polegać na miłości

Dyscyplina  (rzecz niezbędna w wychowaniu) – może być oparta na miłości lub na strachu.

Strach izoluje i dzieli. Miłość  tworzy wspierające więzi.

Strach koncentruje się na tym, czego brakuje i łatwo osądza. Miłość  szuka tego, co najlepsze i raduje się dobrem.

Strach szuka winnych. Miłość szuka rozwiązań.

Choć strach prowadzi do szybkich (choć nietrwałych) „efektów wychowawczych”, to tylko miłość rozwija i wychowuje do samodyscypliny.

Strach osłabia, miłość umacnia.

Nie ma potężniejszego „narzędzia wychowawczego” od miłości. Nie bójmy się na niej polegać.

z inspiracji: Becky A. Bailey, Easy to love, difficult to discipline.

Basia

wsparcie dla Brata

Drodzy Czytelnicy,

Zapewne część z Was pamięta opisywane tu przez ks. Jarka święcenia i prymicje ks. Dariusza Krawczyka. Pisaliśmy o nim już kilka razy.* Niektórzy mieli to szczęście poznać go osobiście. Dziś załączamy prośbę od Przełożonych Instytutu Świętej Rodziny, wspólnoty, do której należy ks. Szymczak i blisko jesteśmy my, poprzez comiesięczne spotkania i rekolekcje letnie:

Ukochani w Rodzinie Świętej! 

Nasz Brat, Ks. Dariusz, nie oszczędza się w radosnej i ofiarnej posłudze. Jednak ostatnie badanie wykazują, że stan jego zdrowia się pogorszył. 

Wydaje się, że przez ten znak Rodzina Święta zaprasza nas do wzmożenia modlitwy o cud jego uzdrowienia. 

W naszej Wspólnocie podczas codziennej Adoracji Najśw. Sakramentu chcemy w tym czasie – do rocznicy święceń kapłańskich naszego Brata, tj. do 16 marca br.– złączyć to błaganie ze szczególnym zawierzeniem Matce Najświętszej – poprzez rozważanie różańcowej piątej tajemnicy światła – Ustanowienia Eucharystii. 

Dziękując – w imieniu całej Wspólnoty – za Wasze trwanie na modlitwie w intencji naszego Brata, proszę o szczególną łączność w tym błaganiu o cud jego uzdrowienia. 

Z serdecznym błogosławieństwem –

ks. Krzysztof Wolski

Do spotkania na modlitwie za ks. Darka,

Zespół Przystani

*także TU i TU.

chce ci spojrzeć w oczy

„A Jezus natychmiast uświadomił sobie że moc wyszła z Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła.” (Mk 5,30-32)

Ile to razy wydawało mi się, że nie jestem godna czegoś, więc od razu rezygnowałam. Wiele razy też, nie wierząc we własne siły, umniejszając swoją własną wartość, swoje możliwości – odsuwałam się na bok.
Ileż to razy nie chciałam Panu „zawracać głowy” swoimi kłopotami i zmartwieniami, gdyż wydawało mi się, że są one nieistotne w obliczu spraw wielu innych osób. A jeśli już coś miałoby istotne znaczenie, żeby Panu przedstawić, to hamowało mnie to, że pewnie nie zrobiłabym tego tak dobrze jak inne osoby, które są bliżej Niego i na co dzień z Nim.

A jednak, mimo że i tak On wszytko wie, chce każdemu, kto z wiarą pragnie choćby frędzla u Jego płaszcza się dotknąć, spojrzeć w oczy. Bo Jego łaska przecież spływa na każdego. Gdy z wiarą przyjdziemy do Niego, będzie to na pewno wyjątkowe spotkanie, które wszystko uzdrowi.

Dorota

skarby i świnie

A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic. (Mk 5,16)

Nasze rozmaite skarby. I wolność serca. Podzielił się ze mną serdeczny kolega, który wszedł z żoną właśnie na Drogę neokatechumenalną, że nie potrafiłby jeszcze zostawić domu, miasta i jechać na misje. Rozmawialiśmy.

Mam za sobą już tak bardzo radykalne decyzje zostawiania wszystkiego. Coraz bardziej jednak doświadczam, że Pan Bóg nie jest siłą odbierającą, ale obdarowującą. I mam wrażenie, że obchodzi się On bardzo delikatnie ze sprawami nam drogimi – właśnie dlatego, że są drogie. Poza sytuacjami grzechu, z którym – jak ze świniami z dzisiejszej Ewangelii – najlepiej się rozstać w trybie pilnym, ofiarowywanie Mu naszych skarbów może się dokonywać w wielkim zaufaniu.

Jeśli będzie potrzeba coś przewartościować, w pewnym sensie – „stracić” – to tylko dlatego, by to otrzymać w nowej postaci. Bo zbyt absorbowało, bo skarb był za dużym balastem w drodze, bo obchodziliśmy się z nim w raniący dla nas samych sposób. A przecież i ja, i Ty – to dla Niego największy skarb. Ofiarując Mu siebie i wszystko, co nasze, składamy depozyt w najbezpieczniejsze miejsce. „Kładę się, zasypiam i znowu się budzę, ponieważ Pan mnie wspomaga” (Ps 3,5).  Nosi nas w sercu.

M

wyrzutnia uczuć

W pewnym miejscu globalnej sieci natrafiłem na cytat: „Nigdy nie pozwolę kierować się uczuciem, czy sercem, ale rozumem i sumieniem”1. Dwa dni później zdanie : „to nie uczucie ma kierować myślą, ale świadoma myśl ma być wyrzutnią uczuć”, znalezione w otwartej bez większego celu książce utwierdziło mnie w przekonaniu, że to nie przypadek. Choć temat dla mnie nie nowy, zastanowiłem się ponownie. Dlaczego tak trudno utrzymać kierowniczą rolę woli? Woli kierowanej rozumem oświeconym wiarą dodam. Przecież każdy z nas doświadcza tych chwil, gdy uczucia, zwłaszcza gwałtowne, narzucają się jako najważniejsze, jako punkt odniesienia do oceny tego co dobre, co złe, co należy zrobić. Ja już nie raz jednak doświadczyłem także,  jak bywają mylne gdy nie podda się ich chwili refleksji. Oczywiście nie wolno ich bagatelizować, co gorsza tłumić. Są ważne, o czymś nas informują, mają otworzyć nam oczy na jakąś prawdę, która często jeszcze nie została przez nas całkowicie odkryta, zrozumiana. Lecz bez refleksji bywają zwodnicze. A „refleksja ma przewagę nad tym „co się nam myśli”. Modlitwa przetwarza to, „co się nam myśli” w refleksję i równocześnie ją przewyższa”3 Trudna ta mowa, można by rzec. Jednak „to  co jest naprawdę coś warte, to drogo kosztuje.”4

Michał

  1. Św. Teresa od Jezusa z Los Andes
  2. Bł. Jan Paweł II w: Beskidzkie rekolekcje, W. Półtawska
  3. tamże, str. 56
  4. tamże , str. 49

rana

*Była na studiach, gdy zaczęła słyszeć głosy. Zdiagnozowano schizofrenię. Dopiero po wielu latach koszmaru choroba okazała się reakcją psychiki na traumę z dzieciństwa.

**Stracili dziecko. Lekarze poinformowali, że przyczyn pierwszego poronienia się nie diagonozuje. Uparli się. Szukali. Poronienie było wynikiem niedoboru progesteronu. Traciliby kolejne dzieci.

***Urodziła dziecko z zespołem Downa. Wszyscy stukali się w czoło.

Ale.

*Kobieta ze schizofrenią skończyła studia po dziesięciu latach. Jako najlepsza w historii uczelni. Rozpracowała chorobę. Dziś pomaga milionom ludzi na świecie, poprzez organizację Intervoice.

**Zostali rodzicami kolejnego dziecka, przyszło zdrowe na świat. Rozpowszechnili NaProTechnologię w naszym mieście w skali, w jakiej nikomu by się nie śniło. Walczą o monitorowanie poziomu progesteronu podczas ciąży.

***Prowadzi kampanię społeczną. Wystąpiła w Sejmie, gdzie ją wyśmiano, ale ona przypomina ludziom, że życia się nie wartościuje, ale kocha.

Twoja największa rana. Twoje przekleństwo, z którym się zmagasz od lat. Twój największy charyzmat. Cierpliwości.

M

*Eleanor Longden, można obejrzeć na TED TALKS tu.

**Autorzy strony naprotechnologia.wroclaw.pl

***Kaja Godek, Fundacja Pro.

ziarnko

„(Królestwo Boże) … Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane wyrasta i staje się większe od jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu.” (Mk 4,31-32)

Miałam to szczęście, że moi Rodzice zasiali moje ziarnko gorczycy, moją wiarę, na Chrzcie świętym. A ono zakiełkowało i wzrastało.

Wiara ma to do siebie, że jak to ziarnko, gdy będzie mieć dobre warunki, będzie pielęgnowana, to będzie rozwijać się i wzrastać do takich rozmiarów, że w gałęziach naszej wiary mogą znaleźć bezpieczne schronienie nasze dzieci, mogą się wesprzeć słabi, chorzy, wątpiący.

Wszytko, o co muszę zadbać, to o dobre warunki do wzrostu.

Dorota

Rangitoto

600 lat temu jeden z 50 wulkanów w okolicy Auckland wybuchł i pojawiła się wulkaniczna wyspa. Czysta wulkaniczna lawa wystająca na pond 260 metrów ponad poziom morza, z potężnym kraterem. Lokalna atrakcja przyciągająca wielu turystów. Można się tam dostać promem, który dwa razy w ciągu dnia zawozi turystów pragnących zobaczyć to niezwykłe zjawisko.

Dziś to oaza zieleni, która pokrywa prawie całą wyspę. Najpierw pojawiły się mchy, potem przyniesione przez wiatry i ptaki nasiona, które stopniowo zaczęły zajmować to kompletnie niegościnne dla życia miejsce. Obumierając zostawiały miejsce dla następnych i następnych, by stać się środowiskiem dla coraz większy roślin. Gdy dziś patrzy się na wyspę z zewnątrz, trudno dać wiarę, że jeszcze tak niedawno, z geologicznego punktu widzenia nie było tu nic poza wulkaniczną skałą. Niezapomniany widok tworzą wulkaniczne jaskinie. Spotykamy turystów z tak wielu miejsc na świecie. Młode małżeństwo z Austrii, doktorantów z Chin, młodych Szwedów i Anglików.

Podziwiam siłę życia. Trudno sobie wyobrazić bardziej niegościnne dla życia miejsce niż wulkaniczna lawa. I gdyby nie wizyta na miejscu, byłbym przekonany, że to nic innego jak kolejna piękna wyspa.

A ja w tym miejscu myślę o małżeństwach, które przez rozmaite kataklizmy stały się miejscami, w których wydawało się, że już życie nie zagości. A jednak. Gdyby małżeństwo było naszym pomysłem, to pewnie by tak było, ale ponieważ jest darem i dziełem Pana Boga, ma w sobie ciągle siłę do wzbudzenia życia na nowo. Potrafi ono powstać na nowo nawet i z popiołów. Tak jak ta wyspa. Czasem potrzeba kogoś, kto jak ptaki przyniesie ziarno nowego życia przez modlitwę, dobre słowo, przykład. Wymaga czasu, ale jeśli tylko na to pozwolimy, prędzej czy później wyda dobre owoce.

Bo życie jest silniejsze niż śmierć.

Fr. Jay

Rangitoto 2

Rangitoto

Rangitoto 3

 

Rangitoto Panorama

Boży dom

Czy ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie?” (2 Sm 7, 5)

To pytanie do mnie – żony i mamy. Tak, jakby Pan tęsknił  za zamieszkaniem w rodzinie, jak kiedyś. I chce być członkiem mojej rodziny. Jaki dom Mu buduję? Czy Jezus odnajduje w niej ślady Świętej Rodziny- tej najdroższej i najbliższej Jemu?

Jego domem jest również moje serce. Stało się nim w momencie chrztu św. Staje się nim w szczególny sposób, gdy przyjmuję Jego Ciało i Krew.

Młodziutka karmelitanka bł. Elżbieta od Trójcy Świętej tak pisała: „W moim wnętrzu istnieje pustelnia, w której przebywa Chrystus, i nikt nie jest w stanie mnie jej pozbawić”. Spotkanie z Nim we własnym sercu – źródło równowagi, mocy i radości.

Basia

nie chce być sam

„Któż jest moją matką i którzy są braćmi?” (Mk 3, 33)

Dlaczego Bóg szuka wzrokiem rodziny? Czy sam w sobie nie jest szczęśliwy, pełny? Wydawałoby się, że nie ma bardziej samowystarczalnego bytu.

Rozglądamy się nieraz wokół siebie w podobny sposób, może zwłaszcza w momentach, gdy wydaje się nam, że nasze dłonie łapią powietrze szukając oparcia. Potrzebujemy do życia więzi, poza wyjątkowymi przypadkami głębokiej socjopatii. Ale nawet serialowy Dr House miał swojego Wilsona. Potrzebujemy silnej więzi małżeńskiej na dobre i na złe. Potrzebujemy dobrych relacji z dziećmi. Potrzebujemy przyjaciół, powierników, przewodników. Nawet „dzień dobry” w sklepie otwiera nas na drugą osobę, z jej kłopotem znalezienia właściwego guzika na kasie fiskalnej. Pragniemy więcej niż tylko „załatwiać sprawy”.

Zdumiewa, że i On pragnie więzi. Więzi ze mną. Sam przyszedł to pokrewieństwo mi podarować, kosztowało Go przecież drogo, ale tak bardzo chciał zbliżyć się do mnie. Po to przyszedł na świat. I jeszcze podpowiedź, jak tę więź umacniać: szukając woli Ojca, za nią podążając. Nieważne, że przez wywrotki. Przez moje „tak, chcę być Twoją siostrą/bratem, zabierz mnie ‚do siebie’, spraw we mnie to, czego jeszcze nie potrafię”.

To zawsze nowy początek wielkiej przygody.

M