polegać na miłości

Dyscyplina  (rzecz niezbędna w wychowaniu) – może być oparta na miłości lub na strachu.

Strach izoluje i dzieli. Miłość  tworzy wspierające więzi.

Strach koncentruje się na tym, czego brakuje i łatwo osądza. Miłość  szuka tego, co najlepsze i raduje się dobrem.

Strach szuka winnych. Miłość szuka rozwiązań.

Choć strach prowadzi do szybkich (choć nietrwałych) „efektów wychowawczych”, to tylko miłość rozwija i wychowuje do samodyscypliny.

Strach osłabia, miłość umacnia.

Nie ma potężniejszego „narzędzia wychowawczego” od miłości. Nie bójmy się na niej polegać.

z inspiracji: Becky A. Bailey, Easy to love, difficult to discipline.

Basia

Reklamy

Duch Święty

wspomniany dziś w Ewangelii. Tak bardzo obecny w naszym życiu. Wzywany w czasie sprawowania Euchrystii i w czasie sprawowania Sakramentu Małżeństwa. Bez Niego nie było by rozgrzeszenia grzechów w Sakramencie Pojednania. A jednocześnie, choć tak ważny, tak dyskretny, że można Go nie zauważyć. Jak na naszej ikonie Rodziny Świętej. To wielkie zielone koło to On. Nikogo sobą nie przesłania. Obecny w każdym słowie i czynie Pana Jezusa. Miłość Ojca.

Bł. Maria, Mała Arabka, prosiła kapłanów, by w każdym miesiącu odprawili Mszę św. wotywną do Ducha Świętego. Tak bardzo potrzeba Go w naszych rodzinach.

Ale o tym niech już opowie ona sama: “Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, ktokolwiek będzie wzywał Ducha Świętego, będzie Mnie szukał i Mnie znajdzie, znajdzie Mnie przez Niego. Jego świadomość będzie delikatna jak polny kwiat. I jeżeli będzie to ojciec lub matka, pokój będzie w jego rodzinie. I pokój będzie w jego sercu zarówno w tym, jak i w przyszłym, świecie. Nie umrze w ciemności, ale w pokoju.

Żarliwie pragnę, byś powiedziała, że wszyscy kapłani, którzy odprawią Mszę św. raz w miesiącu do Ducha Świętego, uczczą mnie. A ktokolwiek Mnie uczci i będzie uczestniczył w tej Mszy św., będzie uczczony przez samego Ducha Świętego; i będzie miał w sobie światło; w głębi jego duszy będzie pokój. To On przyjdzie uleczyć chorych i obudzić tych, którzy śpią. A na dowód tego, ci wszyscy, którzy będą odprawiać tę Mszę św., albo będą w niej uczestniczyć, i którzy będą wzywać Ducha Świętego, nie wyjdą z tej Mszy św. nie doznawszy tego pokoju w głębi swej duszy. I nie umrą w ciemnościach”. [Za:] Bienheureuse Marie de Jésus Crucifié, Pensées, Editions du Serviteur, 1993, s. 85.

Niech Duch Święty nam od poniedziałku towarzyszy. Z Nim będzie łatwiej przeżyć ten tydzień tak, żeby nasze rodziny były piękniejsze.

Z pamięcią

Fr. Jay

szanujący rodzice

„Najważniejszą rzeczą w szacunku jest patrzenie. Ale patrzenie na co? Według nas, szacunek dla drugiej osoby polega na tym, aby patrzeć na wszystko, czego ona doświadcza, a w szczególności zwracać uwagę na jej uczucia i potrzeby. Patrząc na swoje dziecko, możecie skupiać się na różnych rzeczach. Możecie skupiać się na jego zachowaniu i oceniać je ze swojego punktu widzenia: swoich potrzeb i swoich kryteriów. Ale możecie także starać się spojrzeć na nie z jego własnej perspektywy, biorąc pod uwagę jego potrzeby i jego uczucia”. (Sura Hart, Victora Kindle Hodson, Szanujący rodzice, szanujące dzieci. Jak zamienić rodzinne konflikty we współdziałanie? Wydawnictwo MiND)

A stąd już blisko tego, do o czym pisał Benedykt XVI:

„Przenikając to, co zewnętrzne w drugim człowieku, dostrzegam jego głębokie wewnętrzne oczekiwanie na gest miłości, na poświęcenie uwagi (…). Patrzę oczyma Chrystusa i mogę dać drugiemu o wiele więcej niż to, czego konieczność widać na zewnątrz: spojrzenie miłości, którego potrzebuje.” (Benedykt XVI, Deus caritas est, 18)

Basia

Wieczorne różańce

Wspomniałem już wcześniej, że w oczekiwaniu na miejsce u ks. biskupa Carlosa zamieszkałem u rodziny Beatriz i Pepe. Uczestniczę więc w całym życiu domowym pełnym swoich rytuałów, jak poranne wyjście dzieci do szkoły i ich powroty, rodzinne obiady, z którymi czekamy na powrót Pepe z pracy, wspólne zabawy i wyprawy, odrabianie lekcji i spełnianie obowiązków.

Wszystko to tak dobrze znane z tylu odwiedzonych przeze mnie domów w czasie naszych Dni skupienia czy Programów. Tyle, że to były zwykle 2 – 3 dni, a teraz to trochę dłużej. Dzisiaj mija już 10 dni odkąd wylądowałem w Meksyku. I jeszcze drugie tyle będę tu mieszkać.

Moim ulubionym rytuałem stały się wieczorne różańce. Oczywiście, jeśli jedziemy gdzieś razem, jak np w odwiedziny do Matki Bożej, to wtedy modlimy się w drodze. Ale jeśli tylko jesteśmy wszyscy w domu, spotykamy się wspólnie, najlepiej u dzieci w pokoju, które już w piżamach i gotowe do snu – razem z nami się modlą. 

Wracam pamięcią do tych wszystkich odwiedzonych domów, gdzie różaniec odmawia się całą rodziną i to codziennie. Na początku to zawsze będzie trudne, ale z biegiem czasu staje się wspaniałym punktem dnia, na który się czeka. Czy może być coś piękniejszego niż rodzina spotykająca się na modlitwie? I czy córeczka zasypiająca w czasie różańca na kolanach u taty nie jest najpiękniejszym widokiem? Ile różnych pretensji i roszczeń – jak zawsze 😉 słusznych – można zgubić we wspólnym różańcu, ile pragnień można oczyścić, ile siły nabrać. Może mimo tego, że październik się skończył, nie trzeba kończyć ze wspólnie odmawianym różańcem?

z modlitwą za Was, Kochani

Padre J. 

mów do mnie częściej

Córka nasza Skakanka (lat 10) z uporem daje odpowiedź odmowną na prośbę mą jakże słuszną. Nie pomaga odwołanie się do tradycji przodków, przywołanie wielu otrzymanych tego dnia „łask” rodzicielskich. Ani uniesiona brew, ani lista konsekwencji. Jest późno, jest zmęczenie obu stron, jest ściana – jest eskalacja. Dwie kobiety w tak różnym wieku wykrzykują do siebie kilka przykrych zdań.

Później przytula się do mnie zmartwiona i mówię do niej: „Moja kochana Córeczko”. „Mów do mnie tak częściej”, odpowiada. „Znaczy mówię za rzadko?” „Tak”.*

I myślę, jakim On jest doskonałym pedagogiem. Wobec złości, wstydu, żalu, poczucia winy i krzywdy splątanych niemożebnie – i wobec wszystkich „już nigdy nikomu nie uwierzę”, przychodzi ze słowami: „Moje kochane Dziecko”. Przychodzi do okopu, do ciemnej szafy zwątpienia i obrazy, z rąk wyjmuje granat, pistolet, zmywa z twarzy maskę barw wojennych i nieufności. Rozbraja miłością, dodaje wiary przebaczeniem. Łagodny i cierpliwy Rodzic, który nie rezonuje burzy, co bierze nas w posiadanie. Jak bardzo chciałabym umieć tak samo. I proszę Go, mów do mnie tak częściej, żebym też umiała.

M

*Oczywiście przypomniałam sobie – niestety ciut za późno – wpis Basi.

redakcyjna rodzina poszerzona

Kamilka po chrzcieKamilka przyszła na świat 25 sierpnia tego roku i jest trzecią córeczką Agnieszki i Rafała, zwanych przez ks. Jarka (pardon, obecnie Fr. Jay’a) pieszczotliwie Brukselkami. To właśnie małżeństwo stoi za organizacją Programów Rozwoju Relacji Małżeńskich w Belgii, zaś Agnieszka najpierw pomagała mi tworzyć angielską wersję naszego bloga, a ostatnio zajmowała się z wielką wytrwałością tłumaczeniem wpisów sama.

Załączamy więc nieco spóźnione, ale serdeczne gratulacje i życzenia wszystkiego, co Niebo przychylić może całej wspaniałej Rodzinie!

Zaś dla wszystkich Rodziców, może zwłaszcza tych odczuwających w tej chwili trud rodzicielstwa, mała anegdota. Sue Hilgers opowiadała kiedyś, jak ich dorosła córka Teresa, skrytykowana za jakąś drobnostkę przez Tatę (którego jest oczkiem w głowie), odparła: „Hej, przecież jestem najcenniejszym darem”! 🙂 Był to oczywiście cytat z encykliki Papieża Pawła VI, stanowiącej od początku dla Dr Hilgersa inspirację do stworzenia NaProTechnologii: „Dzieci są najcenniejszym darem małżeństwa i samym rodzicom przynoszą najwięcej dobra” (Humanae Vitae 9).

Niech to od nas często słyszą. Niech z tą wiadomością się budzą i chodzą spać. „Jesteś fantastycznym prezentem dla nas!”. „Jesteś kimś jedynym w swoim rodzaju”. „Potrafisz”. „Cieszę się, że Cię widzę!” (i nie dlatego, że spełnisz moje wyobrażenia, ambicje i oczekiwania).

Niech są silne naszą miłością, by nie musiały jej sobie rekompensować gdzie bądź. „Gdzie bądź” zostawia rany na całe życie.

M

winda

Windą, która ma wznieść mnie do Nieba, są Twoje ramiona, o Jezu!

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus

Dziś wspomnienie tej Świętej, specjalistki od zaufania bez granic i miłości w zwykłych rzeczach.

Przez kilkanaście lat szukałam ilustracji do słów św. Teresy o tym, że drogą do świętości są ramiona Ojca. „Wynalazek”, który nazwała „windą”. Bo przecież On jest jak „ten, który podnosi do policzka niemowlę” (Oz 11,4). Ale przecież można wyobrazić sobie 356 pięter, które ta winda będzie musiała pokonać, by kiedyś, w końcu, na ostatnim piętrze, może…

Gesty Ojca jednak dokonują się już tu i teraz, w codzienności. Ojciec już dziś bierze swoje dzieci w ramiona i unosi je wysoko. Ojcowie to przecież specjaliści od akrobacji. Dlaczego to robi? Nie tylko wtedy, gdy jesteś słaby, gdy się przewracasz, gdy mówisz, że nie dasz rady ani kroku dalej. Także po to, by uradować się Tobą, swoim dzieckiem i wypowiedzieć nad Tobą swoje pełne optymizmu „tak”. I by Ci pokazać, jak wielki mimo słabości jest Twój potencjał złączony z Jego mocą: „na co Cię stać” – razem z Nim.

6032572549_1828cf94c6_o

Źródło: Ryan Smith Photography

M