“Ofiarowali Mu dary…”

Dali to, co mieli najlepszego. Tradycja mówi, że złoto było dla uczczenia w Nim Króla, kadzidło dla Boga, a mirra – jako zwiastun męki Pana Jezusa. Ale też można spotkać i taką interpretację, że złoto reprezentuje naszą miłość, kadzidło naszą modlitwę, a mirra nasze cierpienie.

A ja sobie myślę o moich darach. Jak często to są resztki. Resztki mojego czasu, resztki mojego dnia. Zasypianie nad Liturgią Godzin, zasypianie w czasie rozmyślania. I to nie ze złej woli, tylko … z utrudzenia w Jego służbie.

Dzisiejsze święto na nowo mi uświadamia, jak bardzo ważne jest spotkanie z Nim na początku każdego dnia, zanim zacznie się praca nad budowaniem Królestwa Bożego. Służba jest miarą miłości, a miłość to zawsze najpierw spotkanie osób.

Najpierw odwiedziny, potem dary. Dary były konsekwencją spotkania. Owocność mojego dnia – jak bardzo zależy od tego spotkania.

IMG_1359

Święto Trzech Króli ma swoją bogatą tradycję w Meksyku. Przywędrowało razem z Hiszpanami i na trwałe zagościło. W przeddzień każdego dziecko pisze swój list do Trzech Króli z listą życzeń i wysyła kartkę balonem do nieba.  Rano, kiedy się obudzą pędzą zobaczyć, co dostali.

Rodzice muszą starać się więc dwukrotnie – w Boże Narodzenie i w Trzech Króli. Co prawda my też, w św. Mikołaja i w Wigilię. Wychodzi więc na to samo. 🙂

Z pamięcią serdeczną

Padre J.

P.S. Bardzo dziękuję za niespodziankę. Poczta z Przystani była niezwykła. Szynka… znakomita. Choć meksykańskie jedzenie jest jednym z najlepszych na świecie, to przecież trochę brakuje naszych pierogów, gołąbków, zrazów (zwanych roladami), kapusty (także tej modrej), itp. Kulinarny element poczty był więc bardzo trafiony. Dziękuję.

Urodziny to niezwykły moment, bo przecież rozpoczyna się największa podróż życia, która już nie będzie miała końca. Dziękuję za życzenia, za pamięć, za tyle serdeczności, za dobre słowa i ukryte w nich porządne wymagania 🙂  Dobrze, że jesteście.

Z ogromną wdzięcznością

ks. Jarosław 

 

Święto Świętej Rodziny

Nasze patronalne. Zawsze bardzo dla nas ważne.

Świętujemy całą rodzinę. Nie Osoby z osobna, ale Ich razem. Jak często w naszych kościołach są dość porozdzielani. Warto w dzisiejszym dniu zobaczyć Ich na nowo i przylgnąć do Nich. Święto Świętej Rodziny.

Modli się dziś Kościół w kolekcie we Mszy św.:  “Boże, Ty w Świętej Rodzinie dałeś nam wzór życia, † spraw, abyśmy złączeni wzajemną miłością naśladowali w naszych rodzinach Jej cnoty * i doszli do wiecznej radości w Twoim domu…”

Kiedy Bóg Ojciec posłał swojego Syna na świat “aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16), nie uczynił żadnego zastrzeżenia: oczywiście, jak już będziesz ewangelizował. Trudno byłoby sobie wyobrazić, żeby Pan Bóg poprosił Pana Jezusa, aby jakoś wytrzymał w rodzinie i wstrzymał się z misją;  przyjdzie taki moment, że będzie mógł wreszcie ruszyć. W takim układzie Pan Jezus zmarnowałby trzydzieści lat swojego życia i kolekta nie miałaby sensu.

Podobnie słowa z księgi Syracha o czci dla swoich rodziców, czy też toska św. Pawła o zasady jakie powinny panować w rodzinie: “Żony, bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu. Mężowie, miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi. Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha” (Kol 3, 18-19.21).

Życie rodzinne okazuje się, że jest wybitnym miejscem do praktykowania wszystkich obszarów pracy nad jakością naszych relacji: “obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy. Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani, w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni.” (Kol 3, 12-16).

Otaczam dziś szczególną modltwą Was wszystkich, którym jest dane nosić to samo imię, co Święta Rodzina. Niech Ona odwiedzi Was i choćby na chwilę się zatrzyma, żeby wysłuchać co u Was, jak sobie radzicie. Czy nie trzeba Wam w czymś pomóc,

I ja także, jak kolędnik Was odwiedzam i zapewniam o pamięci

Padre J. 

„wiem, nie jestem dzieckiem”

Mówiłaś: wiem, nie jestem dzieckiem.
Wiem, co jest dobre w moim życiu, a co nie.
I dopadł Cię przeklęty ogień,
I ciągle pali, ciągle pali, niszczy Cię.

Mówiłaś: Bóg jest gdzieś daleko,
Na pewno nie wie, co w mym życiu dzieje się.
Nie chciałaś wierzyć mi, że tamtej nocy,
Właśnie dla Ciebie Boży Syn narodził się.

I wciąż Cię kocha, kocha, kocha, kocha
Nieprzytomnie.
I wciąż Cię kocha, kocha, kocha, kocha
Tak, jak nikt.*

Próbuje się nam wmówić, że „dorosłość” i „realizm” znaczy tyle, co samowystarczalność i racjonalizm. „Nie bądź dzieckiem. „Weź sprawy w swoje ręce.” Tymczasem Narodzony w stajence jako dziecko ochrania w nas właśnie to, co dziecięce: co kruche, otwarte na pomoc w zewnątrz, na opiekę kogoś silniejszego i Jego prowadzenie. Więcej nawet: bez tej opieki dziecko nie przetrwa, nie poradzi sobie, jest całkowicie bezbronne. Więc „realizm” oznacza jak najbardziej otwarcie się na obecność Kogoś mądrzejszego w naszym życiu, kto wie, co jest dla nas dobre, lepsze i najlepsze. I kocha nieprzytomnie.

W Karmelu Dzieciątka Jezus jest taka tradycja w dzisiejsze trudne Święto Młodzianków: na jeden dzień przełożonymi Zgromadzenia w każdym Domu zostają najmłodsi powołaniem (wybierani w demokratycznych i tajnych wyborach 🙂 ). Może dziś warto poobserwować nasze dzieci, może warto odkopać w sobie i pokazać Panu Bogu to, co jest w nas dziecięce, proste, ufne i potrzebujące – i temu oddać władzę. I prosić, by On sam w nas odbudował to, co światowy „realizm” odbiera i niszczy, wmawiając, że jesteśmy zdani tylko na siebie. Niech On da nam wołać do Niego tak, jak przyszedł nas uczyć Jego Syn.

M

*Piosenka o miłości, 40 synów i 30 wnuków jeżdżących na 70 oślętach (zespół pochodzi z Wrocławia, a jakże 😉 ). Do posłuchania TU.

Głowa i serce

„Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył” (J 20, 8)

Najmłodszy z Apostołów i najukochańszy, a jednocześnie pokorny i pełen szacunku. “Przybył pierwszy do grobu”, ale to Piotr był tym, który wszedł do grobu pierwszy. Miłować Pana Jezusa oznacza także miłować Kościół. Choć św. Jan był tym, którego Pan Jezus tak bardzo miłował, to jednak na pierwszego Papieża wybrał św. Piotra. Tam, gdzie jest prawdziwa miłość, tam też jest i porządek.

Przypomina mi to stare (choć raczej kiepskie) powiedzenie, że mąż jest w rodzinie głową, a kobieta… szyją, która tą głową kręci. Nie ma to powiedzienie nic wspólnego z teologią małżeństwa i rodziny. Przynajmniej w drugiej części. Prawda teologiczna jest taka, że mąż jest głową rodziny, a kobieta sercem. Żadna opozycja, tylko komplementarność. Głowa bez serca to dość kiepski pomysł, ale też i serce bez głowy – podobnie.

Tak wierzy mój Kościół, który kocham. Wszystkie role są potrzebne, wszystkie charyzmaty są potrzebne, każdy jest potrzebny. Każdy!!! W służbie jednemu, świętemu, katolickiemu (powszechnemu) i apostolskiemu Kościołowi.

z serdeczną pamięcią o Was wszystkich

Padre J.

ps. Osobiście lubię ten fragment z jeszcze jednego powodu. Otóż jest to bardzo ważny, biblijny dowód na to, że bieganie jest częścią apostolskiego posługiwania. “Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy…” (J 20, 4).

Zatem kto biega, niech nie przestaje. Potrzebujemy szybkich apostołów. I pamiętajcie: pierwszy na mecie, wcale nie oznacza, że ważniejszy. Bieganie to nie tylko walka o miejsce na mecie; o wiele ważniejsza jest ta o miłość.

ps. 2. Pamiętajcie więc proszę o moim kolejnym starcie: 8 lute go 2014. Mój piąty maraton. Oby zawsze był biegiem o większą miłość. 🙂

 

 

z modlitwą zawsze

 

Padre J.

 

 

Pasterka

W katedrze w Merida. Przepięknej. Z potężnym krucyfiksem. Miejsce, w którym się modlił bł. Jan Paweł II. Do tego też nawiązał Ks. Abp Emilio Carlos Berlie Belaunzarán, na którego zaproszenie się tu znalazłem, witając gościa z Polski w łączności z Papieżem Polakiem.

To, co mnie niezwykle urzekło, to obyczaj wnoszenia figurki Dzieciątka Jezus w procesji. Po akcie pokutnym, od wejścia do katedry, w otoczeniu ministrantów – akolitów, ruszyli niemłodzi już małżonkowie, z dorosłym synem  w stronę prezbiterium z figurką Dzieciątka Jezus. Przykrytego ciepłą kołderką. Niósł mężczyzna. Wręczył Księdzu Arcybiskupowi, który je ucałował, potem podał do ucałowania koncelebrującemu księdzu, zaś asystujący Diakon zaniósł Dzieciątko Jezus na przygotowany żłóbek w Prezbiterium.

Zdziwiło mnie, że to mężczyzna niósł Dzieciątko. Choć już wcześniej zauważyłem, że bardzo dużo mężczyzn wchodząc do katedry niesie ze sobą figurki Dzieciątka Jezus. Różnej wielkości. Od maleńkch, w koszyczkach, po rozmiary normalnego dziecka, niesionych w ramionach. Żaden się nie wstydził, każdy trzymał dumnie w objęciach. Może to dlatego też Dzieciątko Jezus tak im błogosławi, i ciągle jest Ameryka łacińska otwarta na życie.

Bardzo mi się ten obyczaj spodobał. I już sobie myślę, jak w przyszłym roku mogłaby wyglądać Pasterka w naszym Domu w Łomiankach, z Dzieciątkiem Jezus uroczyście wnoszonym. Oto wkracza w naszą historię Zbawiciel Świata. W każdym roku zapraszamy na nowo do naszych serc, by je coraz bardziej upodabniał do siebie.

Dziś szczególnie blisko wszystkich, którzy nie mogą się doczekać dzieciątka. I w intencji wszystkich, do których dotarła wiadomość, że życie ich maleństwa, choć w najbezpieczniejszym miejscu na świecie, bo pod sercem mamy, to niestety jest zagrożone. Masz je pod sercem, kochasz a nie możesz mu pomóc. Niech Matka Boża wraz z Dzieciątkiem Jezus i św. Józefem Was szczególnie dzisiaj otoczy swoją miłością.

Was wszystkich kochani, w tym szczególnym dniu, otaczam swoją modlitwa, błogosławieństwem i sercem. Choć daleko, także od naszych tradycji, zwyczajów, potraw, kolęd, to przecież tym samym jeszcze bliżej. Z oddalenia to jeszcze inaczej wygląda.

A i tu przecież jestem otoczony całą miłością, bo w Meksyku ludzie są bardzo serdeczni i ciepli.

Padre J. 

przychodzi

Kiedy On przychodzi, ciemność się płoszy. Wystarczy uchylić drzwi. A On przychodzi opowiadać o swojej miłości, o życiu wydanym dla nas, żebyśmy i Ty, i ja – nigdy nie byli sami. Przychodzi w puste miejsce przy stole, przychodzi zaradzić brakom i niemożnościom. Niezawodny. Zjawi się na pewno, nawet jeśli zachmurzenie planowane przez stacje meteo zasłoni pierwszą gwiazdkę, a na stole zabraknie dwunastu potraw. Przychodzi podnosić z gruzów nadszarpnięte relacje, łączyć, nie dzielić, tłumaczyć, nie oskarżać. Zawsze pierwszy w miłości.

Drodzy Czytelnicy, życzymy Wam najpiękniejszych Świąt, z radością Aniołów, ze Świętą Rodziną, z Emmanuelem – Zbawicielem, co upodobał sobie bliskość. I dobrych, ciepłych chwil z rodziną, słów, co wspierają i łączą – nie dzielą. Żeby i nasze domy wypełniło to niezwykłe światło, które obudziło pasterzy.

915727-1366x768-_1324820671kHUdCcP

Zespół Przystani

Wybór

Całkowicie przez przypadek i bez celu wszedłem do małego sklepiku z pamiątkami. Ładnie, miło, mnogość towaru. Ogólnie wrażenie pozytywne. W szczególe? Wśród różnych kubków, kubeczków, figurek, także takie, według których jedynym sposobem świętowania uroczystości jest chyba „zalanie” radości alkoholem. Różne ładne, nawet pobożne życzenia, ale są i takie, z których wnioskuję, że największym wrogiem męża jest … żona. Można nabyć pięknego anioła lub piersi na drucikach (wersja męska stoi obok).

Tak sobie myślę, niby o’key. Do niczego nie namawiamy. Kup co tobie odpowiada. Przecież świat to też taka wielka półka jak w markecie. Wybieraj jak chcesz żyć i pozwól innym wybierać.

Ta swoboda wyboru przeniosła mi się automatycznie na nadchodzące święta i zastanowiłem się adwentowo – na co czekam? Na jaką „wersję” świąt?  Na wreszcie trochę dni wolnych od pracy? Może na miłą rodzinną atmosferę okraszoną ofiarowywaniem prezentów? Albo na kolejne święto kościelne przyozdobione pójściem na mszę św., może nawet i spowiedzią, lecz po którym moje życie będzie wyglądać jak poprzednio? Na Boże Narodzenie?

Śpieszę odpowiedzieć Czytelnikowi, że ja „nie czekam na Boże Narodzenie”. Ono się już dokonało. I zmieniło całkowicie bieg historii. Zmieniło także i moje życie. W te kolejne dla mnie święta pragnę jeszcze raz się nad tym faktem zatrzymać. Odświeżyć świadomość tego, co narodziny Chrystusa wniosły i wnoszą w moje życie. Odnaleźć kolejne cząstki mego życia, których jeszcze nie oddałem Zbawicielowi świata. I tak po prostu zadumać się nad tym, że do takiej bliskości z Bogiem, jakiej doświadczyli choćby pastuszkowie, czy mędrcy jest mi jeszcze bardzo daleko. A Ty na jakie święta czekasz?

Michał

 

Kościół sobie a życie sobie…

– można by pomyśleć. Bo w Kościele trwa Oktawa Bożego Narodzenia, a my już na powrót w normalnym życiu. Czeka nas co prawda jeszcze Sylwester, ale to już święto z innego rozdzielnika.

No może nie do końca tak. Bo świętowanie wcale nie musi się ograniczać do nic-nie-robienia. Prawda o tym, że przyszło na świat dzieciątko, nie zmienia biegu świata, on dalej pędzi gdzieś przed siebie. Ale dla każdej mamy przyjście na świat dziecka zmienia całkowicie jej świat. Dla niej „oktawa” – to codzienne odkrywanie na nowo cudu życia.

To liturgiczne trwanie przez osiem dni w wydarzeniu uczy nas jak trwać przy Osobie, gdy cały świat pędzi i żyje swoim rytmem: praca, zajęcia, codzienne obowiązki, stałe fragmenty prozy życia… Nie tracę Go z oczu, choć tyle zadań przychodzi mi wykonać.

xj

dotyk

To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – bo życie objawiło się. (1J 1,1)

Zrobił wszystko, byś mógł Go dotknąć, jak Jan.

Wiedział, że jak noworodek potrzebuje dotyku, tak samo w życiowej konieczności będziesz ty. Z jakiś powodów nie obawiał się Twoich zadrapań, ran, zabrudzenia. Możesz Go dotknąć, kiedy zechcesz. W Słowie – nawet pod palcami aplikacji na twoje urządzenie tak bardzo przenośne, żebyś nie sięgał na półkę po okładki i papier.

Możesz dotknąć Go w Eucharystii, możesz – jak  św. Jan – spocząć na Jego sercu, gdzie ulgi doznaje wszelka udręka. Możesz jak dziecko zaplątać się w Jego szatę, zginąć w niej cały, możesz dać się pochwycić za dłoń, gdy grunt osuwa się spod nóg.

Niezależnie od tego, czy doświadczyłeś w swoim życiu „złego dotyku”, czy za mało dotyku – możesz Go dotknąć i dać się Jemu dotknąć bez lęku. Po to przyszedł na świat. Opowiedzieć ci o bliskości, której nie trzeba się bać.

M