Niedziela Chrztu Pańskiego

“Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On z mocą ogłosi Prawo, nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy.” (Iz 42, 2-4)

Prawdziwy mocarz. Nie będzie wołał, nie będzie podnosił głosu, nie poleci do kolegów szukać poparcia dla swojej wersji wydarzeń, ani nie zamanifestuje, tak żeby usłyszeli sąsiedzi, “kto tu rządzi”. Nie zniechęci się ani nie załamie, nawet jeśli wszystko się sypie. I mimo braku tych wszystkich “dowodów siły”, wszystko zostanie wykonane. Nie przez przemoc i nie dlatego, że tak musi być, bo ja mam rację, ale “dlatego że Bóg był z Nim” (Dz 10, 38).

Bóg, który jest Stwórcą tego świata i ma nad nim wszelką władzę, z nami postępuje kierując się tylko miłością. Gdybyśmy poszli za tym przykładem, jak bardzo zmieniłby się nasz świat, a szczególnie nasze rodziny. Zapanowałaby w nich miłość, współczucie, szacunek, uprzejmość, dar z siebie (zawsze wolny, twórczy i radosny) i troska o dobro współmałżonki czy współmałżonka.

Dzisiejszy świat bardzo potrzebuje takich silnych mężczyzn. Bardzo, ale to bardzo silnych. Ale nie siłą z siłowni (przynajmniej nie tylko), nie silnych przez dominację, ale przez miłość i to taką, jaką nas Bóg umiłował. A więc nie przez przemoc, a przez delikatność. I pielęgnujących w sobie świadomość, gdzie jest prawdziwe źródło tej mocy: “ponieważ Bóg był z Nim” (Dz 10,38).

Kiedy dziś przeżywamy święto Chrztu Pańskiego, możemy odnowić nasze przyrzeczenia chrzcielne i zaczerpnąć z Jego miłości. By stać się podobnym do Niego.

“Wszechmogący, wieczny Boże… spraw, aby Twoje przybrane dzieci, odrodzone z wody i Ducha Świętego, * zawsze żyły w Twojej miłości.” (z Kolekty)

Z serdeczną modlitwą,

Padre J.

Dotyk miłości

„Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Jezus wyciągnął rękę i dotknął go, mówiąc: „Chcę, bądź oczyszczony”. I natychmiast trąd z niego ustąpił.” (Łk 5, 13)

Wczoraj razem z innymi zgromadzonymi w synagodze w Nazarecie przysłuchiwałem “się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego” (Łk 4, 22). Dzisiaj przyglądam się, jak Jezus objawia miłość przez dotyk. Nie był to zwykły dotyk. To był dotyk miłości wobec człowieka chorego na trąd, a więc nieczystego, którego się nie dotyka. A On wyciągnął rękę i dotknął go. “I natychmiast trąd z niego ustąpił”.

I ja dzisiaj przychodzę Go prosić, by mnie dotknął swoją miłością. Wiem, że Jemu nie przeszkadza mój brak doskonałości niemalże w każdej dziedzinie życia. Ani moje braki w łagodności czy szacunku wobec innych, ani to, że mój dar z siebie ciągle pozostawia wiele do życzenia i jest daleko od  tego, co sam otrzymuję od innych. Przychodzę Go prosić o ten uzdrawiający dotyk. A On nie tylko mnie dotyka, ale i przytula, i mocno trzyma w swoich ramionach.

Dotknij mnie, Panie, proszę o to całym sercem, swoim dotykiem pełnym miłości. I uzdrów mnie z mojego trądu, uczyń mnie czystym. Będzie to dar nie tylko dla mnie, ale i dla moich sióstr i braci, z którymi pragnę się nim podzielić. I niech stanie się to “na świadectwo dla nich” (Łk 5, 14).

Dziś w Meksyku, po raz pierwszy w Ameryce, Program 2: MY+RODZINA. Dla tych, którzy w zeszłym roku zrobili już Program 1. Jak miło się ponownie zobaczyć. Jaka to radość, że małżonkom zależy, że chcą się zmieniać dla siebie nawzajem. Proszę Was o wsparcie, żeby to był dla nich taki czas szczególnego doświadczenia Bożej miłości, która pragnie każdego dotknąć i uzdrowić.

z serdeczną pamięcią

Padre J.

łyżwy

czyli o tym, jak nauczyłam naszego syna jeździć na łyżwach.

Pomogło to, że nie należę ani do mistrzów panczenizmu, a już tym bardziej jazdy figurowej. Na lodzie nie czuję się bardzo pewnie, mimo że lubię łyżwy. Gdy więc weszłam z dziećmi na taflę, powiedziałam Grzybkowi: to teraz sam (bo razem byśmy się przewrócili ;)). Wcześniej miał za sobą rozpaczliwe próby utrzymania się w pionie wisząc na ręku Taty.

Krzyś na łyżwachPoinstruowałam, że musi ugiąć nogi i pochylić się nieco i często przypominałam tę zasadę w dość żartobliwy sposób. I pokazałam, jak upadać i wstawać, co chętnie oswoił. W połowie jazdy znalazł własny środek ciężkości. Po godzinie był w stanie przejechać lodowisko bez przewracania się. Cóż to była za radość i dla niego, i dla jego siostry, i dla mnie. 🙂

Bardzo mi to przypomniało myśl z Programu 2 „MY+Rodzina”. Nigdy nie dogonimy dzieci z ręczną obsługą w każdym momencie ich życia. Nie będziemy śledzić ich każdego kroku i zaopatrywać we wskazówki, żeby przypadkiem się nie potknęły i nie potłukły. Możemy jednak dać im zasady ogólne, wartości – jeśli zobaczą je w naszym życiu, przyjmą je za swoje i będą się mogły do nich odwoływać. Przykładowo: nasz szacunek w rodzinie do siebie nawzajem nauczy je szacunku.

Własny środek ciężkości na życiowe zawieruchy. Żebyśmy nie siwieli z zamartwiania się o ich przyszłość. 

M

„Programowy” styczeń w Meksyku

Wczoraj zaczęliśmy z Irminą i Krzysztofem z Warszawy indywidualny program szkoleniowy dla lokalnych par trenerskich Programu 1. Trzy osoby prowadzą szkolenie dla czterech. Szaleństwo. Ale nie narzekamy, bo i pogoda, i okolica piękna. W poniedziałek zaczynamy indywidualne przygotowanie do prowadzenia Programu 2. Podobnie: trzy osoby dla czterech.

Dobrze, że tym razem nie jestem sam, bo na jednego to trochę za dużo. Ale za to będziemy mieli lokalne pary trenerskie na oba Programy. W drugi weakend stycznia będzie Program 2, a w trzeci weekend – JA+TY=MY, czyli „jedynka”. Otwartą pozostaje jeszcze kwestia, czy uda się zaprosić księży, którzy chcieliby się nauczyć naszego Programu. 

To już kolejny raz, kiedy prowadzę Program dla bardzo kameralnej grupy. I także tę wersję bardzo lubię. Jest więcej okazji do dyskusji, do częstszych interakcji. Taki też jest sens spotkań poprogramowych w mniejszym gronie, np. swojej grupy z Programu. Kto był, to wie, że w czasie takiego spotkania można się powymieniać sprawdzonymi pomysłami, zainspirować na nowo do tego niełatwego przecież dobra, jakim jest troska o swoje małżeństwo. No bo przecież jak jest dobrze, to nic nie trzeba robić, a jak źle, to … może samo minie? Jeśli się swojego małżeństwa nie umieści w swoim codziennym kalendarzu, to może się okazać, że nie ma na nie czasu.

Podobnie jest z modlitwą i wszystkim, co jest naprawdę ważne. To, co ważne, jest obwarowane wolnością. To, co konieczne, ma swoje środki przymusu (bez snu, posiłku długo nie pociągniemy, więc organizm sam się o to upomni). Ale nie upomni się o modlitwę i nie upomni się o małżeństwo. To pozostaje przedmiotem naszej odpowiedzialności i zaradności.

Gdy teraz pracuję z parami przygotowującymi się do prowadzenia Programu trenerzy, doświadczam na nowo, jak ważne są takie spotkania w małej grupce, która pozwala się na nowo zachwycić tym wszystkim, co ważne dla naszego małżeństwa.

Z pamięcią o wszystkich naszych Absolwentach,

Padre J. 

warsztaty

P1 Mexico 2014-3

P1 Mexico 2014-2

P1 Mexico 2014

Łapacz Dobra *

„Porodziła więc owa kobieta syna i nazwała go imieniem Samson. Chłopiec rósł, a Pan mu błogosławił. Duch Pana zaś począł na niego oddziaływać”.  (Sdz 13,24-25)

W czasie Adwentu szczególnie prosimy, by Pan oddziaływał na nasze serca, by nas przemieniał.  By uczył nas swojego spojrzenia, spojrzenia miłości. Tak bardzo tego potrzebujemy, gdy na zewnątrz  coraz zimniej i ciemniej, gdy piętrzą się kłopoty i trudności, gdy „niedoczas” i pośpiech się wkrada.

W tym roku szczególnie w naszej rodzinie chcemy  w czasie Adwentu (i nie tylko) zauważać  i doceniać dobro w nas.  „Ogrzewać  się” nim. Starać się patrzeć  na siebie nawzajem  mając na pierwszym planie dobro. W tym celu założyliśmy gruby zeszyt o nazwie „Łapacz Dobra”, w którym wpisujemy to, co dobrego zauważyliśmy w członkach rodziny.  Może to być jakieś dobre zachowanie, słowa, coś, co sprawiło innym radość, przyniosło pomoc.  „Złapane” dobro chcemy odczytać  po wigilijnej kolacji  i podarować  Panu Jezusowi, jeszcze zanim nawzajem obdarujemy się prezentami.

Nie zawsze łapanie dobra  jest łatwe.  Mamy różne dni.  Czasem wpisy w zeszycie powstają jakby na przekór złu, które głośno krzyczy i bardzo chce się wysunąć na pierwszy plan.

Pomóż nam Panie zawsze szukać dobra. Tak bardzo potrzebujemy Twojej w tym pomocy. Niech Twój Duch oddziałuje na nas. Duch,  który zawsze ma upodobanie w dobru i niestrudzenie chce je w nas zauważać, odnawiać i wzmacniać.

Basia

* Serdecznie dziękuję Karolinie ze Wspólnoty Świętej Rodziny za pomysł założenia takiego zeszytu oraz Kasi ze Skrzydlatego Domku za fantastyczną nazwę przedsięwzięcia 🙂

czekam na Ciebie

Przypomniała mi się taka tradycja. Na szczęście jeszcze w Adwencie, na szczęście jeszcze jest chwila. Tradycja Karmelu Dzieciątka Jezus. Że się spędza dzień lub nawet kilka czekając z Maryją, ale z pomocą pewnego rekwizytu, który czekanie unaocznia. Figurka Dzieciątka, w koszyczku, ale za woalką, bo przecież jeszcze po tamtej stronie brzucha swojej Mamy.

IMG_8501

Każdy członek rodziny będzie miał u siebie w pokoju. Pokój trzeba więc nieco ogarnąć, by było gdzie podziać. Wieczorem gasimy wszystkie światła i ruszamy w maleńkiej procesji przez nasze M. Skakanka niesie świeczkę, bo starsza, Grzybek koszyczek, a ja staram się nie martwić, że huśta nim z namaszczeniem tak, iż grozi „przedwczesnym rozwiązaniem”. My, rodzice, z tyłu. Idziemy zanieść, gdzie trzeba. Śpiewając nasze: „Czekam na Ciebie, Jezu mój mały, ciche błagania ku Niebu ślę…”

Póki co – koszyczek u mnie w domowym biurze. Matka Boża czekająca pomoże, żeby z pracą zdążyć na spokojne przygotowania do Świąt. Ale już dziś wieczorem zaniesiemy ze światełkiem do córki. Jeszcze przecież kilka dni zostało do podziału czekania dla wszystkich…

M

na walizkach

memory-suitcase-by-yuval-yairi-6

Każdy z nas w małżeństwie ląduje z walizką. Wypakowujemy ją najpierw mimowolnie – to cały asortyment reakcji, przyzwyczajeń, wartościowania. Mamy też w środku doznane upokorzenia, przylepione etykiety, niespełnione marzenia, krzywdzące słowa, chybione priorytety. Listę każdy z nas mógłby dla samego siebie jeszcze szeroko uzupełnić.

Jeśli wypakowywaniu towarzyszy refleksja, możliwy jest i okresowy remanent, który pozwoli poukładać się na nowo. Jednak szczęśliwy człowiek, który może rozpakować swój tobołek mając bezpieczeństwo bycia kochanym i z tym bagażem.  Nie da się posortować siebie samego bez miłości.

Miara dojrzałości każdego z nas: stworzyć warunki, by się drugi mógł w swoim tempie wypakować – bez poganiania i osądu. Nasze historie bólu i nadziei czynią nas zarazem najbardziej bezbronnymi – i najbardziej bliskimi, powierzonymi sobie nawzajem.

M

Wieczorne różańce

Wspomniałem już wcześniej, że w oczekiwaniu na miejsce u ks. biskupa Carlosa zamieszkałem u rodziny Beatriz i Pepe. Uczestniczę więc w całym życiu domowym pełnym swoich rytuałów, jak poranne wyjście dzieci do szkoły i ich powroty, rodzinne obiady, z którymi czekamy na powrót Pepe z pracy, wspólne zabawy i wyprawy, odrabianie lekcji i spełnianie obowiązków.

Wszystko to tak dobrze znane z tylu odwiedzonych przeze mnie domów w czasie naszych Dni skupienia czy Programów. Tyle, że to były zwykle 2 – 3 dni, a teraz to trochę dłużej. Dzisiaj mija już 10 dni odkąd wylądowałem w Meksyku. I jeszcze drugie tyle będę tu mieszkać.

Moim ulubionym rytuałem stały się wieczorne różańce. Oczywiście, jeśli jedziemy gdzieś razem, jak np w odwiedziny do Matki Bożej, to wtedy modlimy się w drodze. Ale jeśli tylko jesteśmy wszyscy w domu, spotykamy się wspólnie, najlepiej u dzieci w pokoju, które już w piżamach i gotowe do snu – razem z nami się modlą. 

Wracam pamięcią do tych wszystkich odwiedzonych domów, gdzie różaniec odmawia się całą rodziną i to codziennie. Na początku to zawsze będzie trudne, ale z biegiem czasu staje się wspaniałym punktem dnia, na który się czeka. Czy może być coś piękniejszego niż rodzina spotykająca się na modlitwie? I czy córeczka zasypiająca w czasie różańca na kolanach u taty nie jest najpiękniejszym widokiem? Ile różnych pretensji i roszczeń – jak zawsze 😉 słusznych – można zgubić we wspólnym różańcu, ile pragnień można oczyścić, ile siły nabrać. Może mimo tego, że październik się skończył, nie trzeba kończyć ze wspólnie odmawianym różańcem?

z modlitwą za Was, Kochani

Padre J. 

Jan Paweł

Dziś wspomnienie bł. Jana Pawła II, którego niebawem (27.04.2014) papież Franciszek ogłosi świętym.

Jan+Paweł. Apostoł miłości i ewangelizator. Dla mnie pozostanie najbardziej znany z szacunku dla człowieka, zawartego w spojrzeniu, geście, słowie. Całym sobą wyrażał swoje przekonanie, że „właśnie owo zdumienie wobec wartości i godności człowieka nazywa się Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną. Nazywa się też chrześcijaństwem.”*

Narzeczeni, małżonkowie i rodziny zawdzięczają Mu tak bardzo wiele. Miłość i odpowiedzialność, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich, Familiaris consortio – by wymienić tylko kilka najbardziej podstawowych tytułów, na których oparły się Programy Fundacji Pomoc Rodzinie. Czy „łagodność”, tak obecna w Programach, owa „pauza” i zatrzymanie, zanim pozwolimy naszemu „ja” zawłaszczać drugiego, nie wyrasta z troski o godność osoby?

Tak wiele o rodzinie wiedział, bo był z nimi i dla nich. I dzisiaj blisko nas, naszych spraw, trosk, zmagań, gotowy otaczać je swoim wstawiennictwem.

M

*Redemptor Hominis

papiezwkajaku

JP2.2

JP2

dobry czas

„Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami.” (Łk 2, 46-47)

Nie raz jestem zdumiona naturalną mądrością naszych dzieci. Chociażby w takiej sytuacji, gdy po „lekcji wychowawczej” z mojej strony, nasza córka powiedziała mi: „Mamo, nie złość się na nas, kiedy psocimy, tylko bądź spokojna, bo my musimy się jeszcze dużo nauczyć”.

Nie da się ukryć, że miała 100% racji i już jako dziecko przedszkolne umiała to jasno zwerbalizować. I z trudem przyznaję, że to bardziej dla mnie była lekcja wychowawcza, ale też od razu dała mi możliwość skorygowania swojego nastawienia i sposobu wyrażania. Od dzieci też się wiele można nauczyć.

Niekiedy jednak potrzebuję więcej czasu, aby dotarła do mnie taka naturalna mądrość, albo aby przyjąć to, czego mnie inni uczą.

Jezus poświęcił trzy dni nauczycielom. Trzy dni z nimi spędził, aby zdążyli się zachwycić, zrozumieć, dostrzec. Dla mnie też ma ten czas. Jedno co muszę zrobić, to sama znaleźć ochotę poświęcić Mu trochę czasu, aby z Nim posiedzieć i przegadać wiele spraw.

Dorota