wybierz życie – jak w Madrycie

„Odwagi! Trzeba bowiem, żebyś i w Rzymie świadczył o Mnie tak, jak dawałeś o Mnie świadectwo w Jerozolimie” (Dz 23, 11)

Tym razem nasz redakcyjny X Jarosław Szymczak podróżuje do Madrytu, gdzie już jutro zacznie się długo przygotowywany i oczekiwany World Congress of Families – szósta edycja. Będą goście z całego świata, będzie o rodzinie w tym świecie – która często niewiele znaczy dla wielkiej polityki. A przecież tak wiele darów i umiejętności każdy z nas zawdzięcza własnej rodzinie! Niestety czasami „spadkiem” są również obciążenia i problemy. Więc nie ma nic ważniejszego. Dla małych dzieci – rodzina to cały świat, jej brak – koniec tego świata.

Dziś prosimy Czytelników szczególnie o modlitwę w intencji Kongresu, a zwłaszcza za Kapitana „Przystani”, który będzie w Madrycie mówił o stawaniu się rodzicami i przeszkodach w tym procesie. Liczymy na Wasze wsparcie.

Już czekamy na korespondencję z Madrytu.

Zespół Przystani

Reklamy

Zaproszenie

Był dzień skupienia. Była i adoracja. Kaplica nie za duża. Światła jakby za mało. Nagłośnienia brak. Wiele rodzin i jeszcze więcej dzieci. Szum, hałas. Ławki skrzypiące przy każdej zmianie pozycji. Jedne dzieci modliły się, inne chodziły po kaplicy, jeszcze inne zdecydowanie prosiły o zmianę miejsca pobytu. Jeden chłopczyk ze spokojem zwiedzał prezbiterium z wystawionym Najświętszym Sakramentem. Wyciszenia w sercach dorosłych tyle, na ile każdego stać. Zapewne pragnienie ciszy większe niż można go doświadczać w rzeczywistości. I pośród tego ON, sam Bóg.

I zrodziła się we mnie myśl: czyż nie takie jest nasze życie? Czy nie tak wygląda codzienność każdej rodziny? Chciało by się powiedzieć: chaos w tysiącach odmian. I tylko od nas zależy, aby pośród tego chaosu mógł przechadzać się On. Nie lubi się wpraszać. Pragnie być chciany, zaproszony.

Bądź z nami, Panie.

Michał

czekanie

Nie obawiam się Twojej biedy. Nie boję się, że gdy się do Mnie zbliżysz, biel Moich szat się zbruka Twoimi ranami. Nie szukam przecież zdrowych i doskonałych. Biorę Cię w ramiona, ostrożnie, by nie urazić bolących miejsc. By je przemienić. By uczynić je miejscem spotkania ze Mną, a potem z innymi. Byś jaśniał miłością jak Ja.

I nie zrażają mnie Twoje puste ręce. Im bardziej są puste, tym bardziej Ja mogę je napełniać. Przyjdź do Mnie i nadstaw dłonie.

Czekam na Ciebie.

Jezus

Uzbrojeni mocą z wysoka

Ktoś z naszych stałych Czytelników powiedział mi, że wpisy ks. Jarosława są „najmniej pobożne”, więc dziś, dla odmiany, odrobinę pobożniej. 😉

Wczoraj przeżywaliśmy wszyscy Wniebowstąpienie Pańskie. Dla mnie to święto od lat kojarzy się ze słowami Pana Jezusa, że pożyteczne jest dla nas Jego odejście, bo otrzymamy wtedy innego Pocieszyciela (J 14). Zaczyna się więc dla nas szczególny czas oczekiwania.

Na Kogo czekam? Spośród tak wielu Jego tytułów, w jakim przyjdzie On do mnie? Jak czekam?

A ja modlę się za Was, Kochani z Przystani, byście na nowo otrzymali Jego moc, która niech się objawia w Waszych małżeństwach i rodzinach, w Waszych walkach ze słabościami, lękami i obawami.

Podnieśmy głowy, jesteśmy uzbrojeni do walki o nasze małżeństwa i rodziny. Otwórzmy się na Jego moc. Niech działa w nas jak działał w Apostołach i w swoich świętych. Si isti, cur non ego? Jeśli oni mogli, to dlaczego nie ja?

X Jarosław

cokolwiek

„O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię Moje” (J 16, 23)

Tak, czasem głos mi odbiera, gdy doświadczam Jego pochylenia nad moimi potrzebami. Nieraz zupełnie prostymi i codziennymi, albo właśnie tymi zapomnianymi i zaniedbanymi (gdy na przykład zdrowie zaczyna szwankować, bo „nie ma czasu”).

Myślę często, że przez te gesty świadczące o tym, jak bardzo jest blisko i wszystko wie, chce mi coś powiedzieć także o wszystkich moich prośbach, które wydają się pozostawione bez odpowiedzi.

Że mogę Mu ufać. Albo: że nie mogę nie ufać. Byłoby to nieracjonalne.

Małgosia

Co wystarcza dzieciom?

„..pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy” (J 14, 8)

Słowo to przypomina mi się często w kontekście mojej relacji z dziećmi. Łączy się z myślą bł. Jana Pawła II: „miłość rodzicielska ma się stać dla dzieci widzialnym znakiem (…) miłości Boga”.* „Widzę” to Słowo na ustach czwórki naszych dzieci, bo w tym prostym, krótkim zdaniu spotyka się moje pragnienie (by pokazać im Ojca) z ich głęboką potrzebą doświadczania miłości.

Pokazać dzieciom miłość Ojca – tak, by mogły ją zobaczyć, usłyszeć, poczuć – przez moje własne słowa, zachowanie, sposób odnoszenia się do nich. Umieć przekazać coś z Jego czułości, ogromnej cierpliwości, radości płynącej z samego faktu, że są, z dostępności, stałości w miłości, z dawania niezliczonych nowych szans, z szacunku dla wolności… Ale też walczyć o ich prawdziwe dobro. Więc stawianie granic, mówienie „nie”, więc trudne rozmowy o błędach.

Nie sądzę, by dzieci zapamiętywały z dzieciństwa markę ubrań, które noszą lub to, jak drogimi zabawkami się bawią. Zapamiętają jednak na pewno otrzymaną miłość.

Basia

* Familiaris consortio 14