Catholic Bible Study – Seeking Truth

Korzystam z okazji i wybieram się na spotkanie Bible Study. Lokalna inicjatywa diecezji Omaha, żeby w roku wiary jak najwięcej osób pogłębiło swoją znajomość Pisma Świętego.

W każdym tygodniu wieczorem spotyka się grupa ok. 200 osób, żeby wspólnie pochylić się nad kolejnym fragmentem. Głównym wykładowcą jest Sharon Doran, żona Stefana (lekarza neurologa, który nagrywa wszystkie spotkania Catholic Bible Study i umieszcza w internecie dla uczestników). Są rodzicami pięciu synów. Sharon od przeszło 10 lat walczy z rakiem, jest po wielu operacjach; z wykształcenia pedagog i biblistka, pasjonatka Słowa Bożego.

Po wprowadzeniu przez diakona w tematykę nawrócenia wszyscy przenoszą się do małych salek na spotkanie w grupach (osobno kobiety i mężczyźni lub grupa mieszana), by w oparciu o materiały zdać relację z przygotowania na dzisiejsze zajęcia. Dziś Dzieje Apostolskie, rozdz. 9 – nawrócenie św. Pawła. Po około godzinnym spotkaniu w grupkach wracamy do auli, gdzie Sharon z wielkim rozmachem wprowadza nas w teologię tego fragmentu. Pasja, wiedza i umiejętność przekazu w służbie Słowu.

Wszystko mnie tu zachwyca. Pełna sala ludzi. W każdej grupie prowadzący, który wie, o co chodzi. Świetne materiały. I to wszystko zorganizowane przez ludzi świeckich. I tak się cieszę, że mogę oglądać tak wspaniale wykorzystane talenty. I wracam pamięcią do niedawno odbywanych Programów. Ile się tam spotyka talentów, żeby usłużyć innym.

Jak dobrze być w Kościele. Wśród poszukiwaczy prawdy. Prawdy o każdym z nas i o naszych powołaniach.

Z Omaha

Fr. Jay

Reklamy

redakcyjna rodzina poszerzona

Kamilka po chrzcieKamilka przyszła na świat 25 sierpnia tego roku i jest trzecią córeczką Agnieszki i Rafała, zwanych przez ks. Jarka (pardon, obecnie Fr. Jay’a) pieszczotliwie Brukselkami. To właśnie małżeństwo stoi za organizacją Programów Rozwoju Relacji Małżeńskich w Belgii, zaś Agnieszka najpierw pomagała mi tworzyć angielską wersję naszego bloga, a ostatnio zajmowała się z wielką wytrwałością tłumaczeniem wpisów sama.

Załączamy więc nieco spóźnione, ale serdeczne gratulacje i życzenia wszystkiego, co Niebo przychylić może całej wspaniałej Rodzinie!

Zaś dla wszystkich Rodziców, może zwłaszcza tych odczuwających w tej chwili trud rodzicielstwa, mała anegdota. Sue Hilgers opowiadała kiedyś, jak ich dorosła córka Teresa, skrytykowana za jakąś drobnostkę przez Tatę (którego jest oczkiem w głowie), odparła: „Hej, przecież jestem najcenniejszym darem”! 🙂 Był to oczywiście cytat z encykliki Papieża Pawła VI, stanowiącej od początku dla Dr Hilgersa inspirację do stworzenia NaProTechnologii: „Dzieci są najcenniejszym darem małżeństwa i samym rodzicom przynoszą najwięcej dobra” (Humanae Vitae 9).

Niech to od nas często słyszą. Niech z tą wiadomością się budzą i chodzą spać. „Jesteś fantastycznym prezentem dla nas!”. „Jesteś kimś jedynym w swoim rodzaju”. „Potrafisz”. „Cieszę się, że Cię widzę!” (i nie dlatego, że spełnisz moje wyobrażenia, ambicje i oczekiwania).

Niech są silne naszą miłością, by nie musiały jej sobie rekompensować gdzie bądź. „Gdzie bądź” zostawia rany na całe życie.

M

w ręku Boga

Król perski Dariusz napisał… (Ezdr 6,7)

W nocy ks. Darek przeszedł udaną operację.

To, że Słowo Boże dzisiaj wymienia imię „Dariusz” aż kilkakrotnie, przywodzi mi na myśl, jak bardzo możemy doświadczyć, że „nasze imiona zapisane są w Niebie”. Stąd wiara, że i w największym cierpieniu spoczywamy w ręku Boga, który jest najbliżej i nic nie uchodzi Jego uwadze. Także to, czym nie jesteśmy w stanie podzielić się z nikim innym, co jest tylko naszym osobistym trudnym doświadczeniem.

Sama mam ogromny dług wdzięczności względem ks. Darka. Niedługo po swoich święceniach przyniósł światło Bożej nadziei do ciemnej piwnicy, w której się akurat znalazłam. Pamiętam całą godzinę modlitwy wstawienniczej przed Najświętszym Sakramentem, przyniesionym do pokoju na odległość ręki. I wiarę ks. Darka w dobroć Boga, jego ogromną pogodę ducha – mimo choroby – i gotowość do kapłańskiej służby i pomocy. Takie zetknięcie z osobowością jakby zagarniętą w posiadanie przez łaskę i miłość Pana Boga.

Nie ustawajmy w modlitwie.

M

Bogdan

Żył w ziemi polskiej człowiek imieniem Bogdan.
Był to rolnik, człowiek prosty i spokojny.
Miał żonę, dwóch synów i dwie córki.
Majętność jego stanowiło duże gospodarstwo rolne,
na którym pracował i o które się troszczył.

Pewnego dnia troje dzieci jego w wieku szkolnym
wraz z żoną i matką udały się na zakupy.
Rok szkolny się zaczął,
uzupełnić potrzebne rzeczy należało.

Późno się zrobiło,
żona, córki dwie i syn nie wracają.
Telefonu nie odbierają.

Wypadek był na trasie, tir najechał na osobowy samochód
– sąsiad przyszedł, by mu o tym powiedzieć.

Pojechał Bogdan na miejsce wskazane.
O mało co nie upadł na ziemię. Jeszcze nie jest w stanie wyszeptać:
Dał Pan i zabrał Pan.
Jeszcze nie jest w stanie wyszeptać:
Niech imię Pańskie będzie błogosławione.

Usłyszeli ludzie o wszystkim, co na niego spadło.
I przybiegli czym prędzej.
Redaktorzy i dziennikarze z lokalnej prasy.
Telefon zadzwonił:
Jestem pana przyjacielem, mogę pomóc.
Jestem prawnikiem.
Proszę, to mój telefon …
Kolejny wjechał na podwórze, wizytówkę zostawił.
Też prawnik.

I przyszli inni, rodzina, sąsiedzi, proboszcz.
Zorganizowali pogrzeb.
Wszystkim się zajęli.
Była cała szkoła, do której dzieci chodziły.
Ludzie z wiosek tłumnie przybyli.
Wśród bólu i łez odbył się pogrzeb.
Cztery trumny w jednej wspólnej mogile.

Cisza nastała.
Koniec stał się początkiem najtrudniejszego.
Został Bogdan z małym, dwuletnim synkiem.
Nie jest w stanie wyszeptać:
Dał Pan, zabrał Pan.
Nie jest w stanie wyszeptać:
Niech będzie imię Pańskie błogosławione.

Proszę: obejmijcie modlitwą Bogdana – współczesnego Hioba.
Bo teraz mu ta nasza modlitwa najbardziej potrzebna.

s. Nazaria

rodzicielstwo jakościowe

– czyli przeświadczenie, że im mniej dzieci „mamy”, tym więcej od nas mogą otrzymać. W prostym rachunku wychodzi, że według tej koncepcji idealną liczbą jest 1.

To właśnie przyszło mi do głowy, gdy wczoraj wymieniałam „drugie śniadania dla 1,2,3…, 6,… dzieci.” Zaraz przypomniał mi się wywiad z Robertem „Litzą” Friedrichem w Dzień Dobry TVN na temat tego, ile dzieci „warto mieć”. Litza, jak wiadomo, jest ojcem siedmiorga. Druga z zaproszonych osób opowiadała o tym, dlaczego tylko jedno – za to, jak sugerują badania – „wyższej jakości” (10-minutowy wywiad TU*, bardzo zachęcam do obejrzenia, jeśli Czytelnik jeszcze nie widział).

„Rodzicielstwo jakościowe” zamyka drzwi przed rodzeństwem i zostawia biednego jedynaka z bagażem wszystkich oczekiwań i ciężarem całej „miłości” rodziców. W nadziei, że dziecko tę „doskonałość rodzicielską” jakoś swojej mamie i tacie potwierdzi.

A przecież dzieci – to nie własność, nie narzędzie samopotwierdzenia czy dowartościowania, ale dar. Dar, który przychodzi mimo naszych obciążeń i rodzicielskich błędów. Ktoś kiedyś powiedział: „Jeśli aby mieć dzieci, trzeba być doskonałym, to Chrystus umarł na darmo”. A ponieważ umarł i zmartwychwstał, może działać w naszych rodzinach, wzmacniać, co mocne i wspierać nas, ilekroć jesteśmy słabi.

M

*z powodu ochrony praw autorskich video jest dostępne niestety tylko na stronie TVN.

lepsze „razem”

W sobotę bawiliśmy się na weselu u rodziny. Przed ołtarzem stali Młodzi, odświętni, cali w emocjach, u początku drogi. Na weselnej sali z kryształowych żyrandolem – wiele par z różnym stażem i w różnej kondycji związku. A także ci, co w separacji czy też nawet po rozwodzie. I ci, co jeszcze szukają. Ileż energii, czasu i cierpienia kosztują sprawy związane z „drugą połówką”.

Patrzę, jak rodzice Pana Młodego wirują fantastycznie w walcu dookoła niemal pustego parkietu, gdy inni już zmęczeni. Z lekkością ogromną, zapatrzeni w siebie. Zawsze ich takich pamiętam, od kiedy poznałam rodzinę mojego Męża. Emerytowany nadsztygar i księgowa ze szpitala. Siedem lat temu zapisali się na kurs tańca. Razem odbyli podróż do Kanady, razem jeżdżą na rowerze. Trzydzieści jeden lat po ślubie. Rozmowa z nimi to czerpanie pogodnej życiowej mądrości – i tylu jeszcze pomysłów na ciekawe, wartościowe życie. Razem.

I nie wiem, jak to jest, że jednym „się układa”, a losy innych toczą się w rytm rozczarowań i tragedii. I już cieszę się, że znowu będziemy pomagać w organizacji Programów Rozwoju Relacji Małżeńskiej we Wrocławiu, które w swoim wczorajszym wpisie zapowiedział ks. Jarosław. Bowiem szczęściu można pomóc.

Absolwentów Programu 1 zapraszamy na Program 2: MY+Rodzina, 13-15 września (szczegóły TU). A tych, co jeszcze nie przeżyli uczestnictwa w „Jedynce”, zachęcamy do udziału w JA+TY=MY, 5-6 października. Zwłaszcza że szansa na następny program prowadzony przez ks. Szymczaka w Polsce będzie dopiero po październiku 2014.

Wrocław zaprasza. 🙂

plakat240813b

Jazz

Nowy Orlean jest kolebką jazzu. To stąd pochodził Louis Armstrong. To tu znajduje się niezwykle klimatyczny klub Preservation Hall, gdzie każdego dnia odbywają się koncerty. Ale nie tylko. Muzyka na żywo jest praktycznie wszędzie. W wielu restauracjach, pubach, klubach i oczywiście na ulicach. Wygląda to właściwie tak, jakby każdy żył tu muzyką. Można spotkać gitarzystów, trąbkarzy, perkusistów, tych, co stepują i tych, co śpiewają. Gdy tylko nadchodzi wieczór, French Quarter zamienia się w jedną wielką salę koncertową. Trudno przejść bez pragnienia, żeby poruszać się raczej tanecznym krokiem niż normalnym. Ludzie zatrzymują się przy muzykach, czasem trochę dłużej, czasem tylko na chwilę, ale nikt nie jest w stanie ich ignorować. Kiedy byłem pierwszy raz w Preservation Hall, miałem wrażenie, że oni nie grają muzyki – oni pozwalają jej jedynie wypłynąć z ich wnętrza na powierzchnię przez instrumenty, ciała, głosy, ruchy. Tu muzyka jest istotną częścią tożsamości.

W wielu miejscach na świecie spotkałem muzyków grających na ulicach, ale to, czego doświadcza się tutaj, nie mieści się w żadnej definicji ulicznego koncertowania. To coś więcej niż umiejętności: to serce, to pasja.

I pomyśleć, że każdy z nas ma coś takiego w sobie, co jest jego osobistym darem, jego własnym sercem, jego pasją. Czasem bardzo dyskretnym, może wstydliwie ukrywanym, ale przecież Bóg, który każdego z nas powołał do istnienia po imieniu, nie zapomniał o pozostawieniu w każdym z nas siebie, bo na swój obraz i podobieństwo nas stworzył. A Jego w kreatywności nikt nie prześcignie. Więc choć trochę zazdroszczę muzykom ich talentu i chciałbym tak jak oni rozumieć muzykę i ją grać, dziękuję jednocześnie za swoje życie i talenty, którymi też pragnę służyć.

Już z podróży powrotnej do Domu, szczęśliwy, że mogłem tu być i że już wracam

Fr. Jay