tyle masz, ile dasz

„Kiedy schodzili z góry, uczniowie zapytali Jezusa…” (Mt 17,10)

Schodzili z tej góry, na której nastąpiło Przemienienie. Uczniowie zobaczyli tam Jezusa w blasku Boskiej chwały. Ujrzeli więcej niż inni. I zaczęli Go pytać, a On im odpowiadał i wtedy zrozumieli.

Chodzenie po górach wymaga odrobiny wysiłku, ale wtedy też jest trochę czasu na rozmowę, na poznanie, na przyjaźń.

To niekoniecznie musi być najwyższa góra. Ważniejsze jest raczej podjęcie decyzji, aby na nią wejść. I to nie samemu, lecz z Nim, aby mogło się tam odbyć przemienienie. Nasze przemienienie, nasza odnowa. Aby był czas dla Niego, żeby można było zapytać, usłyszeć odpowiedź i zrozumieć.

Dzisiaj stwierdziłam, że taką górą dla mnie jest obecny czas adwentu.
On, mój Pan, jest przy mnie, ja się trochę ociągam, nie mam sił momentami, ale generalnie zmotywowana jestem. Chcę przemiany, odnowy, chcę więcej dobra wokół siebie.

Jak?

Codziennie dzieci na roratach śpiewają:

tyle masz, ile dasz…

Dorota

Reklamy

w zawrotym tempie

Podobno doba ma ciągle 24 godziny. Trudno to przyjąć, chyba trzeba brać na wiarę 😉 tym bardziej, że wygląda na to, że słońce nadspodziewanie szybko znalazło się w fazie białego karła (tak go mało i tak słabo grzeje). Czas jakby szybciej płynie, wszystko jakby w przyspieszonym tempie się dzieje. Praca domowa i zawodowa ciągle goni, nawet dzieci w szkole mają mnóstwo pracy. A przecież są jeszcze dodatkowe zajęcia i zobowiązania.

No i przecież niedługo Święta!

W kolejce więc ustawiły się okna z prośbą o umycie, żeby choć trochę więcej świata było widać, przy i tak znikomej ilości światła. Pajęczyny czekają na ściągnięcie. Zakupy dobrze by było zaplanować, do 12 potraw się przygotować, albo do 17, bo przecież jeszcze później dwa dni świąt. No i prezenty, prezenty, prezenty!

I trochę trudno tylko wpisać w rozpiskę codzienne roraty. Przychodzi pokusa, że może jednak nie codziennie, może tylko wtedy, gdy naprawdę nie będzie już wiadomo, co z czasem wolnym zrobić.
Na szczęście dla mnie, po wczorajszej, pierwszej Mszy roratniej wszystkie te sprawy poukładały się jakoś bardziej sensownie. I w sercu jakby spokojniej i radośnie.

A na pocieszenie i dla zachęty tak dzisiaj tak czytamy:

„W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.” (Łk 10,21)
 
Jezus rozradował się na widok swoich uczniów, których nazywa właśnie prostaczkami, to im została objawiona cała Prawda i mówi im, że to oni właśnie są ludźmi szczęśliwymi.

Mam nadzieję, że również dzisiaj raduje się na nasz widok, pomimo zawrotnego codziennego tempa, że znajdujemy czas na to, aby przygotować nasze serca, aby były proste i radosne.

Bo przecież Jemu najbardziej zależy na nas!

Dorota

 

błogosławcie Pana

Błogosławcie Pana, wszystkie dzieła Pańskie,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki.
Błogosławcie Pana aniołowie Pańscy,
błogosławcie Pana niebiosa.

Błogosławcie Pana, wszystkie wody pod niebem,
błogosławcie Pana, wszystkie potęgi.
błogosławcie Pana, słońce i księżycu,
błogosławcie Pana, gwiazdy niebieskie. (Dn 3,57-63a)

ogrom nadziei

Czytając wczorajszy wpis Małgosi „kogo jara taka wiara?” od razu stanęli mi przed oczami wątpiący w zmartwychwstanie saduceusze, którzy zastawili na Jezusa jakby „zasadzkę” pytając o kolejnych mężów jednej żony.
I widzę, że wielu saduceuszy jest i teraz wokół mnie. Swoimi nachalnymi komentarzami, cynicznymi uwagami i ironicznym zachowaniem próbują zamazać obraz Boga, próbują nawet „udowodnić”, że Go nie ma.

Ale On nas nie zostawia. Dodaje otuchy, przymnaża wiary, zapewnia i zachęca. Ponad dwa tysiące lat temu, i teraz również, odpowiada wszystkim saduceuszom:

„Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa „O krzaku”, gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. ” (Łk 20, 34-37)

Cóż za Dobra Nowina! Pełna nadziei. I jaka godność.

Dla mnie, dla Ciebie, dla każdego!

Jezus nie chce, abyśmy stali się czy pozostali saduceuszami.
Bo wtedy będziemy sami. Tragicznie sami. I bez nadziei.

Dorota

nie po mojemu a dla Ciebie

Pewnego świątecznego dnia poprosiłam nasze dzieci, aby przygotowały stół do obiadu. Spodziewałam się tego, że będą go nakrywały tak jak to zwykle ze mną robiły. Ponieważ przejawiam cechy wzrokowca, to ma dla mnie znaczenie, jak ten stół jest nakryty, które serwetki dodane, czy ładnie jest wszystko ułożone.

Już w pierwszej chwili zauważyłam, że zabrały się do pracy „nie po mojemu”. Z trudem się powstrzymałam, aby nie skrytykować, ale sposób ich działania nawet mnie zaintrygował. Polegał bowiem na tym, że zamiast układać najpierw płaskie a potem głębokie talerze, i rozkładać sztućce równo, już w kuchni kompletowali zestaw obiadowy dla konkretnej osoby. Wybierali te talerze, które ktoś lubi najbardziej, to samo było ze sztućcami. Dopiero, gdy zestaw dla konkretnej osoby był gotowy, zanosili go na stół.

W efekcie końcowym wyszło, że nawet na uroczysty obiad nie mamy świątecznego zestawu, ale za to każdy mógł się poczuć wyjątkowy, bo każde nakrycie mówiło „to dla Ciebie!”

Osobiście poczułam, jak wielkim darem jest obecność kochanej i bliskiej osoby każdego dnia. I jak ważne jest wyrażanie i mówienie tego moim bliskim w każdej możliwej chwili.
To doświadczenie stało się dla mnie motywacją.

Z serdecznymi pozdrowieniami znad ulubionego kubka,

Dorota

pustynia i krzyż

„Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.” (Łk 14,27)

Gdy idę zatłoczoną ulicą miasta i mijam setki ludzi – młodych, w sile wieku, starszych, niektórych uśmiechniętych, niektórych smutnych, dociera do mnie wówczas świadomość, że tylu ilu ludzi tu jest, każdy ma swój krzyż i żaden z nich nie jest ważniejszy od drugiego. Bo ten, z pozoru mały, może mieć sęk, która będzie uwierał tak bardzo, że pod nim otworzy się rana, która nie będzie mogła się zagoić. A ten z pozoru wielki może być dużo lżejszy, niż się wydaje. Nie ma to znaczenia.

Krzyż jest krzyżem.

Ważne jest, aby zechcieć ten krzyż przyjąć. I nieść. A nie uciekać, nie udawać, że go nie ma.

Aby zrozumieć mój krzyż, musiałam się znaleźć na pustyni. Tak. Na pustyni. Mimo że byłam w domu, w pracy i miałam swoje obowiązki. Odcięłam się od mediów i zbytecznej wrzawy na własne życzenie, ale towarzyszyło mi też olbrzmymie poczucie pustki i osamotnienia.
Wiedziałam, że Pan Bóg jest przy mnie, ale zupełnie Go nie rozumiałam. Trwać przy Nim pomogły mi zobowiązania modlitwy. Później pojawiły się konkretne znaki, sygnały i osoby przysłane przez Niego, aby wyprowadzić mnie z tej pustyni jak najszybciej.

Dziękuję Ci, Panie, za mój krzyż. Taki, a nie inny. Dziękuję Ci za moich braci i siostry w wierze, którzy niosą swój krzyż w ufności. Dziękuję Ci też za wszelkie łaski i siły, które są nam potrzebne, aby ten krzyż przyjąć i dźwigać.

Z pozdrowieniami wśród trudów dnia codziennego,

Dorota

droga przy herbacie

„Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona.” (Łk 10,41-42)

Minął już intensywny weekend w pięknym Wrocławiu. To był dobry czas dla wielu małżeństw. I nie ukrywam, że i nasze też na tym skorzystało chociażby tym, że mogliśmy jeszcze raz wysłuchać wykładów i zweryfikować, co udało nam się zmienić, poprawić, gdzie jeszcze niedomagamy. Nabrać nowych sił, zapalić się na nowo.

Chociaż obowiązki domowe, służbowe, niekończąca się lista spraw „do natychmiastowego załatwienia” krzyczą żeby się nimi zająć, to serce podpowiada mi: „Nie zapomnij o herbatce! Herbatce bardzo gorącej. W dużych kubkach, żeby dłużej stygła. Nie zapomnij o herbatce wypitej razem z Mężem. Koniecznie na sofie. Tam będzie się Wam najlepiej rozmawiało :)”

Nasze małżeństwo to wspólna droga, skoro czasem pod górę, czasem z górki, ale ważne, by razem – nie może zabraknąć przystanku na herbatkę.

Dorota