Kompetentne dzieci,

czyli im więcej dzieci „mamy”, tym więcej od nich możemy otrzymać. Jako mama pięciorga piszę to z całkowitym przekonaniem. O ile byłabym uboższa bez któregokolwiek z nich!

Czytając wpis Małgosi o „rodzicielstwie jakościowym”, na nowo uświadomiłam sobie, jak bardzo rodzicielstwo jest nie tylko przestrzenią dawania (rodzice-dzieciom), lecz również otrzymywania (dzieci-rodzicom). I jak rzadko się o tym słyszy. Tak wiele mam w pamięci pięknych, niezapomnianych chwil związanych z oczekiwaniem na narodzenie i narodzinami każdego z naszych dzieci, ich uśmiechami, gaworzeniem, pierwszymi słowami i krokami. Tak bardzo cieszy ich rozwój; te wszystkie zachowania czy sukcesy, które mogą być dla nas powodem dumy i satysfakcji.

Ale jest coś jeszcze, bardzo dla mnie istotnego. Świetnie pisze o tym Jesper Juul * :

„Prawdziwym darem od dzieci są wyzwania egzystencjalne, jakim obdarzają nas tylko dlatego, że są tym, kim są. Dzieci zmuszają nas do przemyślenia naszych destrukcyjnych wzorców i sprawiają, że zastanawiamy się, czy nadajemy się na rodziców. Demaskują nasze płytkie pedagogiczne próby manipulacji i domagają się naszej obecności. Obrażają nas, odrzucając nasze dobre rady i wskazówki, dumnie i rzeczowo  domagając się prawa do inności. A postępując w sposób destrukcyjny, zmuszają nas do uznania naszych błędów. Krótko mówiąc: ich wyjątkowa kompetencja robi tak wielkie wrażenie, że albo musimy ją dostrzec, albo samych siebie okłamywać.”

Tę codzienną, wewnętrzną gimnastykę, dzięki której mam szansę stawać się lepszym człowiekiem, uważam za niezwykle cenny dar od dzieci.

I chwała za to Panu!

Basia

* Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?, Wydawnictwo MiND 2011, s. 104

6 dni do maratonu

i człowiek coraz pokorniejszy. Wyniki z treningów mówią, że będzie ciężko i że zbyt późno zacząłem realizować program treningowy. I myślę sobie, to dobrze, bo maraton rozliczy mnie z braku solidności, pewnej swobody interpretacji rodzaju treningu i trochę już ode mnie niezależnej ilości dni w podróżach i doświadczanych trudności ze zorganizowaniem treningu. Będzie więc okazja przygotować się w następnym sezonie zdecydowanie lepiej. Nauczką będzie niepotrzebny ból i zmęczenie na ostatnich kilometrach (oczywiście marzy się bieg do końca, bez poddania się). To, gdy chodzi o wynik. Ambicja, oczywiście.

Ale gdy chodzi o coś więcej – o radość z pokonywania rozmaitych trudności przez te wszystkie miesiące, o dawanie z siebie wszystkiego na treningach, o poznanych ludzi i nowe miejsca biegowe (treningi w NZ, Londynie i Nowym Orleanie, Wrocławiu i Wisełce) to patrząc wstecz jest też i miejsce na taką własną, spokojną dumę – walczyłem, byłem systematyczny, wiem, co poprawić.

Zmiana nie następuje tylko w mięśniach czy wpisanych miejscach w kalendarzu treningów. Zmiana następuje w nas, bo to my trenujemy, to my walczymy ze słabością – a to się rozciąga na wszystkie inne obszary naszego życia.

Dziś się modlimy we Mszy św. o wzrost pobożności. Jak każdy wzrost potrzebuje czasu, systematyczności, dobrego doradcy-przewodnika, świadomości, co już wychodzi i co jeszcze trzeba poprawić. I tylu jeszcze innych drobiazgów (jak choćby odpowiednia suplementacja).

„Boże wszechświata… Umocnij w nas wszystko, co dobre, i troskliwie strzeż tego, co umocniłeś” (z dzisiejszej kolekty).

Z pamięcią o Was

ks. Jarosław

Ten sam, czy nie ten sam?

DSC_2806 DSC_2580Oglądając zdjęcia i wspominając piękny czas tegorocznych rekolekcji,  zatrzymałem się na dłużej przy moim zdjęciu w wersji długowłosej (peruka z czapką made in USA) . No właśnie. Jeden w sumie nie za bardzo ważny szczegół, a tak zmienia odbiór.

Obraz ten wzbudził refleksję dotyczącą własnej osoby. Niestety wielokrotnie doświadczyłem w życiu sytuacji, w której jakiś jeden zewnętrzny czynnik powodował reakcję z mojej strony, której absolutnie nie chciałem, wręcz sobie nie życzyłem. Jak to jest, że staram się wykształcić jakiś nawyk, umiejętność, cnotę i zauważając postępy, zaskakiwany jestem nagle przez samego siebie reakcją odwrotną niż się spodziewałem. I to wydawałoby się bez ważnej przyczyny. Bo np. „ciśnienie było za niskie” :-).

Jak to trudno być zawsze… cierpliwym, serdecznym, łagodnym itp. Chyba po to właśnie Bóg dał mi czas mego życia, bym po takich chwilach miał możliwość powiedzieć Jemu i drugiemu człowiekowi: spróbuję jeszcze raz. Następnym razem będzie lepiej.

Michał

dwanaście uścisków

Podobno ludzie potrzebują dwanaście uścisków dziennie, aby czuć się dobrze.
Mogą to być uściski fizyczne, słowne lub wizualne.
Każdy bowiem potrzebuje „strawy” dla naszych uczuć. Strawy pochodzącej od innych ludzi lub strawy duchowej, którą daje nam modlitwa lub medytacja.*

Trudno się z tym nie zgodzić, gdy obserwuję nasze dzieci, które w ogóle jako kinestetycy, potrzebują przytulania w każdej sytuacji. Nawet konfliktowej.

Trudno się z tym nie zgodzić, gdy sama czekam i cieszę się z każdego dobrego słowa, komplementu od męża, dzieci, znajomych.

Trudno się z tym nie zgodzić, gdy sama doświadczam niesamowitego pokoju i dowartościowania, gdy spędzam z Panem czas na adoracji. Przecież On mnie już widział i wiele dobrego mógł o mnie powiedzieć, zanim ktoś mnie zawołał, kiedy byłam jeszcze pod drzewem figowym.

„Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu. Powiedział do Niego Natanael: Skąd mnie znasz? Odrzekł mu Jezus: Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym.” (J 1,45-51)

Skoro tak jest, to już dzisiaj, w sposób bardzo świadomy, będę obdarzać uściskami  przede wszystkich tych, których bardzo kocham, aby nigdy nie mieli wątpliwości, że tak jest.

Czego i Wam życzę.

Dobrego dnia.

* wyczytane w: „7 nawyków szczęśliwej rodziny” Stephen R. Covey

Dorota

„Wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach”

Pewnie się nasi stali czytelnicy domyślają, jak bliskie są mi te słowa. W mojej młodości nie było żadnych startów w zawodach; no chyba że tylko te w szkole, rozgrywane na zajęciach w-f. Pierwszy mój start nastąpił dopiero w 2010 roku, dla uczczenia 25 lat posługi kapłańskiej. Ponieważ rocznica była okrągła, więc i dystatns powienien być odpowiednio długi, wybrałem więc udział w maratonie – 42 km i 195 m. Ale to nie maraton tak naprawdę nauczył mnie szacunku dla tego zdania, tylko trening do maratonu. Niewielu jest bowiem dorosłych, którzy byliby w stanie przebiec taką odelgłość bez odpowiedniego treningu.

Mówią maratończycy do młodych adeptów marzących o starcie: przestań biegać, zacznij trenować. Bieganie od czasu do czasu, ostry trening tuż przed zawodami, da może siłę wystarczającą do tego, żeby wystartować, ale nie na starcie nam jest ta siła potrzebna, ale na ostatnich kilometrach. Dlatego potrzebny jest długi i systematyczny trening, żeby nie tylko start był radością, ale i meta. Najczęściej trening będzie przebiegał w samotności, bo trudno jest znaleźć kogoś, kto będzie miał czas i kondycję (czy jej brak :-)) podobnie jak my. Zdecydowanie jednak warto mieć na zawodach kogoś, z kim pobiegniemy. Nawet najbardziej życzliwa widownia, ktoś bliski, kto stoi na mecie i czeka, nie zastąpi „towarzysza broni” przy twoim boku, z którym razem biegniesz. „Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala” mówi dziś Autor Listu do Hebrajczyków.

Podobnie i w życiu duchowym potrzebny jest wysiłek każdego dnia w odrzucaniu tych różnych ciężarów, które nam bieg ku wieczności mogą utrudniać: egoizm, przywiązanie do własnego zdania i własnej wizji, lenistwo, oczekiwanie, że dopiero jak inni się wezmą do roboty, to i ja się wtedy ruszę, słowem to wszystko, co mieni się grzechem. Codzienne czytanie Słowa Bożego, systematyczny rachunek sumienia i spowiedź, Msza św. i grono Przyjaciół, do których się wielokrotnie każdego dnia zwracam (Anioł Stróż, mój Patron i moi ukochani święci) to niezbędne wyposażenie każdego, kto pragnie wystąpić na zawodach. A jeśli się poważnie myśli o lepszym wyniku (marzenie każdego maratończyka, żeby kolejny start pozwolił „urwać” coś z poprzedniego), to bez odpowiedniego trenera trudno to będzie uczynić. „Abyście nie ustawali, złamani na duchu… walcząc przeciw grzechowi”.

ks. Jarosław (20 dni do startu w Uznam Maraton)

Owoc trzydziestokrotny, sześciedziesięciokrotny, stukrotny

Rozważając dzisiejszą Ewangelię pomyślałem sobie o różnych owocach, jakie może wydać to samo ziarno. Czyż nie jest podobnie z naszymi różnymi obowiązkami, czynnościami do wykonania, jak np. zrobienie komuś herbaty czy kawy. Czy można tutaj mówić o różnych stopniach owocowania?
Pomyślałem sobie, że może to jest tak, że jak zrobimy tę herbatę dobrze, to może być owoc trzydziestokrotny, ale jak zrobimy ją chętnie, to już sześćdziesięciokrotny, a jak radośnie, to stukrotny. Dobrze, chętnie, radośnie. Ta sama czynność, a ile potrafi wyrazić.
Dziś więc pozdrawiam Was najradośniej, jak potrafię 🙂
ks. Jarosław

katarynka

Na plaży mój brat opowiada mi dowcip:

– Przez siedemnaście lat trwania naszego małżeństwa poprawiasz mnie za każdym razem, gdy coś powiem.

– Osiemnaście.

Na tramwajach widywałam inspirujący napis: „Zachowaj odstęp”. I w małżeństwie brak odstępu może prowadzić do błędnego przekonania, że drugi nadaje się tylko do nieustannej korekty. Bez dystansu, który zakłada poszanowanie inności, nie stajemy się odkrywcami talentów, opiekunami dobra, kibicami rozwoju. Raczej toksyną podcinającą skrzydła. Ale nawet dla pary z dowcipu jest szansa: osiemnaście lat – to na szczęście nie pięćdziesiąt. 😉 Katarynkę „nie masz racji” można jeszcze przeprogramować na przykład na: „to bardzo ciekawe, dlaczego tak uważasz?” 

M

Kropla uczciwości

Zgłasza się klient na drugi dzień.  „Bo wie pan, ja chyba te 50 zł razem z resztą wczoraj wziąłem. Nie jestem pewny, ale doliczyć się nie mogłem, więc przyniosłem”. Pracownika zamurowało. Jednak są uczciwi ludzie. Są – odpowiadam, znam takich. Nie podejmowałbym się określania, czy jest ich mniej czy więcej. Zło zawsze bardziej widać, rzuca się w oczy. I jakoś łatwiej zapada w pamięć.

Opowiadał mi kolega razu pewnego,  jak poszedł oddać do marketu produkt nieprzeskanowany przez kasjerkę. Znalazł go analizując rachunek. Sytuacja była przekomiczna, ponieważ tak ogólnie wyglądało na to, iż nie jest normalny. Tłumaczenie, że nie zapłacił, a złodziejem nie jest i nie chce być, nie trafiało.

Nie zawsze jest to łatwe. Czasem do tego dopiero dojrzewamy, dorastamy. Nie mówmy jednak: ludzie są nieuczciwi. Skrzywdzilibyśmy mojego klienta. Kolegę także. Ja także staram się do tego grona należeć. Jeśli i Czytelnik się przyłączy, to już małą kropelkę uczciwości stworzymy. A kropla drąży skałę…

Michał

Odnowienie przyrzeczeń małżeńskich

Swoiste streszczenie rekolekcji. Stara zasada rekolekcji mówiła: intra totus, mane solus, exi alius (wejdź cały, pozostań sam, wyjdź inny).

Wejdź cały, czyli przypomnij sobie kim jesteś, tak często w ciągu roku zredukowany do roli pracownika, kierowcy, kąpielowego czy opowiadacza bajek na dobranoc. CAŁY!
Pozostań sam, żeby usłyszeć głos Pana Jezusa, żeby przemyśleć, czy moja „ścieżka kariery” w pełni pokrywa otrzymane powołanie.

Wyjdź inny – w najlepszej wersji siebie, spójnej, uskrzydlającej i prawdziwej. Godnej tego kim jesteś: osobą relacyjną, stworzoną z miłości oraz na obraz i podobieństwo Tego, który cię kocha od pierwszej chwili twojego istnienia.

Wszyscy tacy piękni w kaplicy. I tyle entuzjazmu i nadziei w chwili odnawiania przyrzeczeń małżeńskich. Różnie się działo w różnych małżeństwach, ale pragnienie jest wspólne: być lepszym mężem / być lepszą żoną.

Z pamięcią o Was

Ks. Jarosław

zdjęcie(1) zdjęcie

tożsamość

„Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga”. (Ef 2,19)

Panu leży na sercu nawet to, co o sobie samych myślimy. Jak w myślach siebie nazywamy. Wie, które z tych słów mają moc nas podnieść i wzmocnić, a które sprawiają coś zupełnie przeciwnego 🙂Zależy Mu na tym, byśmy mieli zdrowe poczucie własnej wartości budowane na Nim. Dlatego daruje nam dziś przez swoje Słowo piękną tożsamość: współobywatele świętych, domownicy Boga. Patrzy na nas jak na swoich. Zaprasza do bycia Jego najbliższym, Jego domownikiem.

Uwierzenie Jego Słowu, patrzenie na siebie Jego oczyma zawsze prowadzi do szczęśliwszego i lepszego „ja”.

Basia