Chrystus Zmartwychwstał, Alleluja!

Prawdziwie Zmartwychwstał, Alleluja!

Tak się w tym cudownym czasie pozdrawiamy. Na nowo, za każdym razem mocniej przeżywając te najpiękniejsze dni i chwile. Nie chcąc nic z tej radości utracić. Wszystkie nasze mroki, trudności i zwątpienia chowając w Jego chwalebnych ranach. On zwyciężył i śmierć, i szatana. Ta Miłość pokonała wszystko. I nieustannie pokonuje wszystko w nas, co nie jest Jego, by w nas objawiła się Jego Miłość i moc, i chwała, i potęga.

W Nim rozpoznajemy prawdę o sobie i o naszych Bliskich. Dziś odwiedzamy naszych Bliskich, by dzielić się sobą.

Jestem dziś tak blisko Was, jak to tylko możliwe. I BARDZO o Was pamiętałem w Wielki Czwartek. Być Jego kapłanem, to więcej niż serce i rozum może ogarnąć. Co nie przeszkadza jednak, by w tym Jego kapłaństwie być nieustannym wstawiennictwem u Bożego Miłosierdzia za każdą i każdego z Was.

My, ludzie z Przystani, jesteśmy ciągle w drodze, na szlakach Jego nieustannego poszukiwania człowieka w potrzebie. Chcemy dotrzeć wszędzie tam, gdzie człowiek jest głodny prawdy o sobie, czyli tego, że nie da się nas zrozumieć bez miłości. Pamiętajcie, jesteśmy posłani. Nieśmy Miłość do małżeństw i rodzin. Bez Niej jesteśmy tylko cieniem prawdy. Nieśmy ją niestrudzenie, bo czerpiemy moc nie z siebie, tylko z Jego Zmartwychwstania.

Z serca Was błogosławię. I razem z Wami wołam: Alleluja. On Zmartwychwstał. I żyje. A my w Nim. Na wieczność całą.

Ks. Jarosław

Reklamy

Wielka Noc

Przychodzi do Ciebie. I ma Ci tyle do powiedzenia.

Przychodzi do Ciebie, co mówisz, że nie masz siły. I mówi, że wszystko wie, i nie przeraża Go twoja słabość, i starczy ci Jego łaski. Starczy ci Jego miłości do obdzielenia nią innych.

Do Ciebie, co mówisz, że boli. I mówi: napełnię Twoje rany moim światłem i będziesz je nosić jak medale. I jak pamiątki najbardziej osobistych spotkań ze Mną. I spotkasz w tych ranach wielu, którym dasz słowo otuchy.

Przychodzi do Ciebie, co boisz się jutra. I mówi, że jest Twoim jutrem, że nigdy Cię nie zawiedzie.

Przecież dla Ciebie przeszedł to wszystko – i zmartwychwstał. Żebyś nigdy nie był sam.

M

cisza

Ma dla mnie w przeżywaniu Wielkiej Soboty wielkie znaczenie i zawsze mi się z nią kojarzy. Na nią wieczorem w Wielki Piątek z utęsknieniem czekam. Cisza i nagły spokój, jak w filmie, gdy po decybelach hałasu nagle w ułamku sekundy nie słyszymy nic.  Albo jak oko cyklonu, gdy po szaleństwach żywiołu nagle wszystko się uspokaja. I następuje to szczególne uczucie ulgi ze świadomością tego, że jednak za chwilę znowu coś nastąpi.

A wiem, że nie wrócą już z taką siłą żywioły Wielkiego Tygodnia.  Świadomość, że wśród ukochanych uczniów jest zdrajca, że wierność deklarowana okazuje się nieprawdziwa, że nawet czuwać na modlitwie nie potrafią oraz że rozproszą się i mało kto zostanie pod krzyżem. Choć serce jeszcze rozdygotane okrucieństwem Drogi Krzyżowej to przecież wie, że …

Jakże bym chciał, by każdy mój dzień był wypełniony takim wyczekiwaniem na to, co wiadome, co oczywiste, co tak upragnione. Na spotkanie ze Zmartwychwstałym. Ale na razie sza… Trwajmy w ciszy, ciszy oczekiwania.

Michał

więzy krwi

Wypowiada z krzyża tak niewiele słów, a jednak mówi całym sobą.

Że każdy człowiek jest wartościowy, że nie ma dla Niego takiego, który by się nie liczył.

To ostatni sposób, żeby jeszcze coś powiedzieć do tych, którzy nie wierzą już w żadne zapewnienia. Bo może tyle wydarzyło się w ich życiu.

Przez kilka lat działania dawał z siebie wszystko, żeby powiedzieć o miłości Ojca. Mało spał, nie miał swojego kąta, szukał pogubionych i oni szukali Jego, uzdrawiał, przebaczał, brał w obronę, pokazywał drogę do prawdziwego życia.

Ta ostatnia deklaracja miłości jest totalna, jest otwarciem całego Siebie. Żeby Ci to powiedzieć, uczynił się całkowicie bezbronnym. Wziął na Siebie Twoje ciężary i pozwolił się tak bardzo zranić. Gdy rozebrany z godności i odrzucony, woła do Ojca o swojej samotności, wydaje się, że nie ma już ani wiary, ani nadziei, a treścią Jego ofiary pozostaje jedynie bezgraniczna, „nielogiczna” miłość.

Do Ojca. Do Ciebie. Żebyś Go przyjął. Żebyś Mu uwierzył. Żebyś pozwolił Mu stać się częścią Twego życia.

M

Nie zapomnij o Ogrójcu.

W poniedziałek Michał pisał o różnych miejscach, w których mamy nadzieję Was spotkać w tym świętym czasie. Dziś spotykamy się więc w tajemnicy eucharystii oraz – z serdeczną pamięcią, modlitwą i wdzięcznością – przy Jego (i naszych) kapłanach.

Ale też i w Ogrójcu.

Smutna jest dusza moja aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze mną!” – tak prosił Jezus swoich uczniów w noc przed męką. A oni, znużeni, posnęli.

Jak ważna jest dla mnie lekcja Ogrójca. Gdy jest ciężko, przypominam sobie Jezusa, który „pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił”, który jest tak bardzo autentyczny względem Ojca, że nie wstydzi się okazać swoich uczuć i wołać „zabierz ode mnie ten kielich”, który ostatecznie zgadza się na Jego wolę („nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!”) mimo strasznej trwogi związanej z jej spełnieniem. I w tej śmiertelnej trwodze i bólu zaprasza nas – Jego uczniów i bliskich, byśmy przy Nim byli, byśmy nie posnęli. Nie może nas tam zabraknąć.

Basia

przygotowania

„On odrzekł: Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka, i powiedzcie mu: Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie chcę urządzić Paschę z moimi uczniami.” (Mt 26,14-25)

Te kilka dni Wielkiego Tygodnia, pomiędzy Niedzielą Palmową a Wielkim Czwartkiem, wcale nie są zawieszone w próżni. Jest to czas, jakże bliski i jakże znany memu sercu. Czas, w którym narasta ludzka trwoga Pana Jezusa przed czekającym Go cierpieniem, a jej apogeum wyraźnie widać w Ogrodzie Oliwnym.

I ta moja bezradność, bezsilność i brak pomysłu, co robić?

I nawet w tak trudnej dla siebie chwili Jezus mnie nie opuszcza. Dokładnie mi mówi, co zrobić, bo chce ze mną spędzić te chwile. Niezależnie od tego, jak ja będę umiała je przeżyć. Po prostu chce, żebym się przygotowała, żebym była.

Księża, znani Jezusowi, posługują w konfesjonałach, aby pomóc nam przygotować się do tej Paschy.

I jeszcze dzisiaj, sprzątanie Kościoła, chociaż to nie nasz dyżur, ale może i moja praca się przyda.

Dorota

nie uciekaj, bądź

Przyjaciel Męża, ojciec dwójki małych dzieci, kilka lat temu zapadł na ciężki nowotwór. Diagnoza ze złymi rokowaniami przyszła w samo Triduum Paschalne. Po ciężkiej walce o życie, trwającej wiele miesięcy, opowiadał z Żoną na rekolekcyjnym dzieleniu, jak bardzo bolało, że ucichł telefon, zamarły wizyty, skończyły się propozycje życia towarzyskiego. Dziękował Andrzejowi za to, że zachował w tym czasie normalny kontakt. A przecież pamiętam, jak bardzo wystraszony Andrzej jechał wtedy do szpitala w odwiedziny, po operacji, co nie dała nadziei. „Co ja mu powiem?”

Można rzec: chcesz, żeby wokół Ciebie zrobiło się pusto, powiedz innym o swoim cierpieniu, na które nie znasz lekarstwa. Bezradność zabija w nas pamięć o zwykłych gestach i słowach, niosących ulgę. Łatwiej jesteśmy tam, gdzie możemy coś „zdziałać”, gdzie jesteśmy skuteczni.

Co powiedzieć Jezusowi, który ma swoje ostatnie dni życia, ale już przecież jest skazany na śmierć, spisany na straty? Przecież poradzi sobie jakoś, trudno, taka wola Boża, wszystko nieuniknione. Niebawem sobota, niedziela, lany poniedziałek.

A jednak robi to dla Niego kolosalną różnicę, aby ktoś z Nim był. Ktoś znaczy Ty, bo nikt Ciebie nie zastąpi. Żebyś był ze swoim niewielkim spektrum możliwości działania – ale czy chorego dziecka nie trzymasz za rękę? Czy sam, śmiertelnie przerażony, chciałbyś wiedzieć, że ktoś przy Tobie trwa?

Oczywiście w każdym z nas jest Piotr, zdolny do dezercji, nie jesteśmy od niego lepsi. Ale jest też w nas i Jan, i Maria Magdalena – z ich bezgraniczną i „nieracjonalną” miłością. Czy Jezus w wielkim spektaklu odrzucenia zauważył, że z Nim byli? Przecież i tak zgasł w męczarni.

Czy mimo to – nawet w gaśnięciu, a może zwłaszcza i szczególnie wtedy – nie potrzebujemy, by ktoś jednak był z nami aż do końca?

M