Cyrenejczyk

„…zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem.” (Łk 23, 26)

Choć został przymuszony, to wspominamy go przy rozważaniu każdej drogi krzyżowej. Bo  jednak, chcąc-nie chcąc,  poniósł krzyż – tak długo, jak było trzeba. Jego trud stał się częścią drogi krzyżowej Pana.

Płacz synka w środku nocy, nagły  telefon z prośbą o pomoc, choroba kogoś bliskiego, dziecięcy problem wymagający szybkiej interwencji. Czasem mnie również przymusza sytuacja – gdy coś trzeba zrobić koniecznie i „na już”.  Najtrudniej jest, gdy właśnie wtedy „wracam z pola”, czyli padam z nóg i marzę  już tylko o chwili oddechu.

Nie zawsze dar z siebie przychodzi mi łatwo. Zdarza się, że muszę nawet samą siebie przymuszać, by sprostać sytuacji. I nie zawsze też mojej miłości do innych towarzyszą uczucia przyjemne. Pomaga wtedy myśl, że  każdy wiele mnie kosztujący i ofiarowany Panu dar z siebie jest jak ewangeliczny „talent”, którym On obraca, pomnażając wartość początkową. Czyż nie jest Mu miły także i ten mój trud, do którego się przymuszam – z miłości? Są dni, gdy takich „talentów” można nazbierać dla Niego wiele.

Basia

1 thought on “Cyrenejczyk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s