Meksyk

Po krótkiej podróży na lotnisko z domu Audrey i Brada i krótkim locie z St. Louis do Chicago, teraz przeszło czterogodzinny lot do Meksyku. To już drugi raz (poprzednio w 2009 r.) wybieram się do tego kraju, gdzie podobnie jak w naszej Ojczyźnie króluje Matka Boża. Patronka Ameryki.

Tym razem powodem podróży jest spotkanie z małżeństwami i realizacja naszego Programu Ja +Ty =My. Po raz pierwszy w kraju Ameryki łacińskiej. Co oznacza, że może być inaczej niż w Niemczech, niż w Anglii, inaczej niż w USA. Na czym to inaczej może polegać, mogę się tylko domyślać.

Wiele spokoju wnosi do tej podróży data jej rozpoczęcia: 29 kwietnia. Dla nas data bardzo ważna: wyzwolenie z Dachau naszego Założyciela ks. Abp. Kazimierza Majdańskiego (1945), powstanie naszego Instytutu/Wydziału Studiów nad Rodziną (1975), śmierć Założyciela (2007)… Wczoraj odbyła się pielgrzymka wdzięczności do Kalisza, gdzie króluje św. Józef, głowa Najświętszej Rodziny.

Z pewną nieśmiałością próbuję myśleć o tej podróży jako kontynuacji tej historii rozpoczętej w Dachau. Gdyby nie ona, nie byłoby mojego powołania i nie byłoby tego Programu, który jest owocem naszego charyzmatu. Choć towarzyszy tej podróży wiele pytań i niepewności, ostatecznie w sercu jest pokój i radość. Nie jestem sam.

Dios los bendiga

Padre Jota

GuadalupeZ wizytą u Matki Bożej z Guadalupe

paczka dla Pustelnika

A więc Kapitan „Przystani” wyjeżdża na swoje sam na sam z Tym, który trzyma nas wszystkich w swoim ręku.

Wielu z nas zawdzięcza mu wiele – z jego czasu, dyspozycyjności, gotowości dzielenia się doświadczeniem, prowadzenia, towarzyszenia. Nieustannie w drodze, w podróży, wołany do wszystkich zapaleń płuc i awarii, wzywany telefonami i kilometrami wiadomości tekstowych. Odsypiający w pociągach noce zarwane tym, czego dzień nie był w stanie pomieścić, gdy wychodził ostatni penitent. Bo dla człowieka zawsze musi znaleźć się czas.

Czy to nie wspaniałe, że przez najbliższe dwa tygodnie możemy się jakoś zrewanżować modlitwą, która uprosi łaski potrzebne na czas Pustelni? 🙂

pustelnia

Wspierajmy go na końcu świata. Z drugiej strony – wystarczy zajść przed Najświętszy Sakrament, żeby było całkiem blisko.

Redakcja (=to, co z niej na najbliższe dwa tygodnie zostało 😉 )

Pożegnałem Matkę Chrzestną

Po wielu miesiącach powolnego umierania odeszła do wieczności moja Matka Chrzestna, siostra mojej Mamy. Ta, która trzymała mnie do Chrztu św., teraz została odprowadzona przez swojego chrześniaka do miejsca wiecznego spoczynku. Rytm sakramentów.  Rytm Kościoła, który odsłania Liturgią sens każdego etapu naszego życia.

Pamiętam ten grób od dziecka. Przychodziliśmy tu pomodlić się za moją Babcię, potem Dziadka, jeszcze później za jego siostrę. Dziś do tego grona dołącza ich córka. Przy grobie spotyka się rodzina. Ostatni raz widziałem moją siostrę i braci ciotecznych na ślubie mojej siostry. Dziś, 12 lat później uczę się na nowo imion ich dzieci i pierwszej wnuczki. Cieszymy się ze spotkania, choć w tle jest świadomość okoliczności. Wydaje się  jednak, ze Cioci nasza radość wcale nie przeszkadza. Jest w śmierci bowiem także radość wieczności, radość spotkania z Panem Jezusem, radość życia spełnionego…

Dziś przyszła wiadomość, ze odeszła też do wieczności Mama Męża naszej blogowej Dosi.

Wieczny odpoczynek racz im dać Panie. A światłość wiekuista niech im świeci. Kiedyś się spotkamy w Niebie. Do zobaczenia.

xj

St Louis, Missouri – początki FertilityCare Centers

Jest rok 1974. Dr Thomas W. Hilgers po studiach medycznych przybywa tu ze swoją żoną Susan na staż w szpitalu St. Mary. Na 4 lata.

Pewnego dnia 1974 roku przyjmuje zaproszenie od organizacji Pielęgniarki Za Życiem stanu Missouri (swoją drogą, to ciekawe, kiedy musieliśmy zacząć rozróżniać, ze ten lekarz czy ta pielęgniarka jest pro-life, a tamci to już nie; a może tak trzeba to zacząć nazywać w obie strony: lekarz za życiem, lekarz przeciw życiu, bo chyba nie ma pozycji lekarz obojętny wobec życia? ). Do której to grupy należały Ann Prebil i Diane Daly. Poproszony zostaje o wykład na temat ciąży w wyniku gwałtu i szczególnej roli pielęgniarek pro-life.

Rok później dzwoni do Ann z propozycją współpracy na stanowisku Education Coordinator nowego programu for Natural Family Planning przy Uniwersytecie St. Louis. Ann przyjmuje propozycję, godząc początkowo nowe zajęcie z dotychczasowa pracą wykładowcy w szkole dla pielęgniarek.

12.02.1976 odbyło się pierwsze spotkanie robocze nowego programu. Wyglądało trochę tak, jak teraz kurs NaProTechnology. Wzięło w nim udział 6 osób: wspomniana wyżej Sue Hilgers, dr Thomas Hilgers, Ann, Diane i jeszcze jedno małżeństwo, które później się wycofało z projektu.

W czerwcu 1977 dr Thomas Hilgers z Żoną i dwójką synów, Paulem i Stevem, wyjechali do Omaha. Miesiąc później powstało pierwsze FertilityCare Center w St. Louis.

A co wydarzyło się dalej i skąd nazwa Creighton Model of FertilityCare System – w następnych odcinkach.

Fr Jay

 

stół

Nie umiem napisać, co powraca na widok tych zielonych pól buraków, połaci kukurydzy, hektarów złotego zboża ciągnących się kilometrami. Pośród nich wysepki gospodarstw, przecież pamiętam dobrze ich geografię, choć mój wewnętrzny GPS ma tak wielkie problemy z lokalizacją przestrzenną. Wiem, że Pomorze i że blisko Toruń.

I wiem, że ta zieleń buraków nikomu nie powie nic z tego, co widzę ja patrząc na nie. Widzę rozmowy przy kolacji, gdy jako dzieciaki niemal spadaliśmy pod stół ze śmiechu. Pod ten stół, przy którym nigdy nie brakło miejsca, nawet gdy dom Cioci pękał w szwach. Stół nakrywany z kuzynką, stół, od którego wstawałam do swojego zadania bycia „Julcią od chleba”, żeby chleb dokrawać, gdy go brakło. Stół, przy którym do ziemniaków podawano sos z niekończących się dowcipów, potoków dobrego humoru. Tym obfitszych, im więcej ciężkiej pracy i im prostsze potrawy do wykarmienia tak wielu, gdy czasy były ciężkie.

I chciało się rodzinie bliskiej i dalekiej gromadzić przy stole o stałych porach, pięć razy dziennie. Tak, właśnie pięć. Przy wczesnym śniadaniu, na kawie, na obiedzie, na kawie i przy kolacji.

Nikt nie jadał sam. Stół nie służył do jedzenia.

Jak dobrze znowu tu być, mimo że kuzynostwo dorosło i każde z nich ma teraz własny stół. Tak samo otwarty na wszelkie dobro. Przez te dni to sprawdzamy. Jak dobrze być wśród drogich sercu ludzi.

Małgosia

Abraham Lincoln,

 

mój (od dziś) znajomy, mógł mi poświęcić trochę czasu w swoim przydomowym ogródku, więc rozmawialiśmy z nim i jego żoną o roli wiary i jego osobistej drodze do Boga. (Trochę mi w tym pomogła sutanna, bo zdecydowanie zwróciła uwagę żony Prezydenta, a przez to i jego, co ułatwiło rozmowę).

Potem już trochę czas nas gonił i trzeba było się pożegnać, i to  nie tylko ze mną, ale i z całą rzeszą, która przyszła, żeby posłuchać ostatniego przemówienia przed rozstaniem się z domem i wyjazdem do Waszyngtonu. Cała grupa przeszła na Kapitol, ale ja już nie mogłem, bo goniły mnie inne obowiązki.

Pozostawiłem więc dom Abrahama Lincolna, najbliższe ulice i domy (w takim samym stanie, jak były za jego życia) miasta, w którym spędził 25 lat swojego życia i gdzie pochował jednego ze swoich synów. (Mała podpowiedź – stolica Stanu Illinois).

Muszę przyznać, że Prezydent zaimponował mi wiedzą o sobie samym. 😉 A samo spotkanie i otoczenie pozwoliło mi przenieść się w tamte czasu. Okazuje się, że do tematu MUZEUM BARDZO WAŻNEJ OSOBY można podejść bardzo niekonwencjonalnie.

z pozdrowieniami także od Prezydenta
Fr. Jay 

 

Parada

Wygląda na to, że Amerykanie lubią parady (nam się to kojarzy tylko z 1 maja). Teraz w Utah jest ku temu szczególna okazja, bo od szeregu dni i w różnych miejscach świętuje się przybycie do Doliny Salt Lake pierwszych pionierów, którzy pokonali tysiące kilometrów, by się tu osiedlić.

Muszę przyznać, że doświadczenie jest niezwykłe. Wzdłuż głównej ulicy miasta na przestrzeni kilku kilometrów rozkładają się całe rodziny, bądź na krzesłach, bądź na kocach, by uczestniczyć w trwającym przeszło 2 godziny przemarszu.

Jest to okazja, by pokazać wszystko, co służy naszej społeczności (i oczywiście siebie zareklamować). Byli więc i strażacy, i policjanci, burmistrz i władze miasta, miss Utah i różne szpitale oraz służby zdrowia, szkoły podstawowe i średnie oraz uniwersytet, sklepy i różnego rodzaju propozycje spędzania wolnego czasu (od tańca po wycieczki rowerowe), wolontariaty i stare samochody, żołnierze, którzy byli w Iraku i Afganistanie oraz weterani II wojny światowej, szkolne orkiestry i zespół jazzowy. W sumie prawie 70 różnych grup.

Wspaniale było patrzeć, jak starsze już osoby zrywały się entuzjastycznie, bo przechodzi właśnie „moja” szkoła średnia; jak ludzie reagują, pozdrawiając znane przecież sobie środowiska: jesteśmy dumni, z tego, co robimy, chcemy się tą radością podzielić, chcemy was „zarazić” swoim entuzjazmem. A razem cieszymy się z tego, że tu jesteśmy i to dzięki naszym przodkom, którzy tu przybyli i sprawili, że mamy tu swój dom.

Może to i bardzo amerykańskie, ale chciałbym coś takiego przeżyć w moich Łomiankach.

Fr Jay

 

Trzy rocznice

29 IV to dzień szczególny, bo to właśnie dziś wspominamy trzy ważne dla środowiska Fundacji „Pomoc Rodzinie” rocznice.

Najpierw – 67 rocznicę wyzwolenia obozu w Dachau, którego więźniem był Założyciel i Fundator naszej Fundacji, ks. arcybiskup Kazimierz Majdański. Obóz został wyzwolony w trakcie nowenny kapłanów polskich do św. Józefa – w intencji ocalenia. Podejmując tę nowennę 22 kwietnia 1945 r., w obliczu ostatecznej zagłady, kapłani ci przyrzekli m.in. posługę na rzecz odrodzenia rodziny jako dziękczynienie za ocalenie.

I stąd kolejna rocznica – już 37 – powstania ośrodka naukowego poświęconego studiom nad rodziną (obecnie Wydziału Studiów nad Rodziną UKSW) – dzieła miłosierdzia obiecanego św. Józefowi i naszego partnera w podejmowaniu wielu zadań.

I wreszcie – to piąta rocznica odejścia do Pana arcybiskupa K. Majdańskiego (wtedy też, tak jak dziś, była niedziela Dobrego Pasterza).

Przypadkowa zbieżność dat i faktów czy znaki Bożej Opatrzności?

Basia