie? Jeśli się swojego małżeństwa nie umieści w swoim codziennym kalendarzu, to może się okazać, że nie ma na nie czasu.

Podobnie jest z modlitwą i wszystkim, co jest naprawdę ważne. To, co ważne, jest obwarowane wolnością. To, co konieczne, ma swoje środki przymusu (bez snu, posiłku długo nie pociągniemy, więc organizm sam się o to upomni). Ale nie upomni się o modlitwę i nie upomni się o małżeństwo. To pozostaje przedmiotem naszej odpowiedzialności i zaradności.

Gdy teraz pracuję z parami przygotowującymi się do prowadzenia Programu trenerzy, doświadczam na nowo, jak ważne są takie spotkania w małej grupce, która pozwala się na nowo zachwycić tym wszystkim, co ważne dla naszego małżeństwa.

Z pamięcią o wszystkich naszych Absolwentach,

Padre J. 

warsztaty

P1 Mexico 2014-3

P1 Mexico 2014-2

P1 Mexico 2014

Święto Świętej Rodziny

Nasze patronalne. Zawsze bardzo dla nas ważne.

Świętujemy całą rodzinę. Nie Osoby z osobna, ale Ich razem. Jak często w naszych kościołach są dość porozdzielani. Warto w dzisiejszym dniu zobaczyć Ich na nowo i przylgnąć do Nich. Święto Świętej Rodziny.

Modli się dziś Kościół w kolekcie we Mszy św.:  “Boże, Ty w Świętej Rodzinie dałeś nam wzór życia, † spraw, abyśmy złączeni wzajemną miłością naśladowali w naszych rodzinach Jej cnoty * i doszli do wiecznej radości w Twoim domu…”

Kiedy Bóg Ojciec posłał swojego Syna na świat “aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16), nie uczynił żadnego zastrzeżenia: oczywiście, jak już będziesz ewangelizował. Trudno byłoby sobie wyobrazić, żeby Pan Bóg poprosił Pana Jezusa, aby jakoś wytrzymał w rodzinie i wstrzymał się z misją;  przyjdzie taki moment, że będzie mógł wreszcie ruszyć. W takim układzie Pan Jezus zmarnowałby trzydzieści lat swojego życia i kolekta nie miałaby sensu.

Podobnie słowa z księgi Syracha o czci dla swoich rodziców, czy też toska św. Pawła o zasady jakie powinny panować w rodzinie: “Żony, bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu. Mężowie, miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi. Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha” (Kol 3, 18-19.21).

Życie rodzinne okazuje się, że jest wybitnym miejscem do praktykowania wszystkich obszarów pracy nad jakością naszych relacji: “obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy. Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani, w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni.” (Kol 3, 12-16).

Otaczam dziś szczególną modltwą Was wszystkich, którym jest dane nosić to samo imię, co Święta Rodzina. Niech Ona odwiedzi Was i choćby na chwilę się zatrzyma, żeby wysłuchać co u Was, jak sobie radzicie. Czy nie trzeba Wam w czymś pomóc,

I ja także, jak kolędnik Was odwiedzam i zapewniam o pamięci

Padre J.