rana

*Była na studiach, gdy zaczęła słyszeć głosy. Zdiagnozowano schizofrenię. Dopiero po wielu latach koszmaru choroba okazała się reakcją psychiki na traumę z dzieciństwa.

**Stracili dziecko. Lekarze poinformowali, że przyczyn pierwszego poronienia się nie diagonozuje. Uparli się. Szukali. Poronienie było wynikiem niedoboru progesteronu. Traciliby kolejne dzieci.

***Urodziła dziecko z zespołem Downa. Wszyscy stukali się w czoło.

Ale.

*Kobieta ze schizofrenią skończyła studia po dziesięciu latach. Jako najlepsza w historii uczelni. Rozpracowała chorobę. Dziś pomaga milionom ludzi na świecie, poprzez organizację Intervoice.

**Zostali rodzicami kolejnego dziecka, przyszło zdrowe na świat. Rozpowszechnili NaProTechnologię w naszym mieście w skali, w jakiej nikomu by się nie śniło. Walczą o monitorowanie poziomu progesteronu podczas ciąży.

***Prowadzi kampanię społeczną. Wystąpiła w Sejmie, gdzie ją wyśmiano, ale ona przypomina ludziom, że życia się nie wartościuje, ale kocha.

Twoja największa rana. Twoje przekleństwo, z którym się zmagasz od lat. Twój największy charyzmat. Cierpliwości.

M

*Eleanor Longden, można obejrzeć na TED TALKS tu.

**Autorzy strony naprotechnologia.wroclaw.pl

***Kaja Godek, Fundacja Pro.

idzie nowe

Sposoby na Nowy Rok 🙂 Moi dorośli uczniowie na kursach angielskiego mieli za zadanie przemyśleć i wypisać, co chcieliby osiągnąć w Nowym Roku w różnych dziedzinach. Sportu, zdrowia, intelektu, rozwoju duchowego, relacji z innymi, podróży. Co wymaga przejścia do konkretów: jeśli planuję nauczyć się nowego języka obcego, muszę pomyśleć, ile czasu dziennie na to przeznaczę (zamiast czego innego?)*. Życie rodzinne podpowiada wiele jeszcze innych obszarów: jak zaplanuję nasze randki? co zrobię razem z dziećmi? I warto odkrywać pragnienia serca i to, co naprawdę nas pasjonuje i cieszy. Pasje się bowiem udzielają.

Jeden z uczniów, Andrzej, wykładowca akademicki, podsumował nastroje styczniowe jako „New Year’s Depression”, z którą trzeba się jakoś zmierzyć. I wypada mi się z nim zgodzić, że czasami nie będzie nas stać na zrobienie żadnej listy, bo jak wspominała Dosia w swoim wpisie – możemy mieć za sobą już niezłą ścieżkę zdrowia i może nas ogarniać lęk. Ale widziałam kiedyś taki obrazek, który dla siebie i dla Was dziś rysuję:

20131231_135028

A ponieważ Pan Bóg tak nas pomyślał, byśmy sukcesów nie musieli przypisywać tylko sobie, to na drugą stronę „bezpiecznej” granicy własnych niemożności najczęściej przeciągają nas inni, kibicując nam zawzięcie – a przez nich i On sam. Dasz radę. Yes, you can! 🙂 Przecież jesteś Jego dzieckiem.

M

*Podpowiadam, że wystarczy kwadrans, za to codziennie. 🙂

pasek i szelki

Lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą. (Iz 40,27.31)

W poszukiwaniu materiałów niezbędnie potrzebnych do pracy, co się zapadły pod ziemię, robię remanent w pudle na wszystkie nieskatalogowane papiery, które tam trafiały jedynie „tymczasowo” przez ostatnie dwa lata. Na dnie skrzynki znajduję listy sprzed kilkunastu lat, autorstwa zaprzyjaźnionego kapłana, ojca duchownego Seminarium i wówczas duchowego przewodnika. W jednym z nich, pisanym z rekolekcji dla księży w Krakowie, czytam

„W pociągu jechał ze mną w przedziale jakiś niezwykły pesymista. Poznałem to natychmiast, gdyż spodnie podtrzymywał zarówno paskiem jak i szelkami”.

Jak często zdarza mi się podobna zapobiegliwość. Dociera też do mnie, że to poszukiwanie papierów ma źródło w tym samym lęku przed niedopatrzeniem. Opatrzność uśmiecha się do mnie tym listem sprzed lat. Zaufanie? Wypuszczanie z rąk. Nic ważnego się przecież nie potłucze. On, co trzyma gwiazdy nad naszymi głowami, nie pozwoli.

M

Viva Christo Rey!!!!

Viva!!!

Kazania w Bazylice potrafiły się kończyć wezwaniem przez głoszącego Słowo Boże: ¡Viva Nuestra Señora de Guadalupe! I cały kościół gromko wołał: ¡Viva! I zaraz potem  ktoś z obecnych wiernych wołał ¡Viva Christo Rey! i gromka odpowiedź. Pisząc „gromka”, mam dokładnie to na myśli. Kto był na placu św. Piotra w Watykanie, wie, że Latinoamerica nie wstydzi się głośno wypowiadać swoich uczuć. Ponieważ tak wydarzyło się na wszystkich Mszach św., w jakich uczestniczyłem w Bazylice, to rozumiem, że tak się pewnie w Bazylice dzieje. W miejscu, gdzie się tak bardzo kocha Matkę Bożą nie brakuje miłości do Pana Jezusa. O co się tak często martwią niektórzy, że kult Matki Bożej przysłania chrystocentryzm Kościoła. Tego typu zmartwienia tutaj nie bardzo mają prawo do bycia.

Ile razy myślę o tym dialogu dwóch ukrzyżowanych: łotra i Chrystusa Króla, tyle razy myślę o tym nieprawdopodobnym “dziś ze Mną będziesz w raju”. DZIŚ. Żadne tam, “rozumiesz, że w twojej sytuacji mogę co najwyżej posłać cię do czyśćca, gdzie musisz spędzić sporo czasu, bo, no wiesz, nie żyłeś najlepiej…” Iluż to ludzi my posłalibyśmy na dłuuuugi pobyt w czyśćcu, i to na dodatek podziwiając siebie, że i tak jesteśmy bardzo wielkoduszni, bo przecież widać, że zasłużyli na co innego.

A ON powiedział: DZIŚ. Oczywiście, że Dobry Łotr, jak go nazywamy, spełnił wszystkie warunki potrzebne do pojednania z Bogiem, ale …

Boże Miłosierdzie. Boża perspektywa. Chrystus Król. Dziś w Bazylice Matki Bożej z Gudalupe odbyła się koronacja Chrystusa jako króla Meksyku. I tak bardzo czuło się Bożą obecność, mówili uczestnicy. Tam, gdzie się tak bardzo kocha Matkę, tam też i jest wielka miłość do Jej Syna.

z pamięcią szczególną o Was w tym wyjątkowym dniu

Padre J.

ps. “Tradycyjnie” (choć drugi raz, to oczywiście jeszcze za mało na tradycję 😉 ) w to święto mogę pobiec na cześć Chrystusa Króla. Tym razem to nie maraton, jak w zeszłym roku, tylko zwykła “10-tka”, ale za to na wysokości powyżej 2000 metrów i w towarzystwie 20.000 ludzi. Coś mi się jednak wydaje, że w takim tłumie, to się raczej nie pobiegnie. Ruszam o 14.00 Waszego czasu. Tu – o 7.00.

xj

ogrom nadziei

Czytając wczorajszy wpis Małgosi „kogo jara taka wiara?” od razu stanęli mi przed oczami wątpiący w zmartwychwstanie saduceusze, którzy zastawili na Jezusa jakby „zasadzkę” pytając o kolejnych mężów jednej żony.
I widzę, że wielu saduceuszy jest i teraz wokół mnie. Swoimi nachalnymi komentarzami, cynicznymi uwagami i ironicznym zachowaniem próbują zamazać obraz Boga, próbują nawet „udowodnić”, że Go nie ma.

Ale On nas nie zostawia. Dodaje otuchy, przymnaża wiary, zapewnia i zachęca. Ponad dwa tysiące lat temu, i teraz również, odpowiada wszystkim saduceuszom:

„Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa „O krzaku”, gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. ” (Łk 20, 34-37)

Cóż za Dobra Nowina! Pełna nadziei. I jaka godność.

Dla mnie, dla Ciebie, dla każdego!

Jezus nie chce, abyśmy stali się czy pozostali saduceuszami.
Bo wtedy będziemy sami. Tragicznie sami. I bez nadziei.

Dorota

z nadzieją

„ Pan obrońcą mego życia, przed kim miałbym czuć trwogę?”  (Ps 27, 1)

„ Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi”. (Łk 15, 2)

„ Dlaczego więc ty potępiasz swego brata? Albo dlaczego gardzisz swoim bratem? ” (Rz 14, 7)

Jeśli wierzę i doświadczam Boga, który jest obrońcą, a nie oskarżycielem, to ta wiara zobowiązuje…. Do tego, bym uczyła się patrzeć na moich bliskich i tych, których spotykam każdego dnia, z nadzieją. Do dania im w relacji bezpiecznej przestrzeni i czasu na dojrzewanie. Do pogodnej cierpliwości. Do przyjmowania ich tak, jak On nas przyjmuje – ze zrozumieniem i współczuciem. Bez surowych osądów, nadawania etykiet, poczucia wyższości. Z nadzieją. Bo On przecież nigdy jej nie traci względem nas.

Basia

Adwokat

„ Bracia: Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i nam wszystkiego nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia?” (Rz 8, 31-33)

Choć widzi moje wady, grzechy i upadki, to nie oskarża, lecz usprawiedliwia. Jest adwokatem, a nie oskarżycielem. Rozumie i współczuje. Cóż za Dobra Nowina!

„ Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? (…) I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani potęgi, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga”. (Rz  8, 35.38-39)

Nikt i nic nie ma takiej władzy ani mocy, by odłączyć mnie od miłości Pana. Mogę to zrobić jedynie ja sama – przez brak ufności i wiary w Jego miłość. A On i tak wtedy mnie nie skreśli, lecz będzie z tęsknotą wyglądał mego powrotu (por. Łk 15, 20).

I co by się nie działo – Jego miłość nie odstąpi ode mnie. Prędzej ustąpią góry.

Basia

uwierzyć nadziei

On to wbrew nadziei uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co było powiedziane: takie będzie twoje potomstwo. (Rz 4,18)

600823_382812091829461_616727894_nByć dobrej myśli. Zachować pełen optymizmu spokój. Zwłaszcza, gdy wydaje się, że rzeczy toczą się nie do końca tym trybem, którym „powinny”. Przykre w pierwszym odczuciu chwile utraty kontroli, zaskoczenia, braku wiedzy na temat tego, co będzie – to moment, kiedy On pyta: Czy mi uwierzysz? Wiem, że wolałbyś tak, ale czy pozwolisz Mi zrobić to po swojemu?

Jest to dialog miłości, bowiem gdy powierzamy Mu siebie, nie spadnie na naszą głowę nic poza nią. Wbrew nadziei uwierzyć nadziei, że sprawy się toczą w dobrym kierunku, nawet gdy nie widać wiele poza zakręt drogi w podróży, w którą wyruszamy. Co dnia. Kochać i robić, co do nas należy, nie mając wszystkich odpowiedzi.

A On z niezrównaną wiernością doprowadza  wszystkie toczące się sprawy do szczęśliwego – i równie zaskakującego jak Jego zmartwychwstanie –  końca. 

M

Program 1

Ilekroć mamy prowadzić któryś z Programów, jestem proszony o napisanie wpisu na Przystań.Pewnie będzie można kiedyś policzyć, ile tego już się uzbierało. Zaczyna to być także wyzwaniem dla piszącego, bo ile razy można anonsować ten sam Program, opowiadając o tych samych rzeczach, które się wydarzą.

Dziś przygotowując w głowie wpis, pomyślałem sobie o… sobie. Tyle już lat, te same teksty… Trochę jak występ na scenie z tym samym przedstawieniem. A przecież zupełnie inaczej, choć wiele elementów jest wspólnych.

Wczoraj wieczorem czytałem wszystkie ankiety. Próbowałem sobie wyobrazić te opisywane sytuacje, czasem dramatyczne, tak często bolesne. Przez najbliższe godziny będę miął okazję ich dotknąć, pokazać korzenie, zaproponować strategie rozwiązania. Program ten sam, problemy ludzkie te same, a przecież wszędzie spotkanie z żywym człowiekiem, tęskniącym za małżeńskim szczęściem, które nie wiadomo czemu ich opuściło. A może wiadomo? Ale jak to powiedzieć, by na nowo oboje zechcieli?

Z prośbą o wsparcie dla naszych Par

i prowadzących

ks. Jarosław