Spotkania z Polonią

są praktycznie wszędzie. Bo i “nasi” są wszędzie. Czy to we Francji, czy w Belgii, czy w USA i w Meksyku, czy teraz spotkani w Nowej Zelandii. Czasem potrafią zaskoczyć wiedzą o tym, co się dzieje w Ojczyźnie, bo elektroniczne media pozwalają być na bieżąco z sytuacją w kraju.

Tu spotykam się z tęsknotą za posługą księży. Polskich kapłanów jest tylko dwóch. Jeden w Auckland i drugi w Wellington (to miasta na wyspie północnej). A Polacy, w mniejszych czy większych grupach, są przecież jeszcze i gdzie indziej, jak na przykład w Christchurch. Do nich duszpasterze docierają bardzo rzadko. Gdy się więc pojawia nowy kapłan z Polski, to jest “zagospodarowany” całkowicie. Dla wielu jest to wreszcie okazja do spowiedzi po polsku, do porozmawiania o swoich trudnościach i duchowych potrzebach, nawet do zwykłego nacieszenia się osobą. Już nie mówiąc o możliwości pomodlenia się w czasie Mszy św. “jak Pan Bóg przykazał”. Choć do rekolekcji jeszcze jeden dzień (zaczynamy w czwartek), już teraz jest dość rekolekcyjnie.

Polecając się bardzo Waszej pamięci i modlitwie

Fr. Jay

Reklamy

wsparcie dla Brata

Drodzy Czytelnicy,

Zapewne część z Was pamięta opisywane tu przez ks. Jarka święcenia i prymicje ks. Dariusza Krawczyka. Pisaliśmy o nim już kilka razy.* Niektórzy mieli to szczęście poznać go osobiście. Dziś załączamy prośbę od Przełożonych Instytutu Świętej Rodziny, wspólnoty, do której należy ks. Szymczak i blisko jesteśmy my, poprzez comiesięczne spotkania i rekolekcje letnie:

Ukochani w Rodzinie Świętej! 

Nasz Brat, Ks. Dariusz, nie oszczędza się w radosnej i ofiarnej posłudze. Jednak ostatnie badanie wykazują, że stan jego zdrowia się pogorszył. 

Wydaje się, że przez ten znak Rodzina Święta zaprasza nas do wzmożenia modlitwy o cud jego uzdrowienia. 

W naszej Wspólnocie podczas codziennej Adoracji Najśw. Sakramentu chcemy w tym czasie – do rocznicy święceń kapłańskich naszego Brata, tj. do 16 marca br.– złączyć to błaganie ze szczególnym zawierzeniem Matce Najświętszej – poprzez rozważanie różańcowej piątej tajemnicy światła – Ustanowienia Eucharystii. 

Dziękując – w imieniu całej Wspólnoty – za Wasze trwanie na modlitwie w intencji naszego Brata, proszę o szczególną łączność w tym błaganiu o cud jego uzdrowienia. 

Z serdecznym błogosławieństwem –

ks. Krzysztof Wolski

Do spotkania na modlitwie za ks. Darka,

Zespół Przystani

*także TU i TU.

Śpiewać z serca

Mieliśmy dziś wyjątkową kolację. Międzynarodową i międzykontynentalną, i konsekrowanych. Brazylia, Burkina Faso, Mozambik, Wybrzeże Kości Słoniowej, Meksyk, Hiszpania i Polska. Języki obowiązujące: hiszpański, francuski (Afryka), angielski i polski. A co! (Na szczęście jedna z sióstr przez kilka lat była w Polsce i świetnie sobie radzi z naszym trudnym, a przecież tak pięknym językiem).

Opowieściom nie było końca. I wyłapywaniem różnic. Np. jak różnie pokazujemy liczbę trzy na palcach. Ameryka – począwszy od małego palca, Afryka – palce środkowe, a Europa – zakończywszy na kciuku. W Burkina Faso nie odliczy się osób typu „jeden, dwa, trzy” A już na pewno nie wskazując palcem, gdyż oznacza to klątwę. Można co najwyżej odliczać mówiąc „nie-jeden”, „nie-dwa”, „nie-trzy”… Albo nie patrząc na “odliczanych”.

Ale najpiękniejsza historia była z pracy jednego z kapłanów z Afryki, w Egipcie, we wspólnocie maronitów. Ksiądz przygotowujący się do sprawowania Mszy św. w języku arabskim miał odśpiewać “Panie zmiłuj się nad nami”. Zaczął pierwsze słowa (święcie przekonany, że trzyma się linii melodycznej) i został gwałtownie powstrzymany: „Stop!!! Nie tak!!! Śpiewaj z serca nie z głowy. Spróbował ponownie. Źle!!! Powtarzaj po mnie… Nie!!! Z serca!!!” Po kolejnej nieudanej próbie wprowadzający go kapłan maronicki poradził mu: „Uklęknij i dopiero jak poczujesz w kolanach ból, zacznij śpiewać. Wtedy będzie z serca”. Uklęknął więc, a w tym czasie jego opiekun tłumaczył mu (bardzo skomplikowaną zresztą) liturgię. Po pewnym czasie tamten poczuł ból i powiedział, że już mu trudnej dłużej klęczeć. Na co usłyszał: „W takim razie możesz zacząć śpiewać”. I po raz pierwszy poczuł, co to znaczy śpiewać z serca. Pamięta to uczucie do dziś. I już wie, czym się różni śpiewanie z serca od tego z głowy.

Mimo przeskakiwania z języka na język i utracie od czasu do czasu wątku rozmowy (to ja) miałem poczucie ogromnej jedności. Jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Jak dobrze być w Domu.

z pamięcią o Was

Padre J.

 

“Ofiarowali Mu dary…”

Dali to, co mieli najlepszego. Tradycja mówi, że złoto było dla uczczenia w Nim Króla, kadzidło dla Boga, a mirra – jako zwiastun męki Pana Jezusa. Ale też można spotkać i taką interpretację, że złoto reprezentuje naszą miłość, kadzidło naszą modlitwę, a mirra nasze cierpienie.

A ja sobie myślę o moich darach. Jak często to są resztki. Resztki mojego czasu, resztki mojego dnia. Zasypianie nad Liturgią Godzin, zasypianie w czasie rozmyślania. I to nie ze złej woli, tylko … z utrudzenia w Jego służbie.

Dzisiejsze święto na nowo mi uświadamia, jak bardzo ważne jest spotkanie z Nim na początku każdego dnia, zanim zacznie się praca nad budowaniem Królestwa Bożego. Służba jest miarą miłości, a miłość to zawsze najpierw spotkanie osób.

Najpierw odwiedziny, potem dary. Dary były konsekwencją spotkania. Owocność mojego dnia – jak bardzo zależy od tego spotkania.

IMG_1359

Święto Trzech Króli ma swoją bogatą tradycję w Meksyku. Przywędrowało razem z Hiszpanami i na trwałe zagościło. W przeddzień każdego dziecko pisze swój list do Trzech Króli z listą życzeń i wysyła kartkę balonem do nieba.  Rano, kiedy się obudzą pędzą zobaczyć, co dostali.

Rodzice muszą starać się więc dwukrotnie – w Boże Narodzenie i w Trzech Króli. Co prawda my też, w św. Mikołaja i w Wigilię. Wychodzi więc na to samo. 🙂

Z pamięcią serdeczną

Padre J.

P.S. Bardzo dziękuję za niespodziankę. Poczta z Przystani była niezwykła. Szynka… znakomita. Choć meksykańskie jedzenie jest jednym z najlepszych na świecie, to przecież trochę brakuje naszych pierogów, gołąbków, zrazów (zwanych roladami), kapusty (także tej modrej), itp. Kulinarny element poczty był więc bardzo trafiony. Dziękuję.

Urodziny to niezwykły moment, bo przecież rozpoczyna się największa podróż życia, która już nie będzie miała końca. Dziękuję za życzenia, za pamięć, za tyle serdeczności, za dobre słowa i ukryte w nich porządne wymagania 🙂  Dobrze, że jesteście.

Z ogromną wdzięcznością

ks. Jarosław 

 

Głowa i serce

„Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył” (J 20, 8)

Najmłodszy z Apostołów i najukochańszy, a jednocześnie pokorny i pełen szacunku. “Przybył pierwszy do grobu”, ale to Piotr był tym, który wszedł do grobu pierwszy. Miłować Pana Jezusa oznacza także miłować Kościół. Choć św. Jan był tym, którego Pan Jezus tak bardzo miłował, to jednak na pierwszego Papieża wybrał św. Piotra. Tam, gdzie jest prawdziwa miłość, tam też jest i porządek.

Przypomina mi to stare (choć raczej kiepskie) powiedzenie, że mąż jest w rodzinie głową, a kobieta… szyją, która tą głową kręci. Nie ma to powiedzienie nic wspólnego z teologią małżeństwa i rodziny. Przynajmniej w drugiej części. Prawda teologiczna jest taka, że mąż jest głową rodziny, a kobieta sercem. Żadna opozycja, tylko komplementarność. Głowa bez serca to dość kiepski pomysł, ale też i serce bez głowy – podobnie.

Tak wierzy mój Kościół, który kocham. Wszystkie role są potrzebne, wszystkie charyzmaty są potrzebne, każdy jest potrzebny. Każdy!!! W służbie jednemu, świętemu, katolickiemu (powszechnemu) i apostolskiemu Kościołowi.

z serdeczną pamięcią o Was wszystkich

Padre J.

ps. Osobiście lubię ten fragment z jeszcze jednego powodu. Otóż jest to bardzo ważny, biblijny dowód na to, że bieganie jest częścią apostolskiego posługiwania. “Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy…” (J 20, 4).

Zatem kto biega, niech nie przestaje. Potrzebujemy szybkich apostołów. I pamiętajcie: pierwszy na mecie, wcale nie oznacza, że ważniejszy. Bieganie to nie tylko walka o miejsce na mecie; o wiele ważniejsza jest ta o miłość.

ps. 2. Pamiętajcie więc proszę o moim kolejnym starcie: 8 lute go 2014. Mój piąty maraton. Oby zawsze był biegiem o większą miłość. 🙂

 

 

z modlitwą zawsze

 

Padre J.

 

 

Pasterka

W katedrze w Merida. Przepięknej. Z potężnym krucyfiksem. Miejsce, w którym się modlił bł. Jan Paweł II. Do tego też nawiązał Ks. Abp Emilio Carlos Berlie Belaunzarán, na którego zaproszenie się tu znalazłem, witając gościa z Polski w łączności z Papieżem Polakiem.

To, co mnie niezwykle urzekło, to obyczaj wnoszenia figurki Dzieciątka Jezus w procesji. Po akcie pokutnym, od wejścia do katedry, w otoczeniu ministrantów – akolitów, ruszyli niemłodzi już małżonkowie, z dorosłym synem  w stronę prezbiterium z figurką Dzieciątka Jezus. Przykrytego ciepłą kołderką. Niósł mężczyzna. Wręczył Księdzu Arcybiskupowi, który je ucałował, potem podał do ucałowania koncelebrującemu księdzu, zaś asystujący Diakon zaniósł Dzieciątko Jezus na przygotowany żłóbek w Prezbiterium.

Zdziwiło mnie, że to mężczyzna niósł Dzieciątko. Choć już wcześniej zauważyłem, że bardzo dużo mężczyzn wchodząc do katedry niesie ze sobą figurki Dzieciątka Jezus. Różnej wielkości. Od maleńkch, w koszyczkach, po rozmiary normalnego dziecka, niesionych w ramionach. Żaden się nie wstydził, każdy trzymał dumnie w objęciach. Może to dlatego też Dzieciątko Jezus tak im błogosławi, i ciągle jest Ameryka łacińska otwarta na życie.

Bardzo mi się ten obyczaj spodobał. I już sobie myślę, jak w przyszłym roku mogłaby wyglądać Pasterka w naszym Domu w Łomiankach, z Dzieciątkiem Jezus uroczyście wnoszonym. Oto wkracza w naszą historię Zbawiciel Świata. W każdym roku zapraszamy na nowo do naszych serc, by je coraz bardziej upodabniał do siebie.

Dziś szczególnie blisko wszystkich, którzy nie mogą się doczekać dzieciątka. I w intencji wszystkich, do których dotarła wiadomość, że życie ich maleństwa, choć w najbezpieczniejszym miejscu na świecie, bo pod sercem mamy, to niestety jest zagrożone. Masz je pod sercem, kochasz a nie możesz mu pomóc. Niech Matka Boża wraz z Dzieciątkiem Jezus i św. Józefem Was szczególnie dzisiaj otoczy swoją miłością.

Was wszystkich kochani, w tym szczególnym dniu, otaczam swoją modlitwa, błogosławieństwem i sercem. Choć daleko, także od naszych tradycji, zwyczajów, potraw, kolęd, to przecież tym samym jeszcze bliżej. Z oddalenia to jeszcze inaczej wygląda.

A i tu przecież jestem otoczony całą miłością, bo w Meksyku ludzie są bardzo serdeczni i ciepli.

Padre J. 

dwadzieścia osiem lat *

Ani to dwadzieścia pięć, ani trzydzieści lat, ale jak mawia mój przyjaciel matematyk – wszystkie liczby są piękne.

Pierwszy raz spędzam rocznicę poza Polską. Zwykle bywałem na naszych rocznicowych spotkaniach ze współbraćmi z mojego roku. W ten sposób odwiedzaliśmy siebie, goszczeni co roku przez innego kolegę. Tylko raz, z okazji 25-lecia, wybraliśmy się na pielgrzymkę –  do Ziemi Świętej. Było to przeżycie niezwykłe. Na 30. rocznicę plany są różne: Fatima albo Guadalupe. Jakby to drugie miejsce miało dojść do skutku, to będę już w stanie posłużyć jako przewodnik. 🙂

Pierwszy raz poza Ojczyzną i pierwszy raz w parafii, jako gość, a przecież przyjęty tak niezwykle serdecznie. W czasie każdej Mszy św. zostałem obśpiewany, wyściskany i nawet obdarowany – od jednej dziewczynki dostałem kawałek ciastka z truskawkami. 🙂

Umówiłem się z Matką Bożą, że przyjadę podziękować za ten niezwykły i cudowny dar do Jej kaplicy, do Cerrito na wzgórzu Tepeyac we wtorek. To pierwsza wolna chwila.

Wiem, że ciągle do tego wracam, ale słowa Matki Bożej skierowane do św. Juan Diego, za każdym razem przejmują mnie prawdziwym wzruszeniem: “Wiedz, najdroższy synu, że jestem Świętą Maryją, Przeczystą zawsze Dziewicą, Matką prawdziwego Boga, Twórcy życia, który wszystko stworzył i podtrzymuje w istnieniu, Pana nieba i ziemi.

Bardzo chcę, gorąco pragnę, aby w tym miejscu zbudowano mi świątynię, gdzie będę jawnie głosić i okazywać tę moją miłość i dobroć, gdzie będę ofiarowywać pomoc i obronę, ponieważ jestem naprawdę waszą łaskawą Matką; tak twoją, jak i was wszystkich, którzy na tej ziemi będziecie się razem gromadzić, oraz wszystkich innych, którzy pobożnie i ufnie będą mnie wzywać.

Tu wysłucham ich żalów i łez, w kłopotach wyświadczę dobrodziejstwo, a w każdym ucisku przyniosę ratunek. Aby zaś moje życzenie mogło się spełnić, idź do Meksyku do pałacu biskupa. Powiesz mu, że ja cię przysyłam, abyś go powiadomił, jak bardzo chcę, by mi wybudowano tu dom, aby mi tu, na tym wzgórzu, wzniesiono świątynię”. (podkr. moje)

I jak tu nie jechać do tego miejsca, skoro tyle intencji, tyle żalów i łez, kłopotów, ucisków, które nieustannie trafiają do uszu i serc kapłanów na całym świecie.

Być kapłanem – to także zgodzić się na tę niezwykłą rolę pośrednika. Ludzie, którzy do nas trafiają, nie zawsze liczą na gotową radę czy rozwiązanie, choć dobrze, jak możemy i tym posłużyć, ale na pewno liczą, że to, co do nas przynieśli, trafi “wyżej”. Ciągnie mnie więc do tamtego miejsca tak bardzo. Mam świadomość, że choć jestem daleko fizycznie, to przecież jeszcze bardziej mogę wspierać i pomagać, bo za to bliżej tego miejsca, “gdzie będę jawnie głosić i okazywać tę miłość moją i dobroć…”

Dziękuję Wam, kochani, za każde dobre słowo, za każdą modlitwę, za pamięć, za wszelkie przejawy Waszej przyjaźni, troski i serdeczności. Wiele z nich trafiło aż tutaj, za ocean. Ważniejsze, że trafiły “wyżej”. To dzięki temu możemy być pomocni. Jak napisał jeden z Was: „Niech Pan, Który rozpoczął w nim dobre dzieło – sam go dokona”.

Wasz dłużnik nieskończony

z modlitwą i błogosławieństwem dziś szczególnym

ks. Jarosław

* Wyjątkowo dokładnie, bo było to w III Niedzielę Adwentu, niedzielę Gaudete i 15 grudnia.