6 dni do maratonu

i człowiek coraz pokorniejszy. Wyniki z treningów mówią, że będzie ciężko i że zbyt późno zacząłem realizować program treningowy. I myślę sobie, to dobrze, bo maraton rozliczy mnie z braku solidności, pewnej swobody interpretacji rodzaju treningu i trochę już ode mnie niezależnej ilości dni w podróżach i doświadczanych trudności ze zorganizowaniem treningu. Będzie więc okazja przygotować się w następnym sezonie zdecydowanie lepiej. Nauczką będzie niepotrzebny ból i zmęczenie na ostatnich kilometrach (oczywiście marzy się bieg do końca, bez poddania się). To, gdy chodzi o wynik. Ambicja, oczywiście.

Ale gdy chodzi o coś więcej – o radość z pokonywania rozmaitych trudności przez te wszystkie miesiące, o dawanie z siebie wszystkiego na treningach, o poznanych ludzi i nowe miejsca biegowe (treningi w NZ, Londynie i Nowym Orleanie, Wrocławiu i Wisełce) to patrząc wstecz jest też i miejsce na taką własną, spokojną dumę – walczyłem, byłem systematyczny, wiem, co poprawić.

Zmiana nie następuje tylko w mięśniach czy wpisanych miejscach w kalendarzu treningów. Zmiana następuje w nas, bo to my trenujemy, to my walczymy ze słabością – a to się rozciąga na wszystkie inne obszary naszego życia.

Dziś się modlimy we Mszy św. o wzrost pobożności. Jak każdy wzrost potrzebuje czasu, systematyczności, dobrego doradcy-przewodnika, świadomości, co już wychodzi i co jeszcze trzeba poprawić. I tylu jeszcze innych drobiazgów (jak choćby odpowiednia suplementacja).

„Boże wszechświata… Umocnij w nas wszystko, co dobre, i troskliwie strzeż tego, co umocniłeś” (z dzisiejszej kolekty).

Z pamięcią o Was

ks. Jarosław

3 thoughts on “6 dni do maratonu

  1. i ja podobnie…dobiegłem..!!!a teraz …?następny etap…!całkiem inny…!inne życie…!inna praca…!inni ludzie…!jak fajnie że Pan Bóg mnie tak prowadzi jak chce…!!! a każdy bieg na Chwałę Pana!!!I jak Fajnie że księża,szlachetni słudzy Pańscy są z nami…!gdyby nie oni to nie napisał bym teraz na tym blogu i nie cieszył bym się życiem…!Chwała Panu Jezusowi że posłał tych szlachetnych wybrańców do nas….!!!

  2. Maraton i przygotowania do niego – to trochę jak poker. Wymieniam… Wchodzę… Podwajam… Czekam… I w jednej, i w drugiej dyscyplinie, zresztą w każdej – na końcu pada nieubłagana komenda: SPRAWDZAM.

    Czasem się przekonuję, że moja pokerowa zagrywka nie przynosi oczekiwanego rezultatu, tylko „płacz i zgrzytanie zębów”. A potem moje emocje opadają i okazuje się, że to od początku Boży plan wobec mnie, wobec nas. Że z tego „płaczu i zgrzytania” dobry Bóg wyprowadza dobro,
    o którym nawet nie śmiałem marzyć.

    „Boże wszechświata, umocnij we mnie wszystko co dobre”, bowiem „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s