Jonatan

„… dusza Jonatana przylgnęła całkowicie do duszy Dawida. (…) Jonatan zaś zawarł z Dawidem związek przyjaźni, umiłował go bowiem jak samego siebie”. (1 Sm 18, 1.3)

Tak zaczyna się historia przepięknej przyjaźni Jonatana i Dawida – od „przylgnięcia dusz”. Jak pięknym, bezinteresownym  darem Jonatan był dla Dawida. Nie doszukałam się w ich historii takiego momentu, w którym Jonatan oczekiwałby czegoś od Dawida w zamian za wyświadczane dobro. Jonatan potrafił bowiem pięknie kochać – bardzo ofiarnie, szlachetnie, nie myśląc o sobie.

A dziś czytamy, jak Jonatan ostrzega Dawida i z żarliwością wstawia się za nim u swego ojca, przyczyniając się do tego, ze Saul rezygnuje (tymczasowo) z zamiaru zabicia Dawida (1 Sm 18,6-9;19,1-7). Jonatan nie raz narażał się ojcu broniąc Dawida, wystawiając się na ryzyko gniewu Saula, a nawet utratę własnej pozycji. Wciąż czuwał nad Dawidem – ostrzegał, spieszył z konkretną pomocą, „umacniał w Bogu” (1 Sm 23, 16) – a wszystko to jakby „pod górkę”, bo często w warunkach ekstremalnych i wbrew woli ojca. Co więcej: sam zrzeka się godności królewskiej na rzecz Dawida: „ty będziesz królem nad Izraelem, ja zaś będę drugim po tobie” (1 Sm 23,17).

Wzór przyjaciela, odważnego i wiernego, który nie jawi się wcale jako ktoś, kto jest  świadomy tego, że podejmuje względem Dawida jakieś wielkie ofiary czy akty heroizmu. I pewnie wcale nawet nie myślał w tych kategoriach…

„Oto Pan między mną a Tobą na wieki” (1 Sm 20, 23) – recepta na piękną i trwałą przyjaźń.

Basia

Reklamy

grupa drogi

2184795508_3dbf18b3c1_oBędzie już 9 lat, jak się spotykamy w tym gronie sześciu małżeństw. Szmat czasu. Albo raczej: kawał drogi, bo mówimy, że to „grupa drogi”. Towarzyszenia sobie nawzajem. Nasze JA+TY=MY w 2009 przyszło jako niespodzianka i otworzyło nowe perspektywy.

Pewnie wiele dało to, iż od początku umówiliśmy się, że spotykamy się regularnie, niezależnie od tego, ile osób akurat w tym czasie może i jaką ostatecznie ścieżkę formacji w Kościele wybierze (większość z nas jest w Ognisku Świętej Rodziny, ale nie wszyscy).

Nie wyobrażam sobie, ile trudniej byłoby nam jako małżeństwu funkcjonować bez tej grupy. Tutaj można się weryfikować i mobilizować, szukać rozwiązań dla konkretnych trudności, widzieć, „jak to działa” (lub „nie działa”) u innych. W duchu wieloletniej przyjaźni, poznania wzajemnych ograniczeń i mocnych stron, z wielkim poczuciem humoru. Bo nasze spotkania to nie tylko poważne tematy, ale i górskie wędrówki, babskie spotkania w kawiarni i sylwestrowe szaleństwo w perukach z lat sześćdziesiątych.

Piszę o tym po jednym z naszych spotkań, by zachęcać do „łączenia się w grupy”. Poszukania wokół siebie małżeństw po Programie 1, 2, … W naszym świecie przetrwać samemu mógł jedynie Robinson Cruzoe, choć i on miał Piętaszka. A jednak był rozbitkiem. Wsparcie, jakiego mogą udzielać sobie nawzajem małżeństwa, jest ogromne i nie do przecenienia. I nie ujmuje niczego naszej indywidualności, lecz wydobywa na światło dzienne nasze dary – i pomaga się o nie troszczyć.

A po drodze się samemu nie zgubić – i nie zgubić kogoś z nas.

M

Zdjecie: źródło

małżeństwo od kuchni

Jak wielką radością jest patrzeć na 35 par zgromadzonych na sali wykładowej, zasłuchanych w wykłady „Znajomego Księdza z Polski”, co i raz to wybuchających śmiechem; kątem oka ogarniać siedzących z tyłu „trenerów”, z którymi w naszym zespole zjedliśmy już beczkę soli – uczenia się, sytuacji awaryjnych, nowych wyzwań, które pokazują, ile jeszcze nauki przed nami; jak wspaniale mieć u boku uczących-się-na-trenerów, obserwujących pracę warsztatową.

I przypomina mi się oglądany ostatnio angielski serial o domu bogatej arystokracji i gwardii ich służących. Na ostatniej płycie w dodatkach można sobie obejrzeć „the making of”. I wtedy uświadamia sobie człowiek, że za budową każdego planu, projektem każdego kapelusza uzupełniającego garderobę, za dosłownie każdym bibelotem, jest sztab ludzi, których nigdy nie poznamy – konsultantów, projektantów, rzemieślników. Podobnie „JA+TY=MY” we Wrocławiu odbywa się dzięki cichej i ogromnej ofiarności tak wielu osób, którzy poświęcili swój czas i talenty dla dobra Programu. Dlatego, że doświadczyli usprawnienia wzajemnych relacji  – i chcą się tą radością podzielić.

I pokazać, że o małżeństwo warto zawalczyć, by móc doświadczać mocy wpisanej w tę wyjątkową relację – której potrzeba trochę więcej kompetencji, trochę więcej uwagi, trochę więcej czasu, by mogła być dla nas liną ratunkową przeciw niepokojom współczesności.

Dziękujemy serdecznie Czytelnikom za modlitwę. Wasza pamięć bardzo wpisuje się w ukryty wysiłek stojący za tym Programem.

Z pozdrowieniami z Wrocławia

M

lampa

Pewne małżeństwo poznaliśmy kilka lat temu podczas Programu Ja+Ty=My, byliśmy wówczas razem w grupie warsztatowej.  Po jakimś czasie poznaliśmy jeszcze resztę rodziny na rekolekcjach w Wisełce. Okazało się, że wiele nas łączy, że mamy podobne problemy, więc i zrozumienia dla siebie więcej. Taka nić porozumienia wiele znaczy, daje wiele wsparcia. Szkoda tylko, że dzieli nas kilkaset kilometrów.

Gdy po Pielgrzymce Rodzin w Łomiankach, późną już porą, jedziemy do nich na nocleg, czekają na nas w rozświetlonym domu, abyśmy wszystko dobrze widzieli wchodząc.

Swoją gościnnością i troską oraz świadectwem ze swojego życia podbudowują nas, zachęcają do dalszego wysiłku i zaangażowania.Są ewangeliczną, zapaloną lampą dla nas. I jak to dobrze, że są!

„Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą.” (Łk 8,16)

A takich małżeństw i rodzin wśród znajomych ostatnio nie brakuje. Można wiele od nich czerpać, można się na nich oprzeć, gdy jest ciężko, można też ich samemu wspierać i dzielić się tym, co mamy.

Chciałabym, aby wszystkie pary, które skorzystały z Programów prowadzonych przez Fundację Pomoc Rodzinie, znalazły również wsparcie w swoim gronie. Wzajemne zrozumienie uprości wówczas wiele spraw. Choćby tę, jak znaleźć chwilę czasu dla siebie, o czym pisała wczoraj Małgosia :).

Dorota

pogotowie randkowe

Nasi Sąsiedzi z Dołu zabierają nam syna do dinoparku. Córka jest u koleżanki. Zaskoczeni kompletnie nagłym bezrobociem w dziedzinie zajmowania się dziećmi, jemy obiad we dwoje i to nawet w towarzystwie świeczki, mimo że rachunki za prąd opłacane regularnie, a potem oglądamy film, którego wartka akcja byłaby nie do pojęcia po 22:30, gdy zwyczajowo kończy się nasza krzątanina. Domowym sposobem mamy więc restaurację i kino. W „kinie domowym” jeszcze przydarza się filiżanka kawy, więc prawie kawiarnia.

Przez resztę wieczoru są u nas dzieci Sąsiadów z Dołu, którzy z kolei sami wypadają na romantyczne zakupy swetra dla Niego.

Fajnie mieć sąsiada, co pożyczy szklankę cukru, ale jeszcze lepiej sąsiadów, z którymi „czas dla nas” jest możliwy nawet w czasach p.n.d. (po narodzinach dzieci). Co zrobić, żeby mieć takich sąsiadów? Wysłać ich na warsztaty JA+TY=MY i wszystko stanie się jasne. Będą grać z Wami w jednej drużynie. Do Łomianek za tydzień chyba jeszcze się da, we Wrocławiu już tylko lista rezerwowa.*

🙂

M

*więcej informacji na http://www.fpr.pl

Dałem radę

Tak pewnie byłoby najkrócej. I najbardziej wiernie. Tym razem było wyjątkowo ciężko. Wszystkim nam bardzo dała się we znaki temperatura – 27 stopni. Ostatnie 12 km było po asfalcie i w pełnym słońcu. Nogi odmawiały posłuszeństwa. Pozostała tylko wola, żeby dobiec do końca.

Niesamowite były spotkania z tymi, których spotkałem w roku ubiegłym. W czasie maratonu jest tak, że każdy biegnie w swoim tempie, więc kogoś doganiasz, ktoś ciebie, jakiś czas biegniecie razem, potem znowu osobno i znowu razem. Największe wrażenie robili na mnie zawodnicy starsi ode mnie. Czasem dużo. Niektórych udało mi się dogonić. Na chwilę.

W tym roku biegłem sam. Nikt z naszej biegowej ekipy nie mógł  pobiec w tym maratonie. Tym bardziej więc byłem wdzięczny mojej siostrze Ani i szwagrowi Pawłowi, którzy w tym samym miejscu co Jacek Kubrak z Wrocławia w zeszłym roku udzielili mi moralnego wsparcia (połączonego z piciem). I co ważniejsze pobiegli kawałek ze mną. A potem powitali na stadionie. Ponieważ biegłem w koloratce, zostałem pięknie powitany w Wolgaście jako ksiądz biegacz. Na szczęście finisz był w dobrym stylu. Zadziałała magia stadionu.

Usedom Marathon 2013

 

Dziękuję wszystkim za wsparcie. Pomagało mi tylko to, że biegłem w łączności z intencją Papieża Franciszka. Gdyby nie ona, pewnie bym sie poddał i końcówkę przeszedł. Pomógł też Stasiu, który po swoim półmaratonie wybiegł mi naprzeciw i przebiegł końcówkę ze mną. Dziękuję. Dziękuje za wszystkich wysłanych z pomocą Aniołów. Do następnego maratonu.

Z wdzięczną modlitwą

ks. Jaroslaw

 

Usedom 2

 

 

wcale nie passé

„Rzekł do niego Pan: Pokój z tobą! Nie bój się niczego! Nie umrzesz.” (Sdz 6, 23)

Gdy na powitanie dnia czytam takie słowa, moje nastawienie do wielu spraw i sytuacji od razu jest inne.

Mimo że jestem dorosła, bardzo często potrzebuję takich zapewnień, chociaż dzisiaj taka wrażliwość jest passé. Ale przecież potrzebuję poczucia bezpieczeństwa, potrzebuję dobrego słowa, potrzebuję ciepłej relacji. 

Zastanawiam się, jak moi bliscy się dziś czują? Czy daję im też to poczucie bezpieczeństwa, czy wspieram ich? Nie tylko myślą, ale konkretnym słowem, gestem. Może oni również tego potrzebują, ale krępują się o tym mówić?

Niezależnie od tego, jak jest, chciałabym ich o tym zapewnić, bo sam Pan mi dziś o tym powiedział i mnie umocnił.

Wszak „u Boga wszystko jest możliwe.” (Mt 19, 26)

Dorota