nie do nadrobienia

Tak. Harce z dzieciakami w Bałtyku już za nami, wycieranie i rozgrzewanie także. Wygląda na to, że po raz pierwszy w historii tegorocznego urlopu uda się zająć miejsce na kocu i pozwolić, by potrudziło się trochę słońce. Przecież wspomnienia procedur z dawnych czasów jeszcze gdzieś się tlą w pamięci: książka, ręcznik na głowie, woda wylewająca się w końcu z zatkanych uszu, leżenie.

„Mamooo, chce mi się siku”. To synek. Niemal zdążyłam rozprostować kończyny. Więc idziemy szukać stosownego miejsca. Wracam i zajmuję miejsce z poczuciem spełnionej misji.

„Mamooo, jestem głodny. Strasznie głodny” (dzięki Ci, Panie, że nareszcie JEST GŁODNY!). Prowiant wyczerpany. Generalnie pora obiadu. I dnie płyną w rytm „Mamooo…” . „Przytul”, „poczytaj”, „chodź, zobacz”. A przecież trzeba podać, zmyć, zmieść, wyprać.

Albo nie. Może nie trzeba. Może da się urządzić zawody z dziećmi w szalonym zamiataniu. Karaoke z miotłą i sprawdzanie echa w wytartych przez dzieci kubkach. A potem przytulić i poczytać. Bo te prośby będą mieć tylko przez kilka lat. Później to my będziemy prosić: „przytul”, „poczytaj”, „chodź, zobacz”. Ale dzieci, wyrosłe z dziecięctwa, będą miały ważniejsze sprawy.

Małgosia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s