zamiast transmisji

Bardzo chcieliśmy napisać tutaj wczoraj, że możemy wszyscy brać udział w World Congress of Families w Sydney 2013 poprzez transmisję on-line, ale niestety w tym roku tej możliwości – w odróżnieniu od Madrytu – nie ma. Dzisiaj rano naszego czasu Fr Jay miał mówić na sesji poświęconej tematowi rodziny w kontekście pracy o „Work-Life Balance: Preserving Dignity, Protecting Family”. Pozostaje mieć nadzieję na materiały pokonferencyjne.

Póki jednak nastąpi jakakolwiek łączność z Sydney i znak życia od Prelegenta, zamieszczamy kilka tzw. „highlights” z tego wystąpienia, czyli myśli, które mogą nam pomóc w naszym myśleniu o pracy.  Oraz pamiątkową fotografię z przygotowań do Kongresu.

„Potrzeba twórczego i celowego działania została wpisana w ludzkie serce przez Boga, pierwszego Twórcę i Artystę, który cieszył się za każdym razem, gdy widział efekty pracy swoich rąk.”

„Gdy nauczysz się współpracować z innymi, dzielić się odpowiedzialnością i rozwiązywać konflikty – umiejętności te będą stanowić twój osobisty potencjał także poza pracą.”

„Czasem trzeba sobie zadać proste pytanie – i udzielić na nie szczerej odpowiedzi: ‚Czy naprawdę potrzebujemy tej czy tamtej rzeczy?’ – zamiast mówić: Nie mam wyjścia, muszę wypruwać sobie flaki, żeby na to wszystko zarobić’.”

„Jeśli nie wpiszesz w kalendarz czasu dla relacji z żoną/mężem, śmierć waszego związku jest tylko kwestią czasu”.

„W pracy znajdziesz zastępcę, ale nikt ciebie nie zastąpi  w trosce o potrzeby swojej własnej rodziny. Gdy zadbasz o szczęście najbliższych i ty będziesz najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.”

work-life balance in practice

Reklamy

chociaż tyci-tyci

„Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli.”  (Mk 3,9)

Nie ma co, Nowy Rok stracił już swoją świeżość. Obowiązków wcale nie ubyło, a raczej przybyło. Nowe zobowiązania są do podjęcia i wiele projektów do realizacji. Nie tylko służbowych, ale też domowych. I właściwie czekam tak sobie na jakieś uznanie, docenienie, czy może nawet bardziej na zrozumienie moich intencji. Taka malutka próżność.

Niewielka, tyci-tyci.

Tylko jest jedno ale. Uprzedza mnie przed tym dziś Jezus. On pokazuje, że gdy pomógł już wszystkim nad jeziorem, był przygotowany na natychmiastowe odejście stamtąd. Nie został, aby słuchać wyrazów uznania, aby nie dać się porwać chwilowej, chociaż uzasadnionej, euforii tłumu. Nie po to przyszedł.

Oj, czy ja tak potrafię?

Przyznam szczerze, że chyba nie.

Dosia

Minął pierwszy dzień…

bardzo intensywnego Programu 3. Wszystko w gościnnych pomieszczeniach Fundacji Evangelium Vitae u sióstr Boromeuszek na Rydygiera we Wrocławiu. To tam, gdzie znajduje się Okno Życia, w którym 1 stycznia znalazł się czterodniowy chłopczyk.

W porównaniu z przestronnymi pomieszczeniami u OO. Franciszkanów idealnymi dla Programu 1, to miejsce bardzo nam odpowiada na Program 3, czyli My + społeczeństwo: ciepłe, kameralne, sprzyjające atmosferze intensywnej pracy dla tych, którzy już są po dwóch programach (Ja+Ty=My i My + Rodzina). Mówimy o kulturze zapraszanej do domu i o pracy w relacji do życia małżeńskiego, o tym, czy nasze małżeństwo ma przyjaciół i o kilku jeszcze sprawach, o których bliżej i więcej, jak się pojawicie na programie 😉

I pomyśleć, jak niewiele trzeba, kiedy na początku poustawia się właściwie priorytety, a jak wiele trzeba włożyć trudu i wysiłku, gdy się to zaniedba. Zawsze lepsza jest profilaktyka niż leczenie.

xj

najwyższe możliwości

„Zaś człowiek, czyż nie jest najbardziej sobą właśnie wówczas, kiedy aktualizują się w nim najwyższe możliwości? Przecież z pewnością nie wówczas, kiedy one w nim drzemią i marnieją. Miłość zaś jest aktualizacją najwyższych możliwości człowieka.” (K. Wojtyła)*

„Choćbym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.” (1 Kor 13, 1)

Karol Wojtyła i św. Paweł  – jakby mówiący tym samym językiem. Oni tak dobrze rozumieli, że najważniejsza jest miłość! I tak pięknie potrafili wyrazić tę prawdę całym swoim życiem, nie tylko nauczaniem. Stali się najlepszą wersją samych siebie – poprzez miłość. I poprzez miłość zmieniali świat.

Żyjemy w społeczeństwie nakręconym na rozwój. Jako pracownicy często znajdujemy się pod presją doskonalenia zawodowego – konieczności uczestniczenia w różnorodnych szkoleniach, konferencjach, sympozjach… Na gruncie zawodowym usiłujemy być coraz lepsi, bo stagnacja nie popłaca…(często oznacza zwolnienie z pracy).

I myślę o tym, jak wygląda moja miłość – do męża, dzieci, innych  – tych bliskich i tych dalszych… Czy jest w niej miejsce na ciągły rozwój?

Spraw Panie, bym spełnienia swoich możliwości szukała przede wszystkim w miłości.

Basia

* Elementarz etyczny, w: Aby Chrystus się nami posługiwał, Kraków 2009, s.162

bogatym być…

„Zaprawdę powiadam wam: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego.” (Mt 19, 23)

Jedna z zasad biznesu: przyjdzie klient, który ma 20 zł, zrób wszystko, by te 20 zł zostawił u ciebie. Przyjdzie taki ze 100 zł, powinien zostawić te 100 zł.

Zastanawiam się nad tym już któryś rok. Czy to właściwa droga?

Raz się jest klientem, innym zaś razem usługodawcą. Jeśli żyje się według tej zasady, to będąc klientem jesteśmy nieufni wobec drugiego: On na pewno chce nas oszukać, chce wyciągnąć większe pieniądze niż mu się należą. Muszę się pilnować. Muszę walczyć o swoje.

Usługodawca myśli: moim zadaniem jest jak najwięcej uzyskać. Jeśli ktoś nie jest świadomy że przepłaca, to jego problem. Ja muszę walczyć o swoje.

I tak żyjemy nieufni wobec siebie nawzajem. Człowiek człowiekowi wilkiem. A gdyby tak człowiek był człowiekowi ewangelicznym bliźnim? Jak wtedy wyglądałby świat? Czy tylko warto pomarzyć, czy da się tak żyć? Jak uważacie?

Michał