Od siedmiu bochenków do siedmiu koszów

„…wziął siedem chlebów (…) i odmówiwszy dziękczynienie,połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. (…) A pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów.” [Mt 15, 36 – 37]

Pomiędzy siedmioma bochenkami i siedmioma koszami miało miejsce jedno proste działanie: dziękczynienie. Gdy rozdawał chleb tłumom, używał tego, co otrzymał od swoich uczniów. Jedyną różnicą w ogólnym rachunku tego, co otrzymał i co oddał, było właśnie dziękczynienie.

To właśnie działanie może zmienić wszystko. I jest odpowiedzią na cały głód naszego świata: głód jedzenia, miłości, zdrowia…

Gdy mąż jest wdzięczny żonie, porusza jej serce. Jej zdolność do miłości wzrasta. Ponieważ jej dar został uszanowany. I jej samej także wyrażono szacunek.

W Komunii św. otrzymujemy Chleb  Życia. Ile ten dar przyniesie owocu we mnie – zależy od mojego dziękczynienia. Jak będzie owocne moje małżeństwo – zależy także od tego, jak bardzo będę wdzięczny.

Z serdeczną modlitwą,

Padre J

kocham moje auto

To dziś pojedziemy cytatem z książki Gary’ego L.Thomasa Cenniejsza niż perły, której lektura swego czasu kosztowała mnie naprawdę wiele. Niektóre z jej tez nadal są dla mnie trudne do przyjęcia 😉 Ale może Kolega redakcyjny Michał kiedyś nawiąże.

„Samochód zawozi mnie tam, dokąd chcę, i nie pyta, jak się czuję. Samochód pozwala mi krzyczeć na innych kierowców, nie mówiąc: ‚Dlaczego się tak denerwujesz?’ Samochód pozawala mi słuchać programów sportowych w radiu, nie pytając, na jaki kolor chciałbym pomalować kuchnię. Mój samochód jeszcze nigdy – ani razu – nie zapytał, czy coś jest nie tak, ani nie wypowiedział tych dwóch słynnych słów: ‚musimy porozmawiać’. I na dodatek mój samochód ma jasno określone potrzeby. Wiem, czy bak jest napełniony, czy tylko w połowie pełny lub prawie pusty. Na pytanie, ile jeszcze zostało benzyny, mój samochód nigdy nie odpowie: ‚Zgadnij’ albo ‚Powinieneś znać mnie na tyle, by wiedzieć bez pytania.’

Krótko mówiąc, mój samochód pozwala mojemu mózgowi odpoczywać. Mam o 15% mniejszy dopływ krwi do mózgu [niż kobiety] (…). Mój samochód to rozumie, mój samochód to szanuje.

Dlatego go kocham.” *

* ‚U mężczyzn istnieje biologiczna tendencja do poszukiwania obiektów troski, które pozwalają mózgowi wypocząć (…) bez stymulacji konwersacji nacechowanej emocjami.’ (M. Gurian What Could He Be Thinking?)

Laikat i…

Matka Boża z Guadalupe przemówiła do ubogiego Indianina z narodu Azteków. Ale choć rozmawiała z nim, prosiła, żeby wszystko przekazał swojemu biskupowi. W czasie kongresu ten moment kilku prelegentów podkreślało. Nie ma nowej ewangelizacji bez ludzi świeckich. Ale też musi ona dokonywać się w jedności ze swoimi biskupami. Tego porządku Matka Boża wszędzie pilnuje. Kościół jest hierarchiczny. Co wcale nie oznacza, że ogranicza się tylko do hierarchi. Dziś dużo uwagi poświęcono na formację świeckich. Mówili o konieczności takiej właśnie formacji… świeccy. I o to prosili obecnych kardynałów i biskupów. O to, żeby nie brakowało stałej formacji świeckich. Żeby dawali im kapłanów, którzy ich będą systematycznie formować i prowadzić. Po co? Żeby w swojej misji ewangelizacyjnej nie budowali na emocjach tylko na rzetelnej wiedzy i na prawdzie.

Nasze Programy… Budowanie na prawdzie. Która także potrzebuje systematycznej pracy. Stąd nasze zadania domowe. A propos, jak Wam idzie? Nie ma przestojów? Nikt się nie „zawiesił“? Bo, jak wiadomo, same się nie zrobią… Ale za to zrobione przynoszą plon stukrotny.

Z pamięcią o Was

Padre J. 

[Od Redakcji: Obszerniejszą relację ks. Jarosława Szymczaka z Kongresu można przeczytać na stronie Gościa Niedzielnego – TU].

nie po mojemu a dla Ciebie

Pewnego świątecznego dnia poprosiłam nasze dzieci, aby przygotowały stół do obiadu. Spodziewałam się tego, że będą go nakrywały tak jak to zwykle ze mną robiły. Ponieważ przejawiam cechy wzrokowca, to ma dla mnie znaczenie, jak ten stół jest nakryty, które serwetki dodane, czy ładnie jest wszystko ułożone.

Już w pierwszej chwili zauważyłam, że zabrały się do pracy „nie po mojemu”. Z trudem się powstrzymałam, aby nie skrytykować, ale sposób ich działania nawet mnie zaintrygował. Polegał bowiem na tym, że zamiast układać najpierw płaskie a potem głębokie talerze, i rozkładać sztućce równo, już w kuchni kompletowali zestaw obiadowy dla konkretnej osoby. Wybierali te talerze, które ktoś lubi najbardziej, to samo było ze sztućcami. Dopiero, gdy zestaw dla konkretnej osoby był gotowy, zanosili go na stół.

W efekcie końcowym wyszło, że nawet na uroczysty obiad nie mamy świątecznego zestawu, ale za to każdy mógł się poczuć wyjątkowy, bo każde nakrycie mówiło „to dla Ciebie!”

Osobiście poczułam, jak wielkim darem jest obecność kochanej i bliskiej osoby każdego dnia. I jak ważne jest wyrażanie i mówienie tego moim bliskim w każdej możliwej chwili.
To doświadczenie stało się dla mnie motywacją.

Z serdecznymi pozdrowieniami znad ulubionego kubka,

Dorota

Ważny dzień

Już minął. Dzięki modlitwie tak wielu z pośród Was, dzięki wsparciu z Waszej strony i tylu oznakom Waszej pamięci i obecności rzuciłem się na głębokie wody i po raz pierwszy w życiu, poza głoszeniem Słowa Bożego w czasie Mszy św., wygłosiłem konferencję w języku angielskim. Bez kartki, bez ściągi, korzystając tylko z prezentacji (którą pomogła stworzyć nasza redakcyjna Szefowa – nie wiem jak ją Wam pokazać, a warto).

Przerażała mnie tylko świadomość, że moje wystąpienie przewidziano na godzinę. Uprzedziłem więc Organizatorów, że dobrze będzie jak dam radę mówić przez 30, góra 40 minut. Uspokojono mnie, że to nie szkodzi; będzie przerwa, potem ktoś powie o swoim doświadczeniu jako instruktor Modelu Creightona, potem NaPro doktor, potem trochę o Programie, zaplanowanym na środek stycznia i jakoś do tej 12.00 dotrwamy.

Zaczęło się wszystko później. Zamiast o 10, jak było planowane zaczęło się o 10.20. Eloisa powiedział kilka słów o konferencjoniście, powitała uczestników w innych krajach dzięki transmitowanej konferencji na żywo i oddała mi głos. Kiedy skończyłem mówić była godzina 12. Nawet nie zauważyłem, że minęło 1,5 godziny. Jak brakowało słów, przychodzili z pomocą uczestnicy, jak nie wiedziałem jakiego pojęcia użyć, używałem słów opisujących, jak się myliłem i zauważyłem błąd, to się poprawiałem… po prostu dzieliłem się tym, co było w sercu. O dziwo nikt nie zaprotestował, że za długo, nikt nie wytknął błędów.

Piszę o tym do Was kochani, bo się znamy, bo jesteście moją rodziną, bo wiem, że z bliskimi można się dzielić także radością, że poszło, że pokonałem siebie, że odważyłem się na coś, co jeszcze niedawno wydawało mi się zupełnie niemożliwe. I tego wam także życzę: odwagi w pokonywaniu przeszkód, odwagi w świadczeniu. Wierzcie mi, komuś, kto wykłada całe swoje dorosłe życie i trochę już ma pojęcie jak używać języka, żeby się wypowiedzieć, świadomość swoich ograniczeń w języku obcym może odebrać odwagę.

Dzięki Waszemu wsparciu to było możliwe. Dziękuję, że jesteście, że wspieracie, że można na Was zawsze liczyć.

z wdzięczną modlitwą

Padre J.

Od Redakcji: dzięki Organizatorom konferencji, którzy pomyśleli o tych w odleglejszych zakątkach świata, można obejrzeć nagranie wykładu 🙂

na walizkach

memory-suitcase-by-yuval-yairi-6

Każdy z nas w małżeństwie ląduje z walizką. Wypakowujemy ją najpierw mimowolnie – to cały asortyment reakcji, przyzwyczajeń, wartościowania. Mamy też w środku doznane upokorzenia, przylepione etykiety, niespełnione marzenia, krzywdzące słowa, chybione priorytety. Listę każdy z nas mógłby dla samego siebie jeszcze szeroko uzupełnić.

Jeśli wypakowywaniu towarzyszy refleksja, możliwy jest i okresowy remanent, który pozwoli poukładać się na nowo. Jednak szczęśliwy człowiek, który może rozpakować swój tobołek mając bezpieczeństwo bycia kochanym i z tym bagażem.  Nie da się posortować siebie samego bez miłości.

Miara dojrzałości każdego z nas: stworzyć warunki, by się drugi mógł w swoim tempie wypakować – bez poganiania i osądu. Nasze historie bólu i nadziei czynią nas zarazem najbardziej bezbronnymi – i najbardziej bliskimi, powierzonymi sobie nawzajem.

M

Owoce spotkania

Kiedy zaraz po przyjeździe wybrałem się na spotkanie z ks. biskupem Carlosem Briseño, ustaliliśmy ramy mojego pobytu i obszary zaangażowania. Tak żeby na wszystko starczyło czasu i sił. Miałem oczywiście wesprzeć lokalny kościół swoją wiedzą na temat małżeństwa i rodziny, w sposób szczególny towarzysząc jako opiekun duchowy w szkoleniu z NaProTechnology i FertiltyCare prowadzonym przez Zespół z Omaha, oraz poprzez nasze Programy Rozwoju Relacji Małżeńskiej. To było oczywiste i następnym razem mieliśmy omówić już to bardziej szczegółowo, z wpisaniem w kalendarz konkretnych dat.

Na to spotkanie tym razem wybraliśmy się w trzy osoby: Eloisa, Beatriz i ja (Eloisa jest tą osobą, która rozpoczęła promocję NaPro w Meksyku i jest pierwszym instruktorem Modelu Creightona, a Beatriz już znacie z Programu 1, który się tu odbył w maju br. ). Spotkanie było bardzo piękne i niezwykle owocne. Nawet bardziej niż się spodziewałem. Z jednym tylko problemem. Ks. biskup pragnął, żeby zacząć spotkania informacyjno-motywacyjne już w najbliższą sobotę. Dziś jest więc dzień na gruntowne przemyślenie tego, czym chciałbym się podzielić, co nie byłoby takie trudne, gdyby nie fakt, że w obcym języku. Na szczęście w obcym dla nas wszystkich. Mam nadzieję, że Meksykanie szybciej mi wybaczą błędy w angielskim. 😉

Proszę więc was nieśmiało o jedno Zdrowaś Maryjo do Matki Bożej z Guadalupe o światło i mądrość plus łatwość wypowiedzi i żeby właściwe słowa same przychodziły do głowy. Bo po raz pierwszy chcę się odważyć i powiedzieć wszystko z serca a nie z kartki. Przekonałem się bowiem nie raz, że jak się mówi z kartki, to często tekst trafia dalej też na kartki słuchaczy – z kartki przez usta mówiącego, potem uszy słuchaczy i na kartkę notatnika. A jak się mówi z serca to najczęściej tam też ląduje u słuchaczy. I tylko to mnie ośmiela, żeby się tego podjąć, bo mowa serca ma uproszczoną gramatykę i nie szuka poklasku. Stąd prośba, żebym usłużył jak Święta Rodzina sobie tego życzy. A Wasza modlitwa, trud organizujących to spotkanie  i moje mówienie, niech przyniesie pożytek słuchającym. Jak przeżyję to spotkanie to napiszę jak przebiegło. 🙂

Z serdeczną pamięcią,

Padre J

 

 

Jan Paweł

Dziś wspomnienie bł. Jana Pawła II, którego niebawem (27.04.2014) papież Franciszek ogłosi świętym.

Jan+Paweł. Apostoł miłości i ewangelizator. Dla mnie pozostanie najbardziej znany z szacunku dla człowieka, zawartego w spojrzeniu, geście, słowie. Całym sobą wyrażał swoje przekonanie, że „właśnie owo zdumienie wobec wartości i godności człowieka nazywa się Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną. Nazywa się też chrześcijaństwem.”*

Narzeczeni, małżonkowie i rodziny zawdzięczają Mu tak bardzo wiele. Miłość i odpowiedzialność, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich, Familiaris consortio – by wymienić tylko kilka najbardziej podstawowych tytułów, na których oparły się Programy Fundacji Pomoc Rodzinie. Czy „łagodność”, tak obecna w Programach, owa „pauza” i zatrzymanie, zanim pozwolimy naszemu „ja” zawłaszczać drugiego, nie wyrasta z troski o godność osoby?

Tak wiele o rodzinie wiedział, bo był z nimi i dla nich. I dzisiaj blisko nas, naszych spraw, trosk, zmagań, gotowy otaczać je swoim wstawiennictwem.

M

*Redemptor Hominis

papiezwkajaku

JP2.2

JP2

grupa drogi

2184795508_3dbf18b3c1_oBędzie już 9 lat, jak się spotykamy w tym gronie sześciu małżeństw. Szmat czasu. Albo raczej: kawał drogi, bo mówimy, że to „grupa drogi”. Towarzyszenia sobie nawzajem. Nasze JA+TY=MY w 2009 przyszło jako niespodzianka i otworzyło nowe perspektywy.

Pewnie wiele dało to, iż od początku umówiliśmy się, że spotykamy się regularnie, niezależnie od tego, ile osób akurat w tym czasie może i jaką ostatecznie ścieżkę formacji w Kościele wybierze (większość z nas jest w Ognisku Świętej Rodziny, ale nie wszyscy).

Nie wyobrażam sobie, ile trudniej byłoby nam jako małżeństwu funkcjonować bez tej grupy. Tutaj można się weryfikować i mobilizować, szukać rozwiązań dla konkretnych trudności, widzieć, „jak to działa” (lub „nie działa”) u innych. W duchu wieloletniej przyjaźni, poznania wzajemnych ograniczeń i mocnych stron, z wielkim poczuciem humoru. Bo nasze spotkania to nie tylko poważne tematy, ale i górskie wędrówki, babskie spotkania w kawiarni i sylwestrowe szaleństwo w perukach z lat sześćdziesiątych.

Piszę o tym po jednym z naszych spotkań, by zachęcać do „łączenia się w grupy”. Poszukania wokół siebie małżeństw po Programie 1, 2, … W naszym świecie przetrwać samemu mógł jedynie Robinson Cruzoe, choć i on miał Piętaszka. A jednak był rozbitkiem. Wsparcie, jakiego mogą udzielać sobie nawzajem małżeństwa, jest ogromne i nie do przecenienia. I nie ujmuje niczego naszej indywidualności, lecz wydobywa na światło dzienne nasze dary – i pomaga się o nie troszczyć.

A po drodze się samemu nie zgubić – i nie zgubić kogoś z nas.

M

Zdjecie: źródło

czas radości … czas smutku

„Im głębiej wyżłobi cię smutek, tym więcej radości możesz pomieścić. Czyż czara, w której przechowujesz wino, nie jest tą samą czarą, która wyszła z pieca garncarza? A lutnia, która koi twą duszę, czyż nie była drewnem drążonym przez dłuta? Kiedy odczuwasz radość, spójrz głęboko w swe serce, a powinieneś spostrzec, że wyzwala ją to samo, co przyniosło ci smutek. Kiedy czujesz smutek, znów zajrzyj do swego serca, a dowiesz się, że płaczesz z powodu tego, co przynosiło ci radość. Niektórzy z was mówią: „Radość jest wspanialsza niż smutek”, inni zaś: „Nie, smutek jest wspanialszy”. Ale powiadam wam – one są nierozdzielne. Przychodzą razem, a gdy jedno z nich siedzi z tobą za stołem, pamiętaj, że drugie drzemie przy twoim łóżku.” (K. Gibran, Prorok, Warszawa 2008)

Smutek i łzy są częścią życia, tak samo jak radość i uśmiech. I wcale nie chodzi o to, by jak najszybciej się ich pozbyć, lecz by się z nimi spotkać, zrozumieć i umieć je przeżywać. Również w relacjach.

Jak ważne wydaje mi się to w wychowaniu. Mówienie dzieciom: „nic się nie stało”, „to przecież aż tak nie boli”, „nie ma co płakać, uśmiechnij się”, „co za beksa z ciebie” itp. uczy jedynie tego, że niektórych uczuć trzeba się obawiać, unikać, wstydzić, tłumić. Fałszuje prawdę o rzeczywistości, w której przecież nie raz przyjdzie doświadczyć najprawdziwszego smutku, żalu, przykrości.

Więc dajmy sobie prawo do smutku, lecz nie rozpaczajmy i nie upadajmy na duchu.

A na trudne chwile życzę Wam nadziei i optymizmu. Pomimo wszystko :-).

Basia