Pójdź za Mną

Nowy rok już w trakcie. Już trochę nawet nie nowy, a po prostu „ten rok”. Kilka dni temu czytaliśmy Ewangelię o powołaniu apostołów. Bardzo lubię ten fragment, od kiedy odkryłem coś, czego wcześniej nie zauważałem. Jezus nie poszedł do synagogi, nie stanął na podwyższeniu i nie powiedział: ty, ty i ty pójdźcie za mną. Pomijam, że w ogóle nie zwrócił się z powołaniem do kapłanów i uczonych w piśmie. Zwrócił się do „zwykłych” ludzi i to nie w świątyni. Poszedł ich szukać tam, gdzie pracują. A po zmartwychwstaniu gdzie Pan znalazł swych uczniów? Na brzegu jeziora, bo łowili ryby.

Mówił kiedyś Kapitan pewnej Przystani 🙂 :  jeśli przeżywasz trudny czas, nagle nie wiesz gdzie się znajdujesz, czujesz jakbyś stracił kontakt z Bogiem, wróć do tego, co robiłeś wcześniej gdy „było dobrze”, gdy byłeś blisko Niego,  tam On cię znajdzie pośród twojego normalnego życia. Nie wpadaj w rozpacz, nie szukaj na siłę po omacku, nie próbuj nowych ścieżek. Wróć tam, gdzie ostatnio spotkałeś Pana. On tam na pewno się zjawi. On się nie zgubił, nie zrezygnował z ciebie.

Rok zapowiada się … normalny, czyli pełen trudu, niepewności, choć  zapewne i z chwilami radości, chwilami w których czuje się Boże błogosławieństwo. Gdy będzie trudno, to tym bardziej będę trzymał Go za rękę, a gdy jej już nie będę czuł, gdy ją wypuszczę z mojej własnej dłoni, to szybko wrócę tam gdzie ostatnio się widzieliśmy. Będę mocno nasłuchiwał (modlitwa), będę wchodził na wzniesienia (spowiedź święta, Eucharystia) i wyglądał Jego sylwetki, bo wiem, że mnie znajdzie, wróci po mnie, na nowo uchwyci moją dłoń, by mnie poprowadzić.

Michał

Reklamy

Niedziela Chrztu Pańskiego

“Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On z mocą ogłosi Prawo, nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy.” (Iz 42, 2-4)

Prawdziwy mocarz. Nie będzie wołał, nie będzie podnosił głosu, nie poleci do kolegów szukać poparcia dla swojej wersji wydarzeń, ani nie zamanifestuje, tak żeby usłyszeli sąsiedzi, “kto tu rządzi”. Nie zniechęci się ani nie załamie, nawet jeśli wszystko się sypie. I mimo braku tych wszystkich “dowodów siły”, wszystko zostanie wykonane. Nie przez przemoc i nie dlatego, że tak musi być, bo ja mam rację, ale “dlatego że Bóg był z Nim” (Dz 10, 38).

Bóg, który jest Stwórcą tego świata i ma nad nim wszelką władzę, z nami postępuje kierując się tylko miłością. Gdybyśmy poszli za tym przykładem, jak bardzo zmieniłby się nasz świat, a szczególnie nasze rodziny. Zapanowałaby w nich miłość, współczucie, szacunek, uprzejmość, dar z siebie (zawsze wolny, twórczy i radosny) i troska o dobro współmałżonki czy współmałżonka.

Dzisiejszy świat bardzo potrzebuje takich silnych mężczyzn. Bardzo, ale to bardzo silnych. Ale nie siłą z siłowni (przynajmniej nie tylko), nie silnych przez dominację, ale przez miłość i to taką, jaką nas Bóg umiłował. A więc nie przez przemoc, a przez delikatność. I pielęgnujących w sobie świadomość, gdzie jest prawdziwe źródło tej mocy: “ponieważ Bóg był z Nim” (Dz 10,38).

Kiedy dziś przeżywamy święto Chrztu Pańskiego, możemy odnowić nasze przyrzeczenia chrzcielne i zaczerpnąć z Jego miłości. By stać się podobnym do Niego.

“Wszechmogący, wieczny Boże… spraw, aby Twoje przybrane dzieci, odrodzone z wody i Ducha Świętego, * zawsze żyły w Twojej miłości.” (z Kolekty)

Z serdeczną modlitwą,

Padre J.

kocham moje auto

To dziś pojedziemy cytatem z książki Gary’ego L.Thomasa Cenniejsza niż perły, której lektura swego czasu kosztowała mnie naprawdę wiele. Niektóre z jej tez nadal są dla mnie trudne do przyjęcia 😉 Ale może Kolega redakcyjny Michał kiedyś nawiąże.

„Samochód zawozi mnie tam, dokąd chcę, i nie pyta, jak się czuję. Samochód pozwala mi krzyczeć na innych kierowców, nie mówiąc: ‚Dlaczego się tak denerwujesz?’ Samochód pozawala mi słuchać programów sportowych w radiu, nie pytając, na jaki kolor chciałbym pomalować kuchnię. Mój samochód jeszcze nigdy – ani razu – nie zapytał, czy coś jest nie tak, ani nie wypowiedział tych dwóch słynnych słów: ‚musimy porozmawiać’. I na dodatek mój samochód ma jasno określone potrzeby. Wiem, czy bak jest napełniony, czy tylko w połowie pełny lub prawie pusty. Na pytanie, ile jeszcze zostało benzyny, mój samochód nigdy nie odpowie: ‚Zgadnij’ albo ‚Powinieneś znać mnie na tyle, by wiedzieć bez pytania.’

Krótko mówiąc, mój samochód pozwala mojemu mózgowi odpoczywać. Mam o 15% mniejszy dopływ krwi do mózgu [niż kobiety] (…). Mój samochód to rozumie, mój samochód to szanuje.

Dlatego go kocham.” *

* ‚U mężczyzn istnieje biologiczna tendencja do poszukiwania obiektów troski, które pozwalają mózgowi wypocząć (…) bez stymulacji konwersacji nacechowanej emocjami.’ (M. Gurian What Could He Be Thinking?)

Koszt

Napotkałem jakiś czas temu na informację, ile kosztuje wychowanie dziecka. Takie niby proste. Wziąć kalkulator i dodawać: jedzenie, ubranie, zabawki (może dostanie w prezencie?), edukacja itp., itd. Na końcu studia. I jak to liczyć? Jedni używaną bluzę akceptują, inni nie. Ma być tylko nowa. Jedni komputera nie liczą, jako że rzecz nie jest niezbędna. Inni w krzyk: ależ jak to, w dzisiejszych czasach! No i doliczają jeszcze tablet i komórkę. Czy to właściwa perspektywa rodzicielstwa?

Ja naprawdę wiem, czego temat dotyczy. Wychowanie piątki dzieci to trud, którego stale doświadczam. A recesja nie pomaga. I mógłbym tu jeszcze dodać wybrudzone ściany, zepsute sprzęty itp. Ale bilans to przecież dwie kolumny. Więc jak wyglądają zyski? Uśmiechy, pierwsze słowa, przytulenia, pierwsze kocham cię. Potem także zrobiona herbata, pomoc w pracach domowych. Wszystko to, co rodzic obserwuje gdy dojrzewa człowiek. Fakt, zwykle nie miodem i mlekiem płynący ten proces dojrzewania, lecz dla mnie bilans zawsze dodatni.

Ale trzeba zwracać także na te trudniejsze strony rodzicielstwa uwagę, ktoś powie. Tak. Lecz zauważam negatywny wpływ podkreślania finansów w ostatnich czasach. Dają temu wyraz narzeczeni i młodzi małżonkowie na spotkaniach. Dziecko?  Jeszcze nie teraz, bo jeszcze nas nie stać, bo to, bo tamto, słyszę. Czasem rzeczywiście trudności są obiektywnie poważne, lecz nieraz chciałoby mi się odpowiedzieć: kochani, w waszej sytuacji to dwójeczkę bez problemu można mieć.

Cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Naprawdę, nie koncentrujmy się na finansach, bo stracimy z widoku to, co zdecydowanie ważniejsze. Każde dziecko potrzebuje przede wszystkim miłości.

P.S.
Dzisiaj Junior puścił z sikami, 6×0,48=2,90 zł. Na miesiąc to da 87zł i nie jest to jeszcze szczyt jego możliwości 🙂

Michał

6 dni do maratonu

i człowiek coraz pokorniejszy. Wyniki z treningów mówią, że będzie ciężko i że zbyt późno zacząłem realizować program treningowy. I myślę sobie, to dobrze, bo maraton rozliczy mnie z braku solidności, pewnej swobody interpretacji rodzaju treningu i trochę już ode mnie niezależnej ilości dni w podróżach i doświadczanych trudności ze zorganizowaniem treningu. Będzie więc okazja przygotować się w następnym sezonie zdecydowanie lepiej. Nauczką będzie niepotrzebny ból i zmęczenie na ostatnich kilometrach (oczywiście marzy się bieg do końca, bez poddania się). To, gdy chodzi o wynik. Ambicja, oczywiście.

Ale gdy chodzi o coś więcej – o radość z pokonywania rozmaitych trudności przez te wszystkie miesiące, o dawanie z siebie wszystkiego na treningach, o poznanych ludzi i nowe miejsca biegowe (treningi w NZ, Londynie i Nowym Orleanie, Wrocławiu i Wisełce) to patrząc wstecz jest też i miejsce na taką własną, spokojną dumę – walczyłem, byłem systematyczny, wiem, co poprawić.

Zmiana nie następuje tylko w mięśniach czy wpisanych miejscach w kalendarzu treningów. Zmiana następuje w nas, bo to my trenujemy, to my walczymy ze słabością – a to się rozciąga na wszystkie inne obszary naszego życia.

Dziś się modlimy we Mszy św. o wzrost pobożności. Jak każdy wzrost potrzebuje czasu, systematyczności, dobrego doradcy-przewodnika, świadomości, co już wychodzi i co jeszcze trzeba poprawić. I tylu jeszcze innych drobiazgów (jak choćby odpowiednia suplementacja).

„Boże wszechświata… Umocnij w nas wszystko, co dobre, i troskliwie strzeż tego, co umocniłeś” (z dzisiejszej kolekty).

Z pamięcią o Was

ks. Jarosław

role

„I dobrze, że kobiety i mężczyźni się ślubują, bo inaczej to nie byłoby nas na świecie, nikogo by nie było” powiedział nasz starszy przedszkolak do młodszego. Zdanie padło w kontekście mojej rozmowy z tym młodszym, który zapytał, kiedy będzie tatą. „No jak będziesz dorosły” –  odpowiadam.  „Jak będę dorosły, to Kuba (najstarszy) też będzie miał żonę” –  odpowiada  mały.

No i w tym momencie chłopaki przeprowadzili poważną dysputę co do ról społecznych mężczyzny i kobiety, która zaowocowała powyższym pierwszym zdaniem wpisu. A ja tak sobie pomyślałem, bać się czy nie? No bo teraz takie ograniczanie dzieci tylko do „tradycyjnych” ról to beee jest, niepostępowe. A ja się za postępowego ojca uważam. A co. I jak ciocię kocham, nic szczególnego dzieciakom do głów nie ładowałem. Życie obserwują i tyle.

I powiedzcie mi dlaczego coś, co jest tak oczywiste, tak proste, że nawet dzieci 4-6 letnie same to zauważają i definiują, nie jest tak oczywiste i proste dla niektórych dorosłych? Zapomnieli już, że sami także mieli po 4-6 lat i to samo myśleli? Ok, są dorośli, zmienili swoje zdanie, mają prawo, ale wara im od kształtowania zdania dzieci, a już na pewno moich.

Michał

Punkty widzenia

Życie „obdarzyło” mnie prawie dwiema dobami pobytu w szpitalu z naszym czterolatkiem, któremu przydarzyło się wgłobienie jelita. Chociaż sam fakt dość poważnego schorzenia i cierpienia dziecka był  doświadczeniem bardzo trudnym, to nie mogę nie zauważyć, iż był to także dla mnie czas łaski. Ponieważ czas się zatrzymał. Mogłem leżeć i „nic” nie robić patrząc w sufit, a świat musiał sobie beze mnie poradzić. Zdarza się to nader rzadko. Mogłem także oddać się temu, co tak bardzo lubię: przyglądaniu się interakcjom międzyludzkim w tej sytuacji. Dopatrzyłem się dziesięciu różnych punktów widzenia na to zdarzenie:

Rodzic – chore dziecko
Chore dziecko – rodzic
Dziecko – lekarz
Lekarz – dziecko
Rodzic – lekarz
Lekarz – rodzic
Pielęgniarka – dziecko
Dziecko –  pielęgniarka
Rodzic – pielęgniarka
Pielęgniarka – rodzic

A to tylko główne, nazwijmy to poziomy relacji, ponieważ były także panie sprzątające, telefony do domu itd. Jedno bardzo konkretne zdarzenie, a jak różnie odbierane. Próbowałem „być” po kolei dzieckiem, lekarzem, pielęgniarką. Jak zmienia się nasze myślenie, gdy staramy się zrozumieć potrzeby drugiej osoby z jej perspektywy, nie własnej. Było mi łatwiej, bo „miałem czas”.

Zdecydowanie trudniej otworzyć mi się na potrzeby drugiej osoby, zrozumieć jej punkt widzenia, w wirze dnia, gdy tyle spraw domaga się mojej uwagi, gdy jestem tak zmęczony. Pogarsza to niestety możliwość porozumienia się. Jak trudno wyrobić sobie nawyk wychodzenia ponad własną perspektywę i potrzeby. Byłby tak przydatny w sytuacjach konfliktowych.

Michał