tajmnica Wcielenia

Bardzo lubię dzisiejszy ewangeliczny fragment… Będąc w Ain Karim kilka lat temu koniecznie chciałam zrobić zdjęcie niezwykle poruszającej rzeźby przedstawiającej spotkanie obu Kobiet. Mogę na nią wciąż patrzeć i wyobrażać sobie tę chwilę:

030720101093(1)

Maryja wchodzi do domu Elżbiety i ją pozdrawia. Głos Matki Bożej sprawia, że w łonie Elżbiety ‘podskoczyło z radości dziecko’ /por. Łk 2,44/. W taki sposób – radością i podskokami (lubię sobie wyobrażać, że na pewno uśmiechał się wtedy) – reaguje mały Jan, który w niezrozumiały dla człowieka sposób pojął fenomenalną prawdę o Wcieleniu – tym Momencie, w którym Bóg tak radykalnie inny – tak głęboko zjednoczył się z człowiekiem. Zadziwiam się tą Janową wrażliwością na obecność Boga w człowieku, jego spostrzegawczością, jego wyczuleniem.

I przypomina mi się zasłyszana niedawno konferencja, której Wcielenie było wiodącym tematem. Wydawało mi się, że to temat, który już mnie niczym nie zaskoczy. A jednak zaskoczył… dlatego pozwolę sobie streścić główną myśl, którą kapłan w niej przekazał.

„Mimo nieskończonej przepaści między Bogiem a człowiekiem – we Wcieleniu doszło do głębokiego połączenia Wcielając się w Człowieka, Bóg przyjął każdego człowieka z całą jego naturą, z całą jego grzesznością. Stając się Człowiekiem Chrystus sprawił, że w Jego Człowieczeństwie jesteśmy obecni wszyscy: i ty, i ja, i każdy człowiek. To głębokie połączenie rodzi konsekwencje etyczne i społeczne. W człowieku obok mnie żyjącym mieszka Chrystus – Bóg. I to właśnie dlatego ten człowiek godny jest najwyższego szacunku i miłości”.Boga z człowiekiem.

Niech ten nadchodzący świąteczny czas pobudza nas do coraz większej wrażliwości i wyczulenia na obecność Boga w drugim człowieku.

s. Nazaria

Reklamy

Brukselska iskierka błyszczy dalej

W „stolicy Europy” gościliśmy tym razem ks. Darka. Piękny to był czas i owocny, dziękujemy! Jak zwykle było też wesoło: dzieci szalały na stertach poduszek i materaców, odwiedzały kózki i bawiły się na placu zabaw, a dorośli odkrywali starodawne sposoby jedzenia bez (zapomnianych) sztućców oraz grillowania na kratce, której strach był dotknąć, nie mówiąc o położeniu mięsiwa, tak była przerdzewiała… Trochę jak z tymi pięcioma chlebami i dwiema rybami – daliśmy, co mogliśmy, a Bóg już zrobił resztę.

Ciekawe, jaka kulinarna przygoda czeka nas następnym razem? Bo, że duchowa będzie, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości.

Agnieszka i Rafał z Brukseli

Brukselska iskierka

13 października, w dzień, gdy papież Franciszek powierzył świat Niepokalanemu Sercu Maryi, w Brukseli nieśmiało rozbłysł pierwszy płomyczek, a może raczej pierwsza iskierka Świętej Rodziny. Na prawdziwe Ognisko przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, ale i tak cieszymy się z tych początków. Zaczęło się profesjonalnie: przyjechał do nas ksiądz Wiesław, a później był już klub miłośników Mickiewicza, czyli Wielka Improwizacja – nasza specjalność. Ponieważ okazało się, że wynajęta przez nas sala w klasztorze była wynajęta już wcześniej i kościół zresztą też, ks. Wiesław szybko odnalazł się w nowej sytuacji, pobłogosławił 18 pizz z Pizzy Hut i poprowadził dzielnie grupę pielgrzymkową, wędrowaliśmy z miejsca na miejsce i z wiatrem wtór, bo faktycznie miejscami budynek słabo zaizolowany.

Wszyscy pełni radości, ułożyło się jak zwykle lepiej niż w naszych planach. Mamy tylko nadzieję, że iskierka będzie coraz mocniej błyskać. Będziemy dmuchać z całych sił. Prosimy o modlitwę, żeby wyszło z tego Ognisko, przy którym wszyscy będą mogli się ogrzać i nasycić.

Agnieszka

okienny alarm

Jezus, znając myśli ich serca, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: ‘Kto przyjmie to dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmie, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki’. (Mt 9,48)

Moja współsiostra jest pielęgniarką w domu dziecka (prowadzonym przez diecezjalny Caritas). Kilka dni temu była w pracy, gdy nagle o godzinie 12.25 (dokładnie!) rozległ się przejmujący dźwięk alarmu. Jednocześnie z panią księgową wybiegły ze swoich zakamarków i pobiegły po klucze. Chwyciły je szybko i zbiegły na dół – do właściwych drzwi. Drżącymi rękami trafiły do zamka, otworzyły drzwi i spojrzały w kierunku małego OKIENKA*.

Tym razem to nie paczka pampersów ani torba z ubrankami dziecinnymi. Ani puszki po piwie (które także potrafią się pojawić podrzucone przez jakichś amatorów nocnej popijawy).

Na przyokiennym przewijaku leżało małe zawiniątko omotane w ręcznik.

– To lalka – stwierdziła pani księgowa.

– Nie. Zobacz… rusza się!

Gdy współsiostra opowiada o znalezieniu małego chłopczyka w oknie życia, ma łzy w oczach. Dziecko od razu trafiło do szpitala, zostało przebadane. Zapewniono chłopcu stosowną opiekę. Rozpoczęły się też właściwe procedury…

Dziękujemy Ci, Panie Jezu, za rodziców, którzy przyjmą TEGO chłopca.

Dziękujemy Ci, Panie Jezu, za rodziców, którzy przyjęli obce dziecko pod swój dach, którzy z odwagą i miłością zgodzili się na adopcję dziecka. Mimo obaw i niepewności, bez względu na konsekwencje. Przyjęli je na dobre i złe, w zdrowiu i w chorobie… A w nim przyjęli Ciebie.

 s. Nazaria

 * w ciągu czterech lat w tym konkretnym ‘oknie życia’ znalazło schronienie siedmioro dzieci

 

Bogdan

Żył w ziemi polskiej człowiek imieniem Bogdan.
Był to rolnik, człowiek prosty i spokojny.
Miał żonę, dwóch synów i dwie córki.
Majętność jego stanowiło duże gospodarstwo rolne,
na którym pracował i o które się troszczył.

Pewnego dnia troje dzieci jego w wieku szkolnym
wraz z żoną i matką udały się na zakupy.
Rok szkolny się zaczął,
uzupełnić potrzebne rzeczy należało.

Późno się zrobiło,
żona, córki dwie i syn nie wracają.
Telefonu nie odbierają.

Wypadek był na trasie, tir najechał na osobowy samochód
– sąsiad przyszedł, by mu o tym powiedzieć.

Pojechał Bogdan na miejsce wskazane.
O mało co nie upadł na ziemię. Jeszcze nie jest w stanie wyszeptać:
Dał Pan i zabrał Pan.
Jeszcze nie jest w stanie wyszeptać:
Niech imię Pańskie będzie błogosławione.

Usłyszeli ludzie o wszystkim, co na niego spadło.
I przybiegli czym prędzej.
Redaktorzy i dziennikarze z lokalnej prasy.
Telefon zadzwonił:
Jestem pana przyjacielem, mogę pomóc.
Jestem prawnikiem.
Proszę, to mój telefon …
Kolejny wjechał na podwórze, wizytówkę zostawił.
Też prawnik.

I przyszli inni, rodzina, sąsiedzi, proboszcz.
Zorganizowali pogrzeb.
Wszystkim się zajęli.
Była cała szkoła, do której dzieci chodziły.
Ludzie z wiosek tłumnie przybyli.
Wśród bólu i łez odbył się pogrzeb.
Cztery trumny w jednej wspólnej mogile.

Cisza nastała.
Koniec stał się początkiem najtrudniejszego.
Został Bogdan z małym, dwuletnim synkiem.
Nie jest w stanie wyszeptać:
Dał Pan, zabrał Pan.
Nie jest w stanie wyszeptać:
Niech będzie imię Pańskie błogosławione.

Proszę: obejmijcie modlitwą Bogdana – współczesnego Hioba.
Bo teraz mu ta nasza modlitwa najbardziej potrzebna.

s. Nazaria

Spokojna przystań, cichy port

– Zobaczcie! W drodze na Sarnią Skałę ktoś ułożył z kamieni wielki napis „PRZYSTAŃ”!
– Świetnie, napisz coś o tym.
– Ale ja tak nie potrafię. Nie jestem zawodowcem, który pisze na zadany temat.
– To prawda. A ponieważ lubisz wyzwania, chętnie napiszesz, nieprawdaż?
DSC_0170
Kilka dni później, już po wakacjach, w naszym domu szaleje sztorm. Emocje związane z powrotem do szkoły, nowymi nauczycielami, zadaniami, starymi trudnościami wybuchają i są nie do opanowania. Wściekły na wszystkich poczynając od siebie, umykam do miejsca zwanego szumnie biblioteką, z książką „Droga wewnętrznego uzdrowienia”. Właściwie wolałbym Tolkiena, ale Renata w Wisełce zachęcała do lektury równie serdecznie co stanowczo, poza tym ubrania czekające na prasowanie utrudniają dostęp do ww.

Siedzę w moim schronieniu, patrzę na zamknięte drzwi i czytam od miejsca, gdzie przerwałem miesiąc wcześniej „Ta droga wymaga naszego wysiłku. Otwórzmy drzwi i wraz z Chrystusem dotrzyjmy do jądra naszych problemów…” Zdecydowanie Tolkiena milej się czyta. I dłużej.

Do portu spokojnej rozmowy i wzajemnego zrozumienia dotarliśmy z Żoną jakieś dwie godziny później.

Andrzej J.

Kropelki

Z podpowiedzi zaprzyjaźnionego lekarza używam czasem pewnego lekarstwa dawkowanego kroplami. Jedna kropelka to za mało by pomogło. Potrzeba więcej kropelek… przykładowo dziesięć. Wtedy pomaga. Wtedy lekarstwo działa.

W ostatnią niedzielę Ojciec Święty zaapelował, byśmy podjęli modlitwę i post w intencji o uproszenie pokoju w Syrii. W pierwszym odruchu pomyślałam: i co to da? Co da taka moja nieudolna modlitwa? Czy w czymś pomoże podjęte zazwyczaj bardzo niewielkie umartwienie?

Dziś zdałam sobie sprawę, że taki właśnie mały wysiłek to kolejna kropelka w „morzu modlitwy i postu” całego Kościoła. Jedna kropelka to za mało by pomogło. Potrzeba ich więcej… dziesięć, sto, tysiąc… Już wiem, że w najbliższą sobotę wieczorem zrezygnuję z oglądania  meczu ulubionej drużyny i wybiorę się do swojej parafii na fatimskie nabożeństwo. Zechcę też podjąć przynajmniej drobne dzieło pokutne. To będzie moja „pokojowa” kropelka.

Czy zechcesz dołączyć swoją kropelkę?

s. Nazaria

Modlitwa wstawiennicza o pokój w Syrii

Boże Miłosierdzie,

Usłysz krzyk rozpaczy mieszkańców Syrii.
Pociesz tych, którzy cierpią z powodu doznanej przemocy.
Pociesz tych, którzy opłakują swoich zmarłych.
Daj siłę sąsiednim krajom, aby chętnie przyjęły uchodźców z Syrii.
Przemień serca tych, którzy chwycili za broń;
I chroń tych, którzy poświęcają się dla pokoju.
Boże nadziei, zachęcaj przywódców, aby wybrali pokój, a nie przemoc
i aby szukali pojednania ze swoimi wrogami.
Rozpal w Kościele Powszechnym współczucie dla narodu syryjskiego;
I daj nam nadzieję na przyszłe budowanie pokoju dla wszystkich,
które będzie oparte na sprawiedliwości.
Prosimy o to przez Jezusa Chrystusa, Księcia Pokoju i Światłość Świata.
Amen.

BANER_APEL_SYRIA