w stronę Życia

Czytam wpis Basi o Darze jakim jest każde Dziecko. I w pamięci przemyka trzynaście godzin porodu naszego Pierworodnego, na przekór wszystkiemu co „mówi się” o porodach-cudowne, niezapomniane trzynaście godzin. Każda chwila przybliżająca do przytulenia Wyczekiwanego i Upragnionego.

Z drugiej strony inne godziny wyczekiwania. Na nieuchronnie zbliżającą się chwilę śmierci Mojej Mamy. I myślę, że po drugiej stronie Najczulsza Matka i Jej Syn czekali na Nią tak, jak kilka lat wcześniej ja na naszego Syna. Z radością, z tęsknotą. Żeby przytulić, żeby powiedzieć „nareszcie jesteś tu z nami, Córeczko”. Narodzona dla Nieba.

Agnieszka

Reklamy

dowód miłości

Myślę, że Pan Bóg na pewno bardzo cieszy się z wielkich Świętych, którzy „uwierzyli miłości”. Usłyszeli, przyjęli i położyli życie swoje dla niej.

Ale ja się bardzo cieszę, że pamięta tak bardzo o nieszczęśnikach mniejszego formatu. Tych, co spoglądają ku Niemu często z pytaniem, „Czy mnie kochasz?”. I zwaliła mnie z nóg ostatnio ta właśnie myśl, że na każdej Mszy św. zadaje sobie trud, żeby to powtórzyć, gdy uobecnia się Jego ofiara krzyża.* Tak Cię ukochałem. Umieram z miłości do Ciebie. Nie jestem w stanie tej miłości wypowiedzieć bardziej.

A zaraz potem przychodzi zupełnie namacalnie, podany jak pokarm ratujący życie, żeby powtórzyć to wszystko jeszcze raz.

Więc jest we mnie wielka wdzięczność, że nie nudzi go zapewnianie o swojej miłości. I że są kapłani, których nie nudzi opowiadanie o tym. Mogę jedynie zapewnić, że słuchających nie nudzi to nigdy, głód tej prawdy nigdy się nie kończy.

M

*na kazaniu ks. Jarka podczas Mszy Św. we Wrocławiu 22.02.2013

Przychodzi, by być Darem.

Stwierdzam to z całą pewnością, wpatrując się w twarzyczkę naszego małego Synka. Mogłabym tak godzinami :-).

Ileż było przez te dwa tygodnie radości, wzruszeń. Jak wiele pokoju i łagodności może wnieść do rodziny takie Maleństwo. Ile dobra i serdecznej troski wydobyć ze wszystkich członków rodziny. Choć taki maleńki i bezbronny, to tak duży wpływ wywiera na nas (jak choćby to, że każdy, kto na niego patrzy – uśmiecha się).

I wcale ale to wcale nie jest tak, że przychodzi, by tylko brać. Choć trzeba przyznać, że opieka nad takim Maluszkiem czasami wiąże się z niemałym trudem. Jednak pamiętając, że dziecko to przede wszystkim błogosławieństwo i dar, wszystko inne przychodzi dużo łatwiej…

Basia

od nowa

Późnym wieczorem Redaktorka Naczelna „Przystani” przysyła mi sms-a przypominającego, że dzisiaj jest moja kolej na wpis 😉

Sytuacja wypisz – wymaluj jak ta, o której wczoraj pisał Kapitan: „że w ostatniej chwili przed zaśnięciem trzeba jeszcze usiąść do komputera, bo przecież jutro ktoś otworzy kompa, żeby przeczytać, co tam się wydarzyło od wczoraj na Przystani.”

I rzeczywiście – jesteś, Drogi Czytelniku! I bardzo się z tego cieszę, choć odczuwam dziś lekką tremę, bo chciałabym, abyś przystając tu, poczuł się bezpiecznie.

I chyba najlepiej będzie, gdy to nie ja będę pięknie opowiadała, a oddam głos Słowu Bożemu, które przypomina, że dzisiaj też można zacząć od nowa, bo:

„Pan, Bóg nasz, zaś jest miłosierny i okazuje łaskawość, mimo że zbuntowaliśmy się przeciw Niemu i nie słuchaliśmy głosu Pana, Boga naszego, by postępować według Jego wskazań, które nam dał przez swoje sługi, proroków.” (Dn 9, 9-10)

Dorota

Kochani Czytelnicy,

to rzeczywiście niezwykłe. Minął rok. Dla mnie (i całego naszego Zespołu) był to czas odwiedzania Was i Waszych Domów czy też miejsc pracy przez okno komputera. Chcieliśmy przez to małe okienko – chyba, że macie porządny ekran 😉 – pokazać Wam nasz świat. Taki sam jak Wasz, z tymi samymi wyzwaniami, okolicznościami, zmaganiami… Pełen niesamowitych spotkań, doświadczeń, radości, zwycięstw nad własną słabością. Chcieliśmy Was zainspirować czasem do spojrzenia z innej perspektywy, albo w trochę cieplejszych kolorach, a czasem do trudnego dobra.

A ja osobiście chciałbym Wam podziękować za umożliwienie mi doświadczenia czegoś zupełnie nowego w moim życiu – współpisania bloga. Do tej pory pisałem tylko artykuły, jedną książkę (kilka zacząłem), napisałem kilka tysięcy maili i na drugie tyle odpowiedziałem (albo planowałem odpowiedzieć, ale jeszcze nie zdążyłem). Wydawało mi się, że jest to forma poza moimi umiejętnościami… A jednak, dzięki życzliwej pracy nade mną naszej Redakcyjnej Opiekunki Gosi, dzięki Waszym ogromnie serdecznym komentarzom, pokonałem wszelkie opory i mogłem Was odwiedzać także i w takiej formie.

Chciałbym nam życzyć w dniu dzisiejszym 100 lat, choć pewnie nasz Zespół do tej pory już się kilka razy odmłodzi. Ale póki co, póki dzieci naszych Redaktorów nie przejmą pałeczki, chcemy bardzo być z Wami. Nawet jeśli to oznacza, że w ostatniej chwili przed zaśnięciem trzeba jeszcze usiąść do komputera, bo przecież jutro ktoś otworzy kompa, żeby przeczytać, co tam się wydarzyło od wczoraj na Przystani.

Do usłyszenia jutro

Captain Jay

Już rok z Wami!

Ciekawe, kto z Czytelników pamięta ten wpis.

Ukazał się dokładnie rok temu, 23 lutego 2012. Przyleciał od Księdza Jarka do placówki terenowej Redakcji w takiej postaci:

zdjęcieDlaczego na serwetce? Ano bo od początku nie mieliśmy złudzeń, czym jest blog. Blog w literaturze nie zajmuje zaszczytnych miejsc, pisze się go przy okazji i przy pomocy tego, co pod ręką. Za to jest blisko człowieka i codzienności. Ale pozwala też na prostotę mówienia i daje tej rozmowie kameralny, często bardzo osobisty charakter.

Co dzień sprawdzamy, czy pisanie jest „blisko człowieka”. Przez 376 wpisów, co do tej pory się ukazały. Oczywiście marzymy, żeby było coraz lepiej, żeby Czytelnik, jeśli przychodzi na Przystań smutny, wychodził uśmiechnięty. Jeśli zagląda znudzony, by wychodził zainspirowany.

Dziękujemy Wam, że przez ten rok byliście z nami. Mimo że z zacięciem piszemy bloga, a blog przy okazji mocno pisze nas, bez Czytelników zajęcie to nie miałoby większego sensu. Dajcie nam znać, co możemy lepiej. A jeśli chcecie podzielić się dobrym słowem, ślijcie teksty na adres Drogiej Redakcji.

M w imieniu Załogi Przystani 🙂

na rękach

„Starszych więc,(…) proszę, (…): paście stado Boże, które jest przy was, strzegąc go nie pod przymusem, ale z własnej woli…(…).” (1P 5, 1-2)

Starałam się być dobrą mamą, czułą i kochającą. I doprawdy długo nie rozumiałam, dlaczego nasz syn momentami wpada w furię z powodu źle zapiętych butów, albo gryzącej w szyję metki. A jeszcze w komentarzu od otoczenia słyszałam, że przecież dziecko nie powinno się tak zachowywać i nie powinno stroić fochów.

Moment przełomowy, który uchronił mnie przed rozpaczą, był ten, gdy rozpoznałam, że jestem wzrokowcem i że niekoniecznie  wszyscy wokół mnie też muszą być wzrokowcami. To był ten moment, w którym rozpoznawałam w naszym synu cechy charakterystyczne dla kinestetyka, które w wieku szkolnym jeszcze bardziej się uzewnętrzniają. Teraz już wiem, że żeby się uczyć – musi działać!

Na przykład ostatnio w dość oryginalny sposób czyta lekturę. Książkę trzyma w odpowiedniej odległości, czyli na wyciągnięcie rąk, z oświetleniem z odpowiedniej strony, w skupieniu, a jakże, tyle tylko, że… na rękach. 🙂

kinestetykDorota