radosne dziecko

Długi przedpokój w naszym domu służy nam za boisko. Na jednym końcu drzwi wejściowe jako bramka, na drugim – wejście do drugiego pokoju.

Tym razem mecz rozgrywa nasza córka przeciwko … mnie.

Reguły ustala głównie ona, i nie chodzi o gole, ale o to, aby się kiwać. Wiec się kiwamy (nie sądzę, żeby jakiś trener był zainteresowany włączeniem którejś z nas do kadry), lecz chyba więcej jest z tego śmiechu niż gry 😉 Punkty liczone są w dwojaki sposób: za skuteczne wykiwanie i za gole. Przyznam szczerze, ze trochę się w tym gubię, ale przyjmuję reguły. Bawimy się, śmiejąc się do rozpuku.

A w uszach dźwięczą mi słowa x. Rafała z ostatniej konferencji na Dniu Skupienia, aby nie zabić w sobie dziecka, aby nie dokonać duchowej aborcji. Aby pamiętać, że dzieci dobrze się czują w towarzystwie dzieci, i że gdy będziemy tylko rodzicami dla własnych dzieci, to może zdarzyć się tak, ze dzieci od nas uciekną. A przecież nawet Jezus pozwala sobie być dzieckiem, wiec dlaczego ja mam nim nie być?

Jak dobrze, ze usłyszałam te słowa i że ten mecz rozegrałam, bo nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jakie radosne dziecko jest we mnie!

Reklamy

chce ci spojrzeć w oczy

„A Jezus natychmiast uświadomił sobie że moc wyszła z Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła.” (Mk 5,30-32)

Ile to razy wydawało mi się, że nie jestem godna czegoś, więc od razu rezygnowałam. Wiele razy też, nie wierząc we własne siły, umniejszając swoją własną wartość, swoje możliwości – odsuwałam się na bok.
Ileż to razy nie chciałam Panu „zawracać głowy” swoimi kłopotami i zmartwieniami, gdyż wydawało mi się, że są one nieistotne w obliczu spraw wielu innych osób. A jeśli już coś miałoby istotne znaczenie, żeby Panu przedstawić, to hamowało mnie to, że pewnie nie zrobiłabym tego tak dobrze jak inne osoby, które są bliżej Niego i na co dzień z Nim.

A jednak, mimo że i tak On wszytko wie, chce każdemu, kto z wiarą pragnie choćby frędzla u Jego płaszcza się dotknąć, spojrzeć w oczy. Bo Jego łaska przecież spływa na każdego. Gdy z wiarą przyjdziemy do Niego, będzie to na pewno wyjątkowe spotkanie, które wszystko uzdrowi.

Dorota

ziarnko

„(Królestwo Boże) … Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane wyrasta i staje się większe od jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu.” (Mk 4,31-32)

Miałam to szczęście, że moi Rodzice zasiali moje ziarnko gorczycy, moją wiarę, na Chrzcie świętym. A ono zakiełkowało i wzrastało.

Wiara ma to do siebie, że jak to ziarnko, gdy będzie mieć dobre warunki, będzie pielęgnowana, to będzie rozwijać się i wzrastać do takich rozmiarów, że w gałęziach naszej wiary mogą znaleźć bezpieczne schronienie nasze dzieci, mogą się wesprzeć słabi, chorzy, wątpiący.

Wszytko, o co muszę zadbać, to o dobre warunki do wzrostu.

Dorota

niedziela będzie dla nas

Przygotowana dzięki Małgosi na to, że ziemia obiecana w postaci soboty, może niekoniecznie wyglądać tak, jak sobie wymarzyłam, mocno sobie wzięłam do serca  zdanie: „Reakcja o sekundę późniejsza niż natura” i … było jakby nieco lżej. Rzeczywiście podziałało!

Skoro w sobotę było dobrze, to może i w niedzielę się uda. I ta niedziela też będzie dla nas! Czynimy więc plany: niespieszne śniadanie, wspólna Msza Święta, obiad, odwiedziny znajomych. Taka niedziela zwykła.

Tymczasem:
„Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.” (Mt 4, 18-20)

Taka niedziela zwykła, a Jezus dzisiaj powołuje, przy normalnych codziennych czynnościach. I co ciekawe: powołuje również mnie i mojego Męża. Kilkanaście lat temu powołał nas do małżeństwa, a dzisiaj, w tę niedzielę zwykłą, do tego, abyśmy modlitwą, w naszym codziennym życiu, wspierali tych, którzy tę piękną propozycję współpracy z Nim otrzymali, aby przyjęli ją bez wahania i poszli za Nim oraz tych, którzy z ufnością odpowiedzieli na Jego zaproszenie, aby zawsze Mu towarzyszyli.

No i wiem, że ta „niedziela będzie dla nas” ale tylko z Nim i we współpracy z Nim.

Dorota

szkoła modlitwy

Anna, przyszła matka proroka Samuela, uczy nas dzisiaj modlitwy.

Bo chociaż jej życie wypełnione było troskami, dotknięte bezpłodnością, rywalizacją (konkurencją) z drugą żoną, która nią pogardzała, nie zaniedbała modlitwy. Modlitwy życia, modlitwy mocno powiązanej z życiem.

Anna zaś mówiła tylko w głębi swego serca (…)
„Wylałam tylko duszę moją przed Panem.” (…)
I poszła sobie ta kobieta: jadła i nie miała już twarzy tak [smutnej] jak przedtem.
(…) a Pan wspomniał na nią. (1 Sm 1,9-19)

Jakże bliska jest mi taka modlitwa. Często, oprócz swojej rozpaczy, bezradności, zmęczenia nie mam nic więcej do powiedzenia Panu.

Dzięki Annie wiem, że dla Niego i taka modlitwa jest miła i ważna.

Cokolwiek by się działo, oddanie spraw z ufnością w dobre ręce Boga ma ogromne znaczenie. Już samo zawierzenie, samo otwarcie się przed Panem daje ukojenie i pokój.

Dorota

na ucho

„A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących (…), a On ich uzdrawiał.” (Mt 4, 24)

Przekaz informacji nie jest dzisiaj niczym nadzwyczajnym. Sms-y , e-maile, telefony, telewizja, radio. Co tam chcemy. Nawet odległość nie stanowi większego problemu. Wszystko sprawnie, szybko i krótko.

Jezus rozpoczął nauczanie w Galilei graniczącej z Syrią. I to właśnie po Syrii ta wieść o Nim się rozeszła. Bez tych wszystkich udogodnień  technicznych. Ludzie ze sobą o Nim po prostu rozmawiali. Przekazywali sobie te informacje ustnie. I to dość szybko.

Może warto wspomnieć dzisiaj komuś „na ucho” o Miłości, która uzdrawia, pociesza, przemienia i umacnia. Może ktoś czeka na tę wiadomość.

Spróbuję nie przegapić takiej okazji. 🙂

Dorota

chwycić czas

Kolejny rok, tym razem kalendarzowy, mija. Jakby nie było – przybyło nam lat 😉 i niesiemy większy bagaż doświadczeń. Wiele z nich było dobrymi i przyjemnymi, ale pewnie niektóre „lekcje życiowe” były też bardzo trudne, wyczerpujące, zaskakujące czy nawet zniechęcające.

Dojrzalsi i starsi, niedługo będziemy witać Nowy 2014. W przygotowaniach do Sylwestrowej zabawy może warto zapamiętać sobie, jaką  św. Jan w liście do nas ma propozycję: aby z nadzieją wejść w kolejny, który niekoniecznie może nas postarzyć.

„Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki.” (1J 2,17)

Z pozdrowieniami znad listy postanowień Noworocznych 😉

Dorota